No i stało się, 2. sezon The Mandalorian dobiegł końca, jednak zanim to nastąpiło, dostaliśmy szaloną jazdę bez trzymanki. Przekonajcie się, co o finale sądzą nasi redaktorzy. Oto nasze w pełni spoilerowe reakcje.

Mikołaj Klepacki

Wielki finał sezonu, co prawda z nieco mniejszym przytupem niż rok temu, ale nadal trzymał w napięciu i czuć było ten klimat. Niestety nie zabrakło również głupotek fabularnych np. Bo-Katan odrzucająca miecz, bo musi go zdobyć w walce, ale kiedy Sabine jej go dała to było wszystko ok. No i oczywiście gwiazda wieczoru, jedyny i niepowtarzalny Skywalker który jak zwykle pojawia się w samą porę by kogoś uratować. Odcinek oceniam na 7/10. I czekam z niecierpliwością na 3 sezon

Mateusz Wasilewski

Jeśli czytacie nasze wrażenia co tydzień, to w poprzednim tygodniu mogliście przeczytać moją opinię, w której przewidywałem, że finał drugiego sezonu nie będzie spektakularny, a będzie raczej wprowadzeniem do akcji w trzecim sezonie. Już zapewne wiecie jak bardzo się myliłem! Cieszę się, że moje przewidywania się nie sprawdziły. To był fantastyczny odcinek, fantastyczne zakończenie bardzo dobrego drugiego sezonu serialu The Mandalorian.

Szesnasty rozdział przygód Mandalorianina zaczyna się bardzo efektownie od pościgu Slave 1 za imperialnym promem T-4a Lambda, na pokładzie którego podróżuje Dr. Pershing. Doktor po odegraniu swojej roli znika z odcinka, ale prom jest istotnym elementem w planie dostania się na krążownik Moffa Gideona. Din prosi o pomoc Bo-Katan i wraz z nią, Reeves, Carą Dune oraz Fennec Shand udaje się na misję ratunkową na pokładzie promu. Boba w swoim patrolowcu pozoruje atak na prom i jego przygoda w odcinku kończy się wraz z dostaniem się grupy uderzeniowej na krążownik, gdy Slave 1 odlatuje gdzieś w siną dal. Szkoda, że w przypadku finałowej potyczki Boba Fett został odsunięty na boczny tor, ale jego spotkanie z Jedi mogłoby być nieciekawe. Na otarcie łez po napisach otrzymaliśmy zapowiedź serialu The Book of Boba Fett. Odcinek ósmy drugiego sezonu jest pełen akcji, a gładko przebiegająca misja zamienia się ostatecznie w sytuację bez wyjścia. Dark Trooperzy to prawdziwe maszyny do zabijania i już jeden mechaniczny żołnierz sprawił nie lada trudność zakutemu w zbroję z beskaru Mando, a co dopiero cały oddział. Na ratunek przybywa samotny X-wing. Jak ja się ucieszyłem, kiedy zobaczyłem, kto tym X-wingiem przyleciał. Bardzo się cieszę, że twórcy serialu zdecydowali, aby po Grogu przybył właśnie Luke, a nie jakiś nieznany nam do tej pory Jedi. W końcu to Luke miał odbudować zakon Jedi i rozczarowującym by było, gdyby kto inny pojawił się na wezwanie. Co prawda, przybycie Luke’a może definitywnie zakończyć historię Grogu w The Mandalorian, ale myślę, że przygody Dina Djarina i bez małego zielonego towarzysza będą fantastyczną opowieścią, i może szykować się ciekawa historia z Mandalorą i mrocznym mieczem w tle.

Oglądając finał, cieszyłem się do telewizora jak głupi. Gdy pojawił się Luke, gdy pojawił się wraz z nim nasz ulubiony droid astromechaniczny R2-D2, ale też wzruszyłem się, gdy Grogu z trudem opuszczał Mando. Finał serialu dał mi bardzo dużo Gwiezdnych wojen jakie kocham. Cieszę się, że za sterami produkcji serialu siedzą fani, którzy naprawdę chcą dać nam fantastyczną opowieść w naszym ukochanym uniwersum. Mam nadzieję, że inne zapowiedziane seriale będą trzymały się wyznaczonej przez The Mandalorian drogi i nasze ulubione uniwersum rozbuduje się o kolejne fantastyczne historie.

Łukasz Matelski

No i doczekaliśmy się finału drugiego sezonu The Mandalorian. Finału serialu, który zjednoczył fanów i dał nadzieję, że Gwiezdne wojny potrafią cieszyć nie tylko na dużym ekranie, ale również w formie telewizyjnego show. Z racji, że to już ostatni odcinek, ten wpis będzie też pewnego rodzaju podsumowaniem całego sezonu, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Odcinek sam w sobie był dość przewidywalny i uważni widzowie poprzednich rozdziałów spodziewali się wydarzeń przedstawionych w finale. Bo-Katan sugerująca w trzecim odcinku, że chce dopaść Moffa Gideona, ukazanie w odcinku z Ahsoką, że beskar jest odporny na uderzenia miecza świetlnego, wskazówki dotyczące pojawienia się Jedi chcącego szkolić Grogu. Wszystkie te wątki zebrano w jedną całość i wpakowano do finału sezonu. Mógłbym czepiać się szczegółów, że szturmowcy służący na krążowniku nie należeli raczej do elity, albo dlaczego Bo-Katan nagle nie chce przyjąć mrocznego miecza od Dina, tylko chce zdobyć go w walce, skoro sama otrzymała go od Sabine w Rebeliantach. Wydaje mi się jednak, że ten ostatni wątek zostanie rozwinięty w trzecim sezonie i dowiemy się, dlaczego Bo tak bardzo zależy na zdobyciu miecza w uczciwej walce. Chciałbym też w tym miejscu pochwalić Giancarlo Esposito, który gra Gideona, za świetną kreację swojej postaci i ciągłą próbę oszukania Dina, a ostatecznie wrobienia go w posiadanie Mrocznego miecza, przez co sam umył ręce od starcia z Bo-Katan. Mógłbym też przyczepić się do roli mrocznych szturmowców, którzy myślałem, że stworzą bardziej realne zagrożenie, a ostatecznie zostaną zniszczeni tak samo hurtowo, jak zostali wyprodukowani. Ale się nie przyczepię, bo ostatnie 10 minut odcinka zrobiło ze mnie emocjonalny wrak człowieka. Zobaczyłem na ekranie coś, czego myślałem, że już nigdy nie ujrzę. Mistrz Jedi Luke Skywalker w pełni swoich sił przybywa na ratunek swoim X-Wingiem, żeby zrobić sieczkę i wymieść wszystkich napotkanych po drodze wrogów. Bardzo podobała mi się kreacja Luke’a w Ostatnim Jedi i nie chciałbym widzieć w tym filmie Marka Hamilla robiącego te wszystkie piruety i wymachiwania, bo nie wyglądałoby to zbyt przekonująco, zważając na wiek aktora. Jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy było mi smutno, że nie zobaczę nigdy Luke’a Skywalkera, bohatera dzieciństwa, w pełnej krasie jak w Powrocie Jedi, ale przy użyciu nowoczesnej technologii kręcenia filmów. A jednak go zobaczyłem i wraz ze stopniowym ujawnianiem tożsamości postaci – pojawieniem się pojedynczego X-Winga, sylwetki w płaszczu, machania pojedynczym zielonym mieczem, zbliżenia na rękawicę ubraną tylko na jednej ręce oraz rękojeść miecza – moje serce biło coraz mocniej, a łzy szczęścia napływały same do oczu. Nie mam też zastrzeżeń do technologii użytej przy kreowaniu twarzy młodego Luke’a – nie była perfekcyjna, chociaż wg mnie Skywalker wyglądał lepiej, niż Tarkin i Leia w Łotrze 1 i jedyny zgrzyt odczuwałem przy niektórych kwestiach mówionych, gdzie tekst nie zawsze zgrywał się idealnie z ruchem ust. Łzy szczęścia mieszały się ze smutkiem, kiedy Din zdjął hełm i sam ze łzami w oczach żegnał się z Grogu. Na sam koniec zostałem dobity pojawieniem się R2-D2, który ostatecznie rozłożył mnie na łopatki i przywołał wspomnienia z dawnych wspólnych przygód z Lukiem.

Z tego miejsca chciałbym podziękować Jonowi Favreau, Dave’owi Filoniemu oraz wszystkim zaangażowanym w produkcję serialu za wzruszającą i sentymentalną podróż trwającą 8 tygodni. Czy wyobrażaliście sobie, że w jednym sezonie 8-odcinkowego show zobaczymy Cobba Vantha, Bo-Katan, Bobę Fetta, Ahsokę Tano i ostatecznie Luke’a Skywalkera wraz ze swoim kompanem? Nie mogę się doczekać trzeciego sezonu i rozwinięcia wątku klonowania oraz Mrocznego miecza. Mam też nadzieję, że Moff Gideon nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Liczę, że Mandalorianin dotrzyma swojej obietnicy z końcówki odcinka i zobaczymy również jeszcze Grogu, bo nie wyobrażam sobie, żeby po zbudowaniu tak silnej relacji między nimi było to ostateczne pożegnanie.

’I’ll see you again. I promise.'

Paweł Drożdż

Nie spodziewałem się aż takich fajerwerków po finale 2 sezonu… Moje ukochane ujęcia kosmiczne – Boba Fett przelatujący przed kabiną Lambdy… Te przecudowne zbliżenia na TIE Fightery… Kwiczałem jak małe dziecko mające zaraz spotkać Świętego Mikołaja 😃 Ale potem dała o sobie znać najsłabsza cecha serialu – czyli kompletnie bezużyteczni Szturmowcy… Może gdyby byli chociaż trochę skuteczni, to odcinek mógłby potrwać nieco dłużej, budując emocje jeszcze bardziej. Potem jednak zaczęło się robić naprawdę dobrze! Znacznie więcej ujęć i zbliżeń na Dark Trooperów – widać tam dużo inspiracji wizerunkiem Dartha Vadera 🙂 Scena w więzieniu z Gideonem przywiodła mi na myśl trochę postać graną przez Giancarlo Esposito w Breaking Bad 😃 (Absolutnie nie zarzucam aktorowi, że grał tak samo, bo tak nie było, ale miłe wspomnienie jego dawnej roli się pojawiło :-)) Bardzo efektowny, moim zdaniem, pojedynek (który mógł być oczywiście nieco dłuższy)… i potem się zaczęło.

Wracają Dark Trooperzy, sytuacja beznadziejna… I przylatuje ON. Jeden X-Wing… Kolejność moich myśli: ktoś z Nowej Republiki… ale jeśli jeden… to może ten Jedi, którego ściągnął Grogu swoimi myślami?… Luke miał X-Winga! Ale nie, przecież to nie będzie Luke… Jakiś inny Jedi w X-Wingu? Zobaczmy. Faktycznie Jedi! (Tu ciśnienie mi skacze, oczy się szeroko otwierają) Czekaj… zielone ostrze?… Przecież to nie może być Luke! Zaraz… Ta rękojeść! Jedno ujęcie wyraźnie pokazuje rękojeść miecza! LUKE!! (Kardiolog przyjmuje mnie na oddział, a ja zaczynam się śmiać i płakać jednocześnie) Nadal nie do końca wierzę w to co widzę, ale potem ściąga kaptur… I ukazuje się nam przepiękny CG Luke 😃 Dobrze, że nikogo w domu nie było, bo ten mój śmiecho-płacz mógłby przestraszyć rodzinę 😃 Takich emocji ostatnio doznałem widząc Vadera w ciemnym korytarzu na końcu Rogue One 😃 (W internecie już się pojawiają porównania tych dwóch scen). A na koniec Djarin ściąga hełm, pokazując dobitnie, że Grogu jest dla niego ważniejszy niż przekonania wpojone mu przez lata… Bardzo mocne i emocjonalne zakończenie 🙂

I ta wiadomość od Marka Hamilla, że udało się bezspojlerowo zachować całą akcję w tajemnicy przez prawie rok – bardzo wpisuje się to w moją filozofię unikania spojlerów czy trailerów do filmów, które chcę zobaczyć. W to mi graj!

Super serial! Na pewno obejrzę znowu oba sezony cięgiem w niedługim czasie, i oczywiście – czekam na następny sezon i na The Book of Boba Fett 😃 Niech Moc będzie z Wami!

Michał Michałowski

Niedosyt. Takie uczucie zostało mi po finale drugiego sezonu Mandalorianina. Nawet po tych trzech seansach. Nie znaczy to, że źle oceniam ten odcinek, który w wielu miejscach był po prostu niesamowity. Niemniej całość taka już moim zdaniem nie była. Przejęcie krążownika Gideona było tak łatwe, banalne, że wręcz komiczne. Za to już starcie Djina z dark trooperem pokazała ich potencjał, ale szkoda, że uleciał on w przestrzeń kosmiczną, a potem zanikł w starciu z jednym rycerzem Jedi. Te potężne roboty okazały wtedy bezradne, chociaż kilkanaście minut wcześniej mogliśmy oglądać, z jaką zaciętością potrafią walczyć. I tak, pojawienie się Luke’a było bardzo satysfakcjonujące i nostalgiczne, choć przewidywalne. Scena w korytarzu równie dobra co oryginalna. Czy jednak nie mógł on się pojawić w towarzystwie floty Republiki? Nawet jeden większy okręt by wystarczył, abyśmy dostali przynajmniej namiastkę bitwy kosmicznej, której brakowało w serialu. Odcinek bardzo dobry, ale po tym co widzieliśmy w tym sezonie już jako finał – niekoniecznie.

Wojtek Wiśniewski vel red. nacz.

Jeśli czytaliście moją recenzję, to wiecie, że nad finałem 2. sezonu nie rozpływam się aż tak, jak ogromna większość fanów. Nie znaczy to, że nie byłem we wielce pozytywnym szoku widząc Luke’a czy nie miałem łez w oczach oglądając pożegnanie Dina i Yodzika (dla mnie to najlepsza scena całego serialu i najsmutniejsza we wszystkich starwarsowych produkcjach). Uważam jednak, że Lukiem twórcy przykryli trochę pozostałe braki, jak chociażby ten, że poza wspomnianymi motywami, nic innego nie wzbudziło w tym odcinku moich emocji.

Owszem, Dark Trooperzy wyglądali świetnie, ale cóż z tego, skoro niewiele zdziałali. Owszem, fajnie oglądać w akcji Slave’a 1, ale Boba pełniący rolę szofera drugi odcinek z rzędu jakoś mi nie leży. Owszem, fajnie było zobaczyć w akcji Mroczny miecz, ale po tym pojedynku spodziewałem się mimo wszystko więcej. No i ten brak konceptów na koniec odcinka… Wiem, że duperelka, ale bardzo mi ich brakowało.

Tym niemniej, nie sposób ocenić całości sezonu inaczej, niż wspaniale. Mało kto spodziewał się chyba, że będzie aż tak dobrze i że powróci aż tak wiele postaci. Ogromnie cieszy mnie, że twórcy dostali aż tak dużą wolność, a jeszcze bardziej, że nie boją się z niej korzystać. Martwi mnie natomiast fakt, że na ciąg dalszy przygód Mando poczekać nam przyjdzie kolejny rok.

Recenzje i reakcje

Zachęcamy też do recenzje wszystkich odcinków i naszych reakcji na nie: