Tytuł: The Missing Agent

Wobec premiery Skywalker. Odrodzenie oraz finału Mandalorianina, kolejne odcinki Ruchu oporu zeszły na plan tak daleki, że niemal o nich zapomniałem. A już na pewno nie spieszyło mi się z ich recenzowaniem, pomimo tego, że zaczyna się w nich dziać w końcu coś konkretnego.

Coś drgnęło

Przede wszystkim widać, że fabuła zaczęła nareszcie nawiązywać do tytułu serialu, bowiem bohaterowie znów stawić muszą czoła swemu głównemu przeciwnikowi, czyli Najwyższemu Porządkowi… Przynajmniej w teorii. W praktyce opór jest dość bierny i ogranicza się do próby uratowania szpiega Ruchu oporu działającego na jakiejś zapadłej i nic nie znaczącej planecie. I to jest właśnie mój największy zarzut wobec odcinka – brak stawki.

Rozumiem, że dla organizacji generał Organy każdy człowiek czy obcy jest na wagę złota, ale tutaj szpieg, o którym mowa nie jest w posiadaniu żadnych kluczowych informacji, które mogą odmienić losy wojny. Także gdyby nawet nie udało się go uratować, nie miałoby to żadnego wpływu na historię galaktyki. Zresztą to od samego początku jest wielkim problemem serialu, który w tej kwestii zupełnie nie poszedł w ślady Wojen Klonów czy Rebeliantów.

Pan Siekierka

W odcinku poznajemy także nowego łowcę nagród znajdującego się na liście płac Najwyższego Porządku – Axa Tagrina. Oczywiście nie ma co liczyć tutaj na choćby szczątkowe poznanie jego historii czy nakreślenie charakteru i motywacji, ale też nie taka jego rola. On ma po prostu wyglądać na naprawdę konkretnego zakapiora. Z roli tej wywiązuje się aż za dobrze, bo twórcy trochę przesadzili z możliwościami jego sprzętu. Strzały z blastera odbijają się od jego zbroi lepiej, niż od beskaru Mandalorianina, oczywiście pod warunkiem, że nie zablokuje ich wszystkim niczym jedi swoją elektrosiekierką. A jakby tego było mało, to ów oręż ma jeszcze funkcje zbliżoną do tego, co ze swą bronią robiła Enfys Nest. Ale wszystko to i tak przebił jego statek, który wyglądał naprawdę bardzo, bardzo fajnie. Trochę tego za dużo jak na jednego, nieznanego wcześniej łowcę.

The best of Synara

Tym bardziej dziwić może fakt, że pola była mu w stanie dotrzymać Synara i to stając na przeciwko niego właściwie z gołymi pięściami. Aczkolwiek w załodze Kolosa potrzebny był ktoś, kto faktycznie walczyć potrafi, dobrze więc, że tym kimś została właśnie Synara, a nie ktoś, kogo scenarzyści wyciągnęliby nagle z kapelusza.

Mam też nadzieję, że sympatyczna piratka dostanie nieco więcej czasu antenowego i stanie się postacią pierwszoplanową w nadchodzących odcinkach. Oczywiście pod warunkiem, że tego dożyje, bo ostatecznie odcinek zakończył się niewielkim cliffhangerem i niepewnością wobec dalszych losów Yeagera i Synary właśnie. I to także była miła odmiana od standardowo cukierkowych zakończeń w prościutkim morałem.

RECENZJE POPRZEDNICH ODCINKÓW:

Na koniec przypominamy recenzje poprzednich odcinków:

Oraz wszystkich odcinków poprzedniego sezonu: