Tytuł: Descent

Czekałem, czekałem i się doczekałem na kolejny, naprawdę solidny odcinek Ruchu Oporu. W końcu mamy tutaj poczucie zagrożenia, szczyptę emocji, a także świetne występy Tam oraz nowej członkini obsady.

Karty na stół

Sytuacja na stacji Colossus staje się coraz bardziej dramatyczna (przynajmniej z punktu widzenia sympatyków Ruchu Oporu). Najwyższy Porządek przejrzał w końcu przykrywkę Kaza, więc on i jego przyjaciele znaleźli się w sytuacji na pozór bez wyjścia. Oczywiście wychodzą z niej bez trudu tym niemniej życie na platformie nigdy już nie będzie takie samo. Tym samym rozpaczliwa prośba o pomoc do generał Organy może być jedyną szansą na ratunek. Aczkolwiek wysłanie wiadomości nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać i okupione zostaje niemałymi stratami.

Są one tym bardziej dotkliwe, kiedy okazuje się, że Ruch Oporu ma jednak inne, bardziej palące problemu (wiemy doskonale jakie), a Kaz i spółka liczyć mogą tylko na siebie. Ale młody pilot zdaje się jak nigdy zdeterminowany i pewny swego. Zupełnie jakby na przestrzeni dwóch odcinków zmienił się nie do poznania, i nie chodzi tylko o fryzurę. Zmiana ta wydaje się trochę wymuszona i zbyt nagła, tym niemniej cieszę się, że Kaz w końcu stał się kimś więcej, niż reinkarnacją Jar Jara.

Teatra dwóch aktorek

Mimo to, że fabularnie odcinek w końcu prezentował niezły poziom, to i tak mi najbardziej przypadł do gustu występ dwóch postaci z dalszego planu.

Pierwszą z nich okazała się Tam Ryvora. Jej występ nie był może przesadnie istotny i znaczący, ale był bardzo… sympatyczny. Tak, to słowo pasuje mi tutaj najbardziej. Sama postać wciąż pozostała niestety pozbawioną głębi wydmuszką, ale mam nadzieję, że z czasem się to zmieni, a jej rozwój nie będzie tak sztampowy, jak można by przypuszczać.

Drugim bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazała się nowa członkini obsady, agentka Tirney (pisownia może być inna, ale na ten moment nie mam jak tego zweryfikować) z bezpieki Najwyższego Porządku. Aczkolwiek dopuszczam możliwość, że pozytywne wrażenia jakie po sobie zostawiła nie są do końca obiektywne. Po pierwsze dlatego, ze agentka Tirney przypomina mi Kallusa, który koniec końców okazał się postacią całkiem ciekawą. Po drugie, jedyne dotychczasowe spotkanie z Biurem Bezpieczeństwa Najwyższego Porządku, które przyjęło formę agenta Terexa, było więcej, niż bardzo dobre.

Czy agentka Tirney ma szansę nawiązać do tych jakże udanych występów swoich poprzedników? Mam nadzieję, że tak, tym bardziej, że początek miała bardzo sensowny i nieco nieprzewidywalny. Dość powiedzieć, że zachowuje się i postępuje zupełnie inaczej, niż przyzwyczaili nas do tego wysocy rangą oficerowie Najwyższego Porządku.

Ale ponad wszystko, mam nadzieję, że ta nowa postać zostanie z nami na dłużej i to ona stanie się główną antagonistką serii, zastępując tym samym bezbarwnego komandora Pyre, czy wiecznie nieobecnego majora Vonrega. Aczkolwiek nie mam żadnych wątpliwości, że cała wspomniana trójka powróci na dwa ostatnie odcinki, wszak obie strony w ostatecznej walce o platformę Colossus, rzucą do boku wszystko, co mają.

RECENZJE POPRZEDNICH ODCINKÓW:

Na koniec tradycyjnie zapraszamy do recenzji poprzednich odcinków: