Minęło dwadzieścia jeden lat od zniszczenia Gwiazdy Śmierci. W galaktyce panuje niepewny pokój. Wciąż wybuchają bunty i zamieszki. Nowej Republice grozi wojna domowa. A z najdalszych mroków kosmosu nadciąga nowy wróg. Dysponuje bronią, wobec której technologia Nowej Republiki i Moc Jedi są bezradne…

 

Yuuzhan Vong…  Rasa pochodząca z innej galaktyki, która do dziś spędza sen z powiek większości fanów legend. Jej losy i historia opisana została w książkowej serii zatytułowanej jako Nowa era Jedi.

Zacznijmy jednakże od początku. A mianowicie, co jest takiego wyjątkowego w tych istotach (nie licząc pochodzenia oczywiście), że stały się podmiotem tak licznych dyskusji na przestrzeni tylu lat? Między innymi to, iż ich przedstawiciele wcale, a wcale nie wykazują wrażliwości na Moc… Hej, ale to przecież nie jest niczym nadzwyczajnym! W końcu większość galaktyki takowej umiejętności nie wykazuje! Problemem jednak pojawia się w momencie gdy zagłębimy się w temat, ponieważ jakby to określić? Oni dla Mocy nie istnieją. Przez co nie da się za jej pomocą ani ich wyczuć ani na nich wpłynąć. Ale to nie wszystko!  Wartym wzmianki faktem jest również ich technologia oparta wyłącznie na organizmach żywych. Yuuzhanie brzydzą się wszelaką mechaniką a sami by zbliżyć się do swych bogów poddają się procesom brutalnego tatuowania i samo okaleczania, bowiem ból dla nich jest najwyższą wartością.

A więc skoro już wstępnie wiemy czym są Yuuzhan Vongowie możemy przejść do właściwej recenzji pierwszej książki z cyklu nowej ery.

Codzienne życie w cieniu wielkich wydarzeń

Co bije w oczy już na samym wstępie jest… codzienność. Absolutnie nikt nie spodziewa się nadchodzącej katastrofy. Każdy bohater żyje swoim życiem, co tworzy unikalny klimat. Jednakże spokój, zwłaszcza w odległej galaktyce, nigdy nigdy nie trwa wiecznie. Stacja Ex-Gal, której zadaniem jest obserwowanie przestrzeni pozagalaktycznej pewnego dnia odkrywa dziwną asteroidę, która to zamiast zgodnie z przypuszczeniami rozbić się na 4 planecie układu Helska, po prostu na niej wylądowała. Badacze nie wiedzą, że ich odkrycie to jedynie preludium do przyszłej straszliwej wojny.

Późniejsze wydarzenia toczą się nadzwyczaj szybko. Na Helske zostaje wysłana grupa badawcza. W ich bazie uaktywnia się zakonspirowany agent Yuuzhan Vong. Luke leci zbadać całą sprawę. Dochodzi do bitwy. Wcześniej jednak, podczas pozornie bezpiecznej misji, ginie Chewbacca, a za jego śmierć Han obwinia swego najmłodszego syna. A na dokładkę nikt w Nowej Republice nie daje wiary pozagalaktycznej inwazji. Wszystko zaś kończy się… To już pozostawiam do odkrycia wam.

Nowe spojrzenie na Star Wars

Książka ta jest pierwszym poważniejszym, a co ważniejsze samodzielnym dziełem spod pióra R. A. Salvatora i trzeba przyznać że poradził sobie z powierzonym zadaniem nadzwyczaj dobrze. Umiejętnie poprowadził przez całą powieść nie tylko głównych bohaterów. Zbudował podwaliny pod kolejne powieści i, co nie łatwe, przez całą powieść idealnie budował i rozładowywał napięcie, oraz wspaniale przedstawił Yuuzhan Vongów. Wektor Pierwszy również jak na razie jest jedyną książką ze świata Gwiezdnych wojen przy, której faktycznie uroniłem łzę, o co wcale nie łatwo! Co zaś tyczy się samych bongów, jak osobiście ich nazywam, to przypadli mi do gustu. Owszem, w niektórych fragmentach są mocno przesadzeni, przede wszystkim chodzi tu o technologie, aczkolwiek jak dla mnie da się to wybaczyć.

Choć wśród fanów krążą rozmaite opinie o tejże powieści, to osobiście darzę ją i jej autora sporym szacunkiem. To dzięki nim moja uwaga skierowała się w tak niecodzienny i zarazem interesujący okres Nowej Ery Jedi.

#CzytamyLegendy

A oto inne recenzje z cyklu #CzytamyLegendy: