Na niecałe dwa tygodnie przed premierą nowej powieści Timothy’ego Zahna – Thrawn: Alliances – dzięki oficjalnej stronie starwars.com otrzymaliśmy kolejny jej fragment. Tym razem jego bohaterką jest Padmé Amidala.

Padmé w akcji

Oczywiście jak zawsze przetłumaczyliśmy dla was ów fragment (prosimy jednak o wyrozumiałość, jako że nie jest to tłumaczenie ani profesjonalne, ani tym bardziej oficjalne).

Statek Duji – Padmé nigdy nie poznała jego prawdziwej nazwy, ale obecnie znany był jako Możliwość – był mały, ciasny i na pozór całkowicie niegroźny.

Ale pozory w tym przypadku myliły. Statek wyposażony był w dodatkowe osłony, podwójne działko laserowe z przodu i pojedyncze z tyłu oraz parę najnowszych torped fotonowych. Był to bardziej kieszonkowy myśliwiec, niż prom, dlatego z łatwością uniknął żałosnych sił policyjnych Batuu.

A teraz miał rozbić się spektakularnie na powierzchni tejże planety.

Padmé wciąż zachodziła w głowę, jak droid-sęp ją dopadł. Jak tylko weszła w atmosferę, skierowała się prosto do Mokivj lecąc tak nisko nad bezkresnymi bezdrożami, jak się tylko odważyła. To, w połączeniu z niewielkimi rozmiarami statku powinno jej pozwolić przemknąć niezauważoną obok sił patrolujących obszar wskazany przez Duję. Ale najwyraźniej się to nie udało. Droid-sęp ją namierzył i wziął z zaskoczenia. Dodatkowo, najwyraźniej siły policyjne Batuu uszkodziły jej statek bardziej, niż myślała. Ledwo udało jej się wznieść na tyle wysoko, by móc wystrzelić kapsułę ratunkową, zanim statek zaczął się rozpadać.

A teraz, opadając w kapsule w stronę wzgórz, Padmé obserwowała liczne fragmenty Możliwości szybko zmierzające mu powierzchni.

Podobnie jak sama Duja, jej statek też stanął przed ostatecznym wyzwaniem i przegrał. Padmé musiała więc pomścić ich oboje.

Aczkolwiek z każdą chwilą wydawało się to mniej prawdopodobne. Kolejne, płonące szczątki Możliwości wciąż przecinały niebo, a na horyzoncie dało się już zauważyć kolejne droidy-sępy. Na razie zdawały się nie dostrzegać jej kapsuły, ale jak tylko włączy się napęd repulsorowy, zapewne zauważą nienaturalną zmianę trajektorii jednego ze „szczątków”.

A nawet jeśli nie, to teren poniżej nie dawał żadnych szans na ucieczkę czy schronienie. Zbocze wzgórza pokryte było niewielkimi skałami, trawą oraz krzakami. Jak okiem sięgnął nie było żadnego miejsca, w którym można by się ukryć. Nieopodal płynęła też rzeka…

Padme wstrzymała oddech. Rzeka.

Wiedziała, że będzie to ryzykowne, ale w tym momencie nie miała innego wyjścia. Rzucając ostatnie spojrzenie w stronę droidów-sępów, położyła ręce na kontrolkach i zabrała się do pracy.

Możliwości sterowania kapsułą były, co prawda, ograniczone, ale dawały pasażerom możliwość wyboru miejsca lądowania. Ale podobnie jak z repulsorami, odpalenie silników stwarzało niebezpieczeństwo zaalarmowania droidów-sępów. Na szczęście rzeka znajdowała się prawie dokładne pod nią i wystarczyła drobna korekta kursu, by skierować kapsułę tam, gdzie trzeba. Padmé obserwowała zbliżającą się nieubłaganie taflę wody szukając idealnego kompromisu, który pozwoli jej pozostać niezauważoną przez droidy, a jednocześnie nie złamać karku w wyniku uderzenia. Pięćdziesiąt metrów… czterdzieści… trzydzieści.. dziesięć… Przygotowując się na uderzenie, odpaliła repulsory.

Wyhamowanie, które zaprogramowała okazało się znacznie gwałtowniejsze, niż przewidywała, więc przeciążenie wgniotło ją w fotel z ogromną siłą. Ale nawet pomimo tego, rozbryzg wody po uderzeniu kapsuły był imponujący. Następnie pozostało już tylko obserwować przez iluminatory znajdujący się coraz wyżej poziom wody, podczas gdy kapsuła zanurzała się coraz głębiej. Padmé wyłączyła repulsory i odetchnęła z ulgą.

Ale nie była przygotowana na to, że włączą się one z powrotem.

Rzuciła się w stronę pulpitu, by wyłączyć je ręcznie, ale to nie pomogło. Nawet bez repulsorów, wyporność kapsuły była na tyle duża, że powoli zaczęła się ona z powrotem unosić. Prawdopodobnie systemy kapsuły zostały tak zaprogramowane na wypadek zatonięcia i w każdych innych okolicznościach, byłoby to mile widziane.

Niestety teraz, unosząca się na wodzie kapsuła zagwarantować mogła tylko jedno – niewolę.

Rzuciła okiem na kokpit szukając inspiracji i sposobów na obciążenie kapsuły lub obejście systemów zabezpieczeń, by znów się ona zanurzyła. Ale najwyraźniej projektanci statku nie przewidzieli sytuacji, w jakiej znalazła się Padmé.

Została zatem tylko jedna opcja. Zacisnęła zęby i uważnie obserwując poziom wody przed iluminator, rozszczelniła właz.

Przez moment nic się nie działo, a kapsuła nadal się wynurzała. Po chwili serwomotory zawyły i pokonując ciśnienie wody, zdołały uchylić właz.

Woda zaczęła wypełniać kapsułę.

Padmé na moment straciła oddech, gdy lodowata woda uderzyła w jej bok i nogi. Okazał się ona dużo zimniejsza, niż się spodziewała. Poziom wody zaczął się szybko podnosić i sięgała już ona do łydek. Unoszenie się kapsuły stało się wolniejsze, a wkrótce całkiem się zatrzymało. Gdy woda sięgała Padmé do kolan, kapsuła zaczęła znów opadać.

Uruchomiła mechanizm zamykający właz zastanawiając się przez moment, co by było, gdyby woda uszkodziła elektronikę lub mechanizmy włazu. Na szczęście nic takiego się nie stało, a właz posłuchał jej komendy i zamknął się odcinając dopływ wody. Spoglądając w górę przez iluminator obserwowała grę świateł na powierzchni wody podczas gdy kapsuła opadała coraz niżej. W końcu zatrzymała się w punkcie, w którym grawitacja i wyporność znalazły się w równowadze.

Sprawdziła urządzenia. Odczyty nie były jednoznacznie, ale wyglądało na to, że kapsuła znajdowała się teraz  cztery metry pod powierzchnią wody. Przy odrobinie szczęścia to wystarczy, by pozostała niezauważona.

A jeśli szczęścia będzie nieco więcej, być może prąd zaniesie ją do samej fabryki. Większość procesów produkcyjnych wymaga stałych dostaw wody, a rzeka, w której wylądowała Padmé zmierzała mniej więcej w kierunku, który wskazała Duja.

Tak czy inaczej, aż do czasu kiedy wydostanie się poza obszar poszukiwań, nic więcej nie mogła zrobić. Wyłączyła więc wszystkie zbędne systemy, wyciągnęła zdrętwiałe z zimna nogi i położyła je na pulpicie, a następnie przygotowała się na długie czekanie.

W końcu nie przyleciała tu dla wygód, ale by dopilnować, że śmierć Duji nie pójdzie na marne.

Cały powyższy fragment można też przesłuchać w oryginale (czyta Marc Thompson):

THRAWN: ALLIANCES

Książka Thrawn: Alliances zapowiedziana jest na 24 lipca 2018, a na Amazonie można ją już zamawiać. Niestety data polskiego wydania nie jest jeszcze znana, tym bardziej, że wciąż czekamy na rodzime wydanie powieści Thrawn.

Więcej o powieści Thrawn: Alliances

Jeśli interesuje was nowa książka Timothy’ego Zahna, zachęcamy do lektury innych artykułów w tym temacie.

Źródło: odnośnik.