Rozdział 1: Mroczna zemsta

Rozdział 2: Złowieszcze plany

Gwiezdne Wojny wracają! Oczywiście wszyscy czekamy na powrót Grogu i Dina Djarina na wielki ekran, ale powrót Maula, nawet w wersji animowanej, też potrafi cieszyć. Jasne, marzył mi się Maul aktorski, ale animacje w tym uniwersum wielokrotnie udowadniały, że potrafią dowozić poziom, którego produkcje aktorskie często nie są w stanie osiągnąć.

Jak więc wypadają dwa pierwsze odcinki Maul – Mistrz Cienia?

Ale to już było

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo. Maul znów próbuje zasiać w młodym Jedi ziarno wątpliwości, które, odpowiednio podlewane podszeptami ciemnej strony i ekstremalnymi okolicznościami, ma wykiełkować w nowego ucznia.

Znajomo wyglądają też rozgrywki syndykatów oraz próby odbudowania pozycji w przestępczym półświatku, w którym nasz Mistrz Cienia czuje się coraz pewniej i naturalniej.

Dostajemy również to, z czego Maul zasłynął najbardziej, czyli widowiskowe wywijanie podwójnym mieczem świetlnym. I choć zawsze byłem fanem takich scen, tutaj mam wrażenie, że twórcy trochę z tym przesadzili. Każda kolejna mini‑walka w korytarzu robiła coraz mniejsze wrażenie.

Znajomo wygląda nawet planeta (Janix), na której cała akcja się rozgrywa, która z powodzeniem mogłaby być Coruscantem (choć skojrzań do Blade Runnerowego Los Angerels też nie sposób uniknąć).

A jednak, mimo tej powtarzalności, Maul – Mistrz Cienia daje też nadzieję na coś świeższego.

Ten sam, ale inny

Widzimy, jak daleką drogę przeszedł Maul od czasów Mrocznego Widma. Wtedy wypowiedział bodaj jedną kwestię: “At last we shall reveal ourselves to the Jedi. At last we will have revenge.” , odzwieciedlającą jego niecierpliwości i potrzebę udowodnienia swojej wartości.

Maul, którego widzimy teraz, jest znacznie bardziej wyrachowany. Nie angażuje się bezpośrednio, jeśli brudną robotę mogą wykonać inni. Manipulacja i zastraszanie stały się jego nowym orężem, równie groźnym jak miecz świetlny. Widać, że nauki Palpatine’a nie poszły w las.

Jedno jednak się nie zmieniło: zemsta. Nadal go napędza, choć dziś jest znacznie bardziej osobista i ukierunkowana. Wiemy, że do Imperatora, mówiąc kolokwialnie, Maul „podjazdu” nie ma i mieć nie będzie, ale kierunek, w którym ten wątek może pójść, zapowiada się ciekawie.

Młoda gniewna i stary zgorzkniały

Kluczową rolę w planach Maula ma odegrać twi’lekańska padawanka Devon Izara, którą będzie próbował przeciągnąć na ciemną stronę. W przeciwieństwie do wcześniejszych prób (choć chronologicznie późniejszych), tutaj może pójść łatwiej, czego dostaliśmy już kilka subtelnych zwiastunów.

Równie interesująco zapowiada się wątek „detektywa” Brandera Lawsona. Twórcy sugerują, że to nie jest prosta, dwuwymiarowa postać, lecz bohater złożony i nieoczywisty. Oby tylko starczyło odwagi, by ten wątek rozwinąć, nawet kosztem efektownych scen akcji.

Swoją drogą przez długie momenty, także dzięki Lawsonowi, serial przypominał mi połączenie Blade Runnera z Gorączką. Tyle że z mniejszym ładunkiem emocjonalnym i napięciem, a to z uwagi na wyraźną dysproporcję sił, gdyż policja z Janix nie ma absolutnie nic, co mogliby przeciwstawić Maulowi.

Podsumowanie

Co nie zmienia faktu, że klimat, jaki udało się stworzyć, przypadł mi do gustu i przekonaliśmy się, że może działać także w uniwersum Star Wars. Oby tylko kolejne odcinki od niego nie odeszły.  Zresztą oczekiwania mam wobec nich niemałe, bo o ile dwa pierwsze pokazały, że Maul – Mistrz Cienia ma potencjał, to ze względu na powtarzalność pewnych wątków, były one dość nijakie, żeby nie powiedzieć: generyczne.