Rozdział 7: Otchłań wzywa

Rozdział 8: Pełzający strach

Sezon zbliża się do końca, akcja jeszcze przyspiesza, ale mam wrażenie, że fabuła wcale się nie zagęszcza. O dziwo, nie jest to nic złego, bo warstwa emocjonalna z nawiązką to nadrabia, pokazując, że czasami proste zabiegi potrafią zdziałać cuda.

Last Maul Standing

Przyznam szczerze, że początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do Maula jako tytułowego bohatera i motoru napędowego całego serialu. Po zmarnowaniu jego potencjału w Mrocznym widmie dostawał on kolejne szanse, by się zrehabilitować, czy to w Wojnach klonów, czy w Rebeliantach, czy w końcu w komiksach. Szanse, które skwapliwie wykorzystywał. Aczkolwiek wydawało się, że niewiele więcej można z tej postaci wycisnąć. A jednak się udało.

Tym razem dostaliśmy Maula, jakiego chyba nigdy wcześniej nie widzieliśmy. To bezwzględny wojownik, który w obliczu własnych słabości i nieustępliwych przeciwników musiał zrewidować swoją pewność siebie i poczucie wyższości. A to z kolei zmusiło go do odbycia swoistej wędrówki w głąb siebie.

W jej efekcie przestajemy postrzegać go wyłącznie jako napędzanego żądzą zemsty byłego Sitha, próbującego zbałamucić młodą Jedi. Dostrzegamy pełny tragizm tej postaci, wyniszczonej emocjonalnie długimi latami bólu, cierpienia i poczucia straty, która musi stawić czoła demonom przeszłości. Ale ostatecznie Maulowi udaje się odnaleźć swego rodzaju ukojenie, a co ciekawsze (i dla mnie bardzo zaskakujące), pokazać ludzką twarz, a nawet współczucie.

Bynajmniej nie jest to zapowiedź jego nawrócenia (wszak znamy jego dalsze losy), a raczej źródło determinacji do dalszego działania. W końcu wiemy już, że napędza go nie tylko pragnienie zgładzenia Imperatora…

60 Seconds

Wiemy już zatem, że najnowsze odcinki dostarczyły sporo pożywki dla miłośników budowania postaci i wycieczek w głąb duszy bohaterów, ale zwolennicy szybkiej i intensywnej akcji także nie mieli powodów do narzekań. Tym bardziej że odcinki Otchłań wzywa oraz Pełzający strach zapewniły w tym zakresie dużą różnorodność.

Najsłabiej wypadły starcia ze szturmowcami. Nie od dziś wiemy, że formacja ta skuteczna potrafi być chyba tylko w walce z Jawami. Z jakimkolwiek innym przeciwnikiem, nawet przy przygniatającej przewadze liczebnej, nie mają z reguły szans.

Znacznie lepiej prezentowały się pojedynki na podwójne miecze świetlne. Co prawda fakt, że wszystkie były czerwone, utrudniał nieco ich odbiór, jednak rekompensowała to inna niż dotychczas, bardzo dobrze działająca scenografia (miło było dla odmiany zobaczyć planetę, która nie jest jednolita pod względem biomu).

Mimo wszystko dla mnie najlepszą sekwencją był krótki, acz intensywny pościg ulicami Janix, który znów przywołał skojarzenia z klasyki kina akcji (chyba domyślacie się jakiej). Świetnie zadziałała tutaj także muzyka, tak różna od tego, do czego w Gwiezdnych wojnach przywykliśmy. I niezmiennie uważam, że twórcy powinni znacznie częściej sięgać po ten zabieg.

Podsumowanie

Kolejne rozdziały utwierdziły mnie w przekonaniu, że Maul – Mistrz Cienia to jeden z najlepszych oraz najrówniejszych seriali, jakie w uniwersum Star Wars otrzymaliśmy, a Pełzający strach awansował na mój ulubiony odcinek w całym sezonie. Choć mam nadzieję, że za tydzień się to zmieni i nastąpi zmiana na pozycji lidera.

Recenzje poprzednich odcinków:

A oto recenzje poprzednich odcinków: