Po bardzo słabej adaptacji Przebudzenia Mocy i rewelacyjnej Łotra 1 byłem bardzo ciekaw jak Jason Fry poradzi sobie z materiałem, który wzbudził wśród fanów tak silne i skrajne emocje. Świeżo po lekturze książkowej adaptacji Ostatniego Jedi moja ciekawość została zaspokojona, jednak zanim podejmę się recenzowania powieści, skupię się na najważniejszych informacjach, których nam ona dostarczyła i najbardziej palących pytaniach, na które odpowiedziała. A trzeba przyznać, że było ich trochę.

Umiejętności Rey

Rey przybywająca na Ahch-To wydaje się całkowicie zielona w kwestii Mocy, jednak jej niewiedza ogranicza się tylko do aspektów teoretycznych, bowiem już w Przebudzeniu Mocy widzieliśmy, że z praktyką potrafi sobie radzić znacznie lepiej. Od początku owe umiejętności i ich ekspresowe opanowanie budziły wśród fanów spore wątpliwości.

Jason Fry rzucił nieco więcej światła na tę sprawę. Otóż okazuje się, że gdy Kylo wtargnął do umysłu Rey (wydarzenia z Przebudzenia Mocy), otworzył jednocześnie swój umysł dla niej. Dzięki temu była ona w stanie wchłonąć część nauk, które odbierał Ben/Kylo, co z kolei pozwoliło jej opanować pewne umiejętności, których nie powinna była mieć, jak na przykład sztuczka z wpływaniem na umysł.

Moc silna jest w jej rodzinie

Wiemy doskonale, że w Lei płynie ta sama, potężna krew Skywalkerów, co w Luke’u, a jej potencjał od początku był równie wielki (jeśli nie większy), co u brata. Mimo to wiele osób (w tym i ja) czuło wielkie WTF!? połączone z głębokim zażenowaniem, widząc Leię płynącą przez kosmos na skrzydłach Mocy.

Także i tę kwestię autor adaptacji Ostatniego Jedi starał się uczynić bardziej zjadliwą. Po pierwsze okazało się, że generał Ruchu Oporu nie była całkowitą neofitką w kwestii mocy. Nie tylko była ona w niej bardzo silna, ale też odebrała od swego brata pewne szkolenie w zakresie korzystania z Mocy. Z wiedzy tej korzystała zresztą przy kilku przynajmniej okazjach.

Co więcej, nadajnik, który miał doprowadzić Rey z powrotem do „domu” był dla Lei bezpośrednim impulsem do podjęcia desperackiego wysiłku i wykonania kontrowersyjnego lotu.

W moich oczach nie usprawiedliwia to tej sceny, ale miło, że próba taka została chociaż podjęta.

Historia Snoke’a

Zanim jeszcze rzucicie się na poniższy akapit niczym wygłodniały rancor na ponętną Twi’lekankę ostudzę wasz zapał. Z książki nie dowiedzieliśmy się, kim jest Snoke, a wersja, że nie jest on nikim, kogo znamy z wcześniejszych filmów, wciąż jest najprawdopodobniejsza.

Mimo to dostajemy pewne szczątkowe informacje na temat historii byłego Najwyższego Wodza oraz ewolucji Najwyższego Porządku. Okazuje się, że było w tym wszystkim sporo przypadku. Pozostałości Imperium, które ocalały po bitwie o Jakku i uciekły w Nieznane Regiony wyniszczane były przez wewnętrzne waśnie oraz nieznajomość obszarów, w którym przyszło im stacjonować. I to właśnie znajomość Nieznanych Regionów pozwoliła Snoke’owi dojść do władzy, zjednoczyć podzielone wcześniej siły i utworzyć Najwyższy Porządek. W Nieznanych Rejonach ma swoje źródło także wiedza Snoke’a na temat Mocy i jej mistycznych aspektów.

Należy także wspomnieć, że Snoke od początku jako swego najniebezpieczniejszego rywala oraz największe zagrożenie dla Najwyższego Porządku uważał Luke’a. Kuszenie i późniejsze przeciągnięcie Bena na ciemną stronę Mocy było przede wszystkim ciosem wymierzonym w ostatniego Jedi.

Życie przed życiem

Cios ten okazał się, jak wiemy, nader skuteczny, a Luke na długie lata zaszył się na Ahch-To. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że przez wieki planeta cyklicznie gościła najróżniejszych jedi, a jej opiekunki były przekonane, że mistrz Skywalker z pewnością nie będzie ostatnim.

Najciekawsza była jednak otwierająca powieść sekwencja snu, w której Luke doświadcza wizji swego życia, jakim mogłoby ono być, gdyby nigdy nie dowiedział się o istnieniu Mocy i nie dołączył do Rebelii. Sekwencja ta całymi garściami czerpie z najbardziej chyba znanej, usuniętej sceny Nowej Nadziei, w której to poznawaliśmy przyjaciół Luke’a na Tatooine. W wizji, to właśnie jedna z nich, dziewczyna imieniem Camie, zostaje żoną młodego Skywalkera.

Jak się później okazało, sen ten był emanacją Mocy, która wobec odcięcia się na nią Luke’a szukała subtelniejszych sposobów na dotarcie do starego Mistrza. On sam był tego świadom, a zesłany sen był dla niego zwiastunem wielkich zmian, które miały niebawem stać się faktem.

Love is in the air

Przed premierą Ostatniego Jedi sporo było spekulacji na temat wątków miłosnych, które pojawią się w filmie i choć na ekranie nie było zbyt dużo, to książkowa adaptacja rzuca na pewne kwestie nowe światło.

Po pierwsze okazuje się, że Reylo nie było koncepcją tak szaloną, jak wielu mogło się wydawać. Gdyby czytać książkę, nie znając wydarzeń z filmu, można by przypuszczać, że Rey i Kylo faktycznie w końcu połączy coś więcej. Ostatecznie jednak, książka, podobnie jak film, nie pozostawia raczej złudzeń w tym aspekcie.

Znacznie bardziej interesujący jest status „związku” Finna i Rose. Panna Tico swoje uczucia zadeklarowała jednoznacznie, ale podobne wyznanie ze strony byłego szturmowca ani w książce, ani w filmie nie nastąpiło. Oliwy do ognia spekulacji dodać może fakt, że Finn przez całą niemal książkę mówi o Rey i to ona jest głównym motorem napędowym jego działań. Posunięte jest to do tego stopnia, że Rose jest przekonana (nie ona jedna) o wielkim uczuciu swego towarzysza do złomiarki z Jakku.

Tym dziwniejsze wydaje się wobec tego jej zachowanie i bezceremonialne dobieranie się do Finna, szczególnie że ten nie wysyłał w jej stronę absolutnie żadnych sygnałów. Można się domyślać, że twórcy Epizodu IX wybiorą jednak najłatwiejsze, choć moim zdaniem niekoniecznie najlepsze, rozwiązanie, a Finn i Rose parą pozostaną.

Nowa nadzieja dla Ruchu Oporu

Też zastanawialiście się, gdzie podział się Temmin ‚Snap’ Wexley i reszta dowodzonej przez Poego Eskadry Czarnych? W Przebudzeniu Mocy nie odgrywali oni może aż takiej roli, ale w komiksowej serii Poe Dameron widzimy ich jako najbardziej elitarną jednostkę Ruchu Oporu, tym bardziej dziwiła mnie ich nieobecność. Z powieści Jasona Fry’a dowiadujemy się, że przynajmniej dwoje członków Eskadry Czarnych żyje i ma się dobrze. Snap Wexley i Jessica Pava zostali wysłani przez generał Organę z misją odnalezienia sojuszników Ruchu Oporu rozsianych po Zewnętrznych Rubieżach. Można być też niemal pewnym że Snap powróci w Epizodzie IX, w końcu wcielający się w niego aktor, Greg Grunberg, jest dobrym przyjacielem J.J. Abramsa i reżyser bardzo lubi obsadzać go w swoich filmach. Na chwilę obecną nieznany jest los ostatniej członkini eskadry, a prywatnie dziewczyny Snapa – Karé Kun.

Jednak Eskadra Czarnych nie jest jedyną jednostką, która może okazać się znaczącym wsparciem dla nowej rebelii. W książce wspominany jest także oddział Inferno oraz flotylla Starhawków. Na ile było to jedynie życzeniowe myślenie w obliczu niemal pewne zagłady, a na ile faktycznie coś jest na rzeczy? Wcześniej czy później zapewne się przekonamy. Widzimy jednak, że Ruch Oporu nie został unicestwiony aż tak doszczętnie, jak mogłoby nam się wydawać po obejrzeniu filmu.

Sekretne życie statków kosmicznych

Adaptacja Ostatniego Jedi poruszyła jeszcze jeden, bardzo ciekawy i dotąd zaniedbywany aspekt gwiezdnowojennego uniwersum, a mianowicie statki kosmiczne i ich osobowość. Okazuje się bowiem, że coś takiego jak najbardziej istnieje, przynajmniej przy okazji myśliwców i innych, niewielkich jednostek. Przekonaliśmy się na przykład, że X-wing Poego, czyli słynny Czarny Jeden często „gwiazdorzy” i ma wybujałe ego, przez co współpraca z nim nie zawsze jest łatwa. Myśliwcowi bardzo zależało na pobiciu rekordu szybkości podczas statku na siły Najwyższego Porządku. Ostatecznie mu się to udało.

Dowiedzieliśmy się też, że Sokół Millennium ma nie jeden, ale aż trzy mózgi, które są w stanie zgodzić się ze sobą chyba tylko w jednej kwestii – nie znoszą C-3PO.

I inne…

Książka dostarczyła nam też mnóstwa mniej znaczących, ale nie równie interesujących smaczków. Dowiedzieliśmy się na przykład, że Luke opiekunkom na Ahch-To przedstawił Rey jako swoją siostrzenicę, że Poe sam zaszył kurtkę, którą podarował Finnowi i że poszło mu to wyjątkowo marnie. Okazało się, że wiele z ładunków wybuchowym przenoszonych przez bombowce Ruchu Oporu było ozdabianych przez ich załogi. Mieliśmy też okazję nieco lepiej poznać siostrę Rose – Paige. Światło dzienne ujrzały też tytuły dwóch pradawnych tekstów Jedi, które znajdowały się w „bibliotece” na Ahch-To.

To i wiele innych rzeczy sprawiło, że adaptacja Ostatniego Jedi okazała się lekturą bardzo przyjemną. W mojej opinii nie tak dobrą, jak książkowy Łotr 1, ale o niebo lepszą, od Przebudzenia Mocy, także gorąco was do tej pozycji zachęcam.

Więcej powieści

Jeśli ciekawi was, czego dowiadywaliśmy się z innych powieści, zaglądnijcie do poniższych artykułów: