Rozdział 3: Szepty pośród mroku

Rozdział 4: Duma i zemsta

Jak może pamiętacie, tydzień temu wspominałem, że choć dwa premierowe odcinki Maula nie wgniotły mnie aż tak w fotel, to uznałem je za solidne preludium do tego, co może nastąpić. Jak zatem wypadły Rozdziały 3 i 4 oraz czy udało się zrealizować potencjał drzemiący w poszczególnych motywach?

Ostatnie kuszenie Padawana

Zdecydowanie na pierwszy plan wysunęło się tutaj wspomniane kuszenie Devon i muszę przyznać, że jestem pod bardzo dużym wrażeniem tego, jak wątek ten jest prowadzony, zarówno pod względem wizualnym, jak i „merytorycznym”.

Niemal od razu przekonujemy się, że tytuł Rozdziału 3 nie jest tylko poetycką metaforą, ale bardzo dosłowną zapowiedzią tego, czemu stawić czoła będzie musiała twi’lekańska Padawanka. Bez trudu można sobie wyobrazić grozę narastającą z każdą upływającą w ciemnościach chwilą – ciemnościach rozświetlanych jedynie upiornie czerwonym blaskiem miecza świetlnego. Grozę, która musiała przytłaczać Devon nie mniej niż siła argumentów Maula.

To, w połączeniu z jego zaskakującą cierpliwością i wyrachowaniem, sprawia, że przeciągnięcie Devon na ciemną stronę, o ile faktycznie nastąpi, będzie być może najbardziej wiarygodnym tego typu przypadkiem, z jakim do tej pory mieliśmy do czynienia. Pozostaje mieć nadzieję, że dalej będzie przynajmniej tak samo dobrze.

Scorsese to nie jest

Zupełnie inne odczucia mam w stosunku do wątków policyjno‑gangsterskich w najnowszych dwóch odcinkach. Tutaj wszystko jest do bólu przewidywalne, począwszy od fiaska policyjnej obławy, aż po finał porachunków z Pyke’ami. Jedyną niewiadomą pozostaje fakt, czy w tej ostatniej Vario miał udział bierny, czy jak najbardziej czynny, aczkolwiek zakładam, że dla rozwoju dalszej historii jest to kwestia pozbawiona większego znaczenia.

Teoretycznie ciekawie wygląda wątek samego Brandera Lawsona, aczkolwiek i tutaj powielane są schematy widziane w niezliczonych dramatach policyjnych, do tego jeszcze spłycone na potrzeby animacji. Także i tutaj pozostał pewien niedosyt.

Laserowe miecze

Jedno, do czego trudno byłoby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, to strona wizualna całego serialu. Animacja jest świetna, a prawdziwą wisienką na torcie są walki z wykorzystaniem mieczy świetlnych. Tym razem dostaliśmy na szczęście nieco więcej urozmaicenia. Oczywiście Maul znów dostał swoją porcję bezimiennych osiłków do zmasakrowania, ale pojedynki z Devon czy Mistrzem Dakim wprowadzają powiew świeżości.

Na uznanie zasługuje też fakt, jak umiejętnie twórcy korzystają z różnych form walki mieczem świetlnym, by nadać pojedynkom więcej głębi i ukrytego znaczenia. Zresztą sama intensywność walk również wiele mówi o emocjach i motywacjach poszczególnych bohaterów, co sprawia, że ogląda się je z niemałą przyjemnością.

Podsumowanie

Ostatecznie, o ile Rozdział 3 okazał się bardzo ciekawym i klimatycznym rozwinięciem wątku kuszenia Devon, o tyle Rozdział 4 był w moim odczuciu dość nudny i przewidywalny, wnosząc do historii stosunkowo niewiele. Oczywiście wyjąwszy ostatnią scenę, która nastąpić w końcu musiała, a która zwiastuje całkowite wywrócenie dotychczasowego stosunku sił.

Recenzje poprzednich odcinków:

A oto recenzje poprzednich odcinków: