Yoda jest pojedynczym albumem, który składa się z aż 4. historii. Całość ma kompozycję ramową. Mamy zatem główny wątek współczesny, który dzieje się tuż przed Imperium kontratakuje i 3 wspomnienia z różnych lat życia Mistrza. Owe wspomnienia składają się z 3 zeszytów każda i dostajemy 1 zeszyt na epilog zamykający wątek teraźniejszy. Wszystko to w kolaboracji różnych autorów. Jest to też swoisty test na polskim rynku, tego, jak przyjmie się większy objętościowo format (tutaj 236 stron).
Światło i Życie
Pierwszy zestaw został napisany przez Cavana Scotta, weterana Star Wars, który jest w szczególności znany z mediów z Wielkiej Republiki. Świetnie się zatem składa, że właśnie w tym okresie osadzona jest historia. Jest to pierwsza lekcja, którą Yoda musi sobie przypomnieć. Wracamy więc wspomnieniami do roku ok. 250 BBY, kiedy Rada otrzymuje prośbę z planety Turrak. Jedna rasa zamieszkująca planetę jest częstą ofiarą rajdów innej rasy. Yoda zgłasza się na ochotnika, pomaga im i… postanawia się osiedlić na planecie.

Mieszka tam przez dłuższy czas. Naucza, pomaga i jednocześnie wypełnia swoje obowiązki Wielkiego Mistrza w Zakonie. Niestety, dochodzi do tragedii. Jeden z podopiecznych Yody popełnia błąd. Yoda opuszcza planetę na niemal całe pokolenie (ok. 20 lat, wg. moich kalkulacji)! Dlaczego? Żeby po latach powrócić i w swój charakterystycznie enigmatyczny sposób nauczyć lekcji. W ciekawy sposób autor wykorzystuje długowieczność Yody i jego postrzeganie czasu. Wieloletni konflikt okazuje się mieć trywialne podłoże i zostaje rozwiązany stanowczo zbyt szybko i łatwo, ale taki urok komiksu.

Rysunki do tej części wykonał Nico Leon, który jest dla nas nowym rysownikiem. Jego kreska jest poprawna, ale nie da się nie zauważyć, że wiele scen jest pełnych czerni. Można to podciągnąć pod zabawę cieniem, ale takich kadrów jest stanowczo zbyt wiele. Trudno nie mieć wrażenia, że autor poszedł na łatwiznę. Dodatkowo przynajmniej dwukrotnie Yoda robi zeza, co wygląda komicznie.
Uczniowie Mocy
Jody Houser napisała scenariusz do trzech następnych zeszytów. Możecie ją kojarzyć z komiksów Poe Dameron: Iskra i płomień lub Piloci TIE. Akcja dzieje się w czasach, gdy Dooku zasiadał w radzie Jedi. Yoda prosi swego byłego ucznia o pomoc przy nauczaniu młodych adeptów Jedi. Mamy trójkę bardzo bliskich przyjaciół z różnych ras: Wookiego, Trandoshankę i Togorianina. Z powodu wizji Mocy wywiązuje się pomiędzy nimi konflikt. Dooku i Yoda udzielają różnych porad i starają się zażegnać spór na swój sposób. Prowadzi to do scen, które są wzruszające, smutne i bardzo angażujące. Nie tylko przedstawiono tu mało wykorzystany okres przed Mrocznym widmem, ale udało się wprowadzić ciekawe i przekonujące postacie.

Adepci od lewej Gheyr, Jak’zin, Krrsish; po prawej Yoda i Dooku.
Rysownikiem tej części jest Luke Ross znany z komiksów Star Wars tj. Mroczne Droidy, Wojna Łowców Nagród, czy Darth Maul. Jego obrazki wyróżniają się na tle reszty albumu bardzo pozytywnie. Są zwyczajnie śliczne i pełne szczegółów, tam, gdzie to istotne. Twarze mają naturalną mimikę, gestykulację i przyjemnie się na nie patrzy. Co prawda Yoda ma nad wyraz bujną czuprynę, ale nie przeszkadza to w odbiorze komiksu. Miło także popatrzeć na młodego Dooku.
Wielkość znaczenia nie ma
Scenariusz do tej części napisał Marc Guggenheim, którego możecie kojarzyć z komiksów Mroczne droidy Drużyna D lub Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Yoda wraca wspomnieniami do czasów wojen klonów. Rada dowiaduje się o nowej superbroni. Mistrz Yoda postanawia wziąć sprawy w swoje ręce wraz z Anakinem. Czeka nas krótkie starcie z Grievousem, które w moim odczuciu wypada słabo. Wydaje się też, że powinien z łatwością go pokonać. Tymczasem Yoda w pewnym momencie ucieka ze starcia, co jest charakterystyczne dla Grievousa. Bohaterowie dowiadują się, że „superbronią” jest po prostu duży droid. Dwoje Jedi mają z nim spore problemy, jego durastalowy pancerz nie ima się mieczy świetlnych.

Anakin wydaje się bardzo niekompetentny i zupełnie nie w swoim żywiole. Tutaj raczej Yoda przejął dużo charakterystycznych cech Anakina. Zwraca się do niego kilkukrotnie „generale Skywalker”, co jest dziwne i zupełnie nienaturalne. W kilku dymkach traci też swój charakterystyczny szyk zdania.

Kreskę popełnił Alessandro Miracolo (Łowcy nagród. Piekło na Bestine). Obrazki są brzydkie, a postacie najczęściej do siebie niepodobne. W wielu kadrach brakuje szczegółów, a twarze są rozmazane. Do tego najczęściej patrzymy na twarze pod dziwnym kątem, od góry lub od dołu, co z czasem zaczyna irytować. Zdecydowanie najgorsza część komiksu.
Jaskinia
W Epilogu Yoda wchodzi do słynnej jaskini z Epizodu V, gdzie musi stawić czoła samemu sobie. Scott (scenarzysta) bardzo zgrabnie wykorzystuje postacie z życia naszego Mistrza i wydarzenia z różnych mediów do stworzenia idealnej próby. Mamy więc nawiązania do animowanych Opowieści Jedi, Wielkiej Republiki oraz Dooku: Stracony dla Jedi.

Rysunkami tym razem zajął się Ibraim Roberson (Wojna łowców nagród Jeszcze jedno zadanie i Wielka Republika. Cienie Gwiezdnego Blasku) i trzeba przyznać, że wyszło świetnie. Jego kreska jest ostra, surowa i idealnie oddaje klimat horroru. Pasuje do samego Dagobah, a w szczególności do scen w jaskini. Obrazki są też szczegółowe, więc po pierwszym rzucie oka możemy rozpoznać postacie.

