O ile powrotu Ahsoki w rozdziale #13 wszyscy się spodziewali, o tyle występ rozdział #14 wielu z nas zaskoczył. A powiedzieć, że zaskoczenie było bardzo pozytywne, to jak nic nie powiedzieć. Oto w pełni spoilerowe reakcje naszej redakcji.

Mateusz Wasilewski

W rozdziale czternastym wraz z Mando i Grogu udajemy się na planetę Tython, która ze wszystkich do tej pory odwiedzonych planet wyglądała najmniej interesująco. Była nad wyraz zwyczajna. Pod względem scenografii szósty odcinek drugiego sezonu w moim odczuciu wypadł najsłabiej w całym sezonie. Natomiast jeśli chodzi o fabułę, to spodziewałem się, że po spotkaniu z Ahsoką na chwilę wszystko wyhamuje, uspokoi się i nie otrzymamy niczego spektakularnego. Jakże się myliłem. W odcinku pojawia się długo wyczekiwana przez wszystkich postać Boby Fetta, a rozdział jest pełen akcji i prawie w całości wypełniony potyczką ze szturmowcami, którzy przybyli na planetę statkami desantowymi, podobnymi do tych z Przebudzenia Mocy, niemalże jak amfibie z lądowania na plaży w Normandii. Odcinek oglądało się z wielką przyjemnością, twórcy sięgnęli do Legend, dzięki czemu mieliśmy okazję zobaczyć Dark Trooperów w, co prawda krótkiej, ale wartej odnotowania, akcji. Możliwe, że w finale sezonu otrzymamy bardziej widowiskowy pokaz siły Dark Trooperów.

Co ciekawe, rozdział szósty pokazał nam również, że tzw. “odcinki zapychacze” z poprzedniego sezonu mają większe znaczenie, niż mogło się nam wydawać. Zapowiada się ciekawa końcówka sezonu. Szczególnie, że będziemy mieli okazję oglądać współpracę Boby Fetta z Mando nieco dłużej. Z niecierpliwością czekam na siódmy odcinek.

Łukasz Matelski

Wyobrażacie sobie, że ktoś kilka lat temu Wam mówi, że w przyszłości obejrzycie serial, w którym głównym bohaterem jest Mandalorianin, który zostaje wysłany na Tython przez Ahsokę Tano w celu odnalezienia Jedi, który miałby szkolić 50-letnie dziecko rasy Yody, ale nagle przeszkadza mu Boba Fett, który ostatecznie połączy siły z głównym bohaterem, żeby zmiażdżyć (dosłownie) armię szturmowców tuskeńskim kijem Gaffi, a na sam koniec przylecą Dark Troopers, którzy porwą dziecko i dostarczą je imperialnemu moffowi, który dzierży mroczny miecz znany jedynie z animowanego serialu? Brzmi jak niespełniony, mocno odrealniony sen fana i pewnie kazalibyście odstawić tej osobie igiełki śmierci, a jednak Robert Rodriguez umieścił to wszystko w jednym odcinku (i do tego najkrótszym w sezonie) w taki sposób, że wszystko ze sobą zagrało! Odcinek był napakowany akcją od samego początku i nie mieliśmy czasu nawet na chwilę odpoczynku – prawdziwy rollercoaster emocji. Widząc w oddali pędzący Slave I serce mocniej zabiło, a kiedy Boba odzyskał swoją zbroję był to moment przełomowy i odkupienie po 40 latach postaci, która była „fajna” tylko dlatego, że „fajnie” wyglądała i trzeba było dopowiadać jej „fajność” w książkach i komiksach. Tu nareszcie mamy legendarnego łowcę nagród w akcji, który tak jak swój ojciec jest „prostym facetem przemierzającym galaktykę”. Din przeżył tytułową tragedię podwójnie – najpierw tracąc swój statek, a następnie Grogu. Musi teraz dojść do siebie i zebrać ekipę w celu odbicia małego i jak widać po końcówce odcinka – nie przebiera w środkach. Jedyny zarzut jaki mam do odcinka, to Tython wyglądający zbyt „ziemsko”. Brakowało mi np. w tle ruin świątyni Jedi lub innych elementów przypominających ten świat z gry The Old Republic. Być może jednak jest to wrażenie spowodowane tym, że po raz pierwszy wyszliśmy poza studio filmowe, a odcinek został nakręcony w plenerze, a nie w Kapsule. Jednak ten malutki minus jest niczym w porównaniu do ogromu wrażeń i emocji, które dostarczył nam ten odcinek i nie mogę się już doczekać, co jeszcze wydarzy się w tym sezonie.

Paweł Drożdż

Do tej reakcji powinienem dołączyć jeszcze wykres szerokości otwarcia moich oczu w czasie jak oglądałem ten odcinek. A zaczęły się otwierać dość wcześnie, bo odcinek rozpoczął się kilkoma pięknymi ujęciami podchodzenia do lądowania, a ja po prostu uwielbiam jak takie ujęcia są dobrze zrobione 🙂 Potem był lot z Grogu pod pachą, a potem to już się posypało… O tym, że Jedi mieli różne dziwaczne świątynie wiedzieliśmy już z The Clone Wars i Rebels. Cieszę się, że też w live action się udało jakąś pokazać. Cieszę się też, że wciągnięto Dark Trooperów z Dark Forces 😃 Filoni i Favreau powinni dostać specjalną nagrodę w dziedzinie Fan Service 😃

No ale najbardziej podziałała na mnie w tym odcinku postać Boby Fetta. Jego ciosy gaffi stickiem to czyste złoto! Skuteczny, bezbłędny… Wypadł zgodnie z tym czego można było oczekiwać po słynnym łowcy nagród, mam nadzieję, że jeszcze będzie nam dane zobaczyć go więcej. Aczkolwiek byłem zdziwiony tym jak mocno ma wyrobione zasady honoru… Miałem w głowie raczej obraz bezwzględnego twardziela, który za wszelką cenę dąży do swojego celu. Naprawdę nie spodziewałem się tego, że będzie pomagał Djarinowi odzyskać Grogu… No i, po tym co było powiedziane w Clone Wars, myślałem, że Jango ma zbroję zdobyczną po zabitym Mandalorianinie, albo zrobił sobie własną na wzór mandaloriańskiej. A tu dla mnie zaskok.

Co tu więcej mówić, dzieje się. Każdy następny odcinek rozpala we mnie miłość do Star Wars na nowo 😃 Z wypiekami na twarzy czekam na kolejny chapter! A kiedy ten sezon się skończy, obejrzę sobie wszystko jeszcze raz od początku.

Mikołaj Klepacki

Odcinek który wparł mnie głęboko w fotel i nie pozwolił zamknąć powiek choćby na moment. Nie powiem, ma swoje wady, jak chociażby dialogi, ale to nie ma być mistrzostwo kinematografii. Jak dla mnie to drugi najlepszy odcinek 2. sezonu i trzeci ogółem. Mam nadzieję że fabuła przestanie być aż tak schematyczna i nie raz nas zaskoczy.

Wojtek Wiśniewski vel red.nacz.

Jak już wspominałem w recenzji, odcinek bardzo przypominał mi przełomowy film Roberta Rodrigueza (a także Antonio Banderasa i Salmy Hayek) – Desperado, ale oglądając go jeszcze raz na spokojnie stwierdzam, że podobieństw jest nawet więcej, niż początkowo myślałem. I bardzo dobrze, bo Desperado w swej kategorii filmem jest niemal kultowym (jeśli ktoś z młodszych, ale już pełnoletnich czytelników go nie zna, to warto się poznać) i nie miałbym nic przeciwko, jakby jego reżyser do Mando powrócił w kolejnym sezonie.

Oczywiście najważniejszym wydarzeniem był powrót Boby Fetta w wielkim stylu. Miażdżenie plastoidu tuskeńskim kijem było może lekką przesadą, ale Rodriguez lubi pewne rzeczy przerysować, także nie mam mu tego za złe. Większe zastrzeżenia zgłaszać mogę do autorów scenariusza, bo Thrawna tydzień wcześniej kreują na postać jednoznacznie negatywną, a Boba Fett staje się nagle ultrahonorowym bohaterem i pełnoprawnym Mandalorianinem? Nie leży mi to i jeśli ta przemiana nie zostanie wiarygodnie wytłumaczona z jego mini serialu, to będę na to jeszcze długo narzekał. No chyba, że na „wezwanie” Grogu odpowie Luke (fabularnie chyba najbardziej sensowne rozwiązanie), a na spotkanie przybędzie z Hanem – jego spotkanie z Bobą byłoby czymś niezapomnianym.

Nie do końca przekonała mnie też Fennec Shand. Cieszy mnie jej powrót, ale mam wrażenie, że twórcy nie mają na nią pomysłu. Nie dowiedzieliśmy się o niej nic nowego, a i w scenach akcji, do których predyspozycje ma przecież największe, nie błyszczała.

Wszystko to sprawa, że choć The Tragedy odcinkiem jest świetnym, to nie ma go chyba w top 3.

A Wam jak podobał się najnowszy odcinek?

Recenzje i reakcje

Zachęcamy też do recenzje wszystkich odcinków i naszych reakcji na nie: