Tytuł: Jedi Night

Doczekaliśmy się. Po kilkumiesięcznej przerwie Rebelianci powrócili na ekrany telewizorów i cóż to był za powrót… Do końca całej serii pozostały już jedynie dwa tygodnie, jednak teraz nadszedł czas, aby „wziąć na ruszt” szalenie emocjonalny, dziesiąty odcinek czwartego sezonu, którego tytuł mówi sam za siebie. Jedi Night…

Przygotowania

Zanim bohaterowie wyruszyli, aby uratować Herę, doszło do kilku ciekawych interakcji pomiędzy nimi. Przekazanie przysłowiowej pałeczki dowodzenia Ezrze podkreśliło, jak dużym zaufaniem darzy go Kanan, który był w stanie trzeźwo myśleć i oddać przywództwo nawet w obliczu tak ważnej dla niego misji. Sama scena ścięcia włosów i niesamowicie precyzyjnego golenia była natomiast w przypadku Kanana metaforą samurajskiego odrzucenia wszystkiego i wyruszenia w podróż, z której dobrze wiedział, że może już nie wrócić. Operując tego typu niezwykle inteligentną i subtelną symboliką, Dave Filoni po raz kolejny udowodnił swój geniusz.

Jedyne, co mogło się nie do końca podobać, to dość naiwny i ryzykowny plan Ezry na przedostanie się do miasta. Pomimo, iż w ładny sposób została zaznaczona tutaj ignorancja Imperium względem przeróżnych istot żywych, ponownie obnażyło to ich dość sporą nieudolność, która momentami może już po prostu razić.

Thrawn, Tarkin, Palpatine

Szeroki uśmiech na twarzach widzów bez wątpienia wywołała rozmowa, którą odbyli Wielki Admirał Thrawn i Moff Tarkin. Wzmianka projektu „Stardust” oraz podkreślenie niechęci tego drugiego wobec wymienionego z imienia Orsona Krennica w ładny sposób zaznaczyły, jak blisko wydarzeń z Łotra 1 znajdujemy się na tym etapie.

„If construction of the Defender is to continue, you must make your case directly to the Emperor himself” – Grand Moff Tarkin

Ekscytująca była również informacja dotycząca podróży Thrawna na Coruscant w celu spotkania się z Imperatorem i przekonania go do dalszej inwestycji w fabrykę TIE Defenderów. Choć tej konkretnej rozmowy pomiędzy nimi raczej nie przyjdzie nam zobaczyć, być może jest to zwiastun ich kolejnych, nadchodzących w przyszłości interakcji, które – pokazane na ekranie – z całą pewnością ucieszyłyby całe rzesze fanów.

Kanan i Hera

Jednym z wielu pozytywnych elementów tego odcinka okazała się być dynamika pomiędzy Kananem i Herą. Serum prawdy, zaaplikowane Twi’Lekance przez droida przesłuchującego, wprowadziło Generał Syndullę w stan, delikatnie mówiąc, lekkiego ogłupienia i choć równie dobrze mogło to wypaść całkowicie nieśmiesznie, niczym kiepski gag, Filoni dobrze wiedział, co robi.

„Wait! Wait! I have to tell you something… I hate your hair!” – Hera Syndulla

Odrobinę rozluźniając atmosferę przed tym, co miało się wydarzyć pod sam koniec, wplecione między dialogi subtelne dowcipy wprost emanowały uczuciem, jakim ta dwójka od dawien dawna darzyła siebie nawzajem. Istotnym momentem był również ten, w którym Kanan podarował Herze „prezent”, czym po raz kolejny udowodnił jej, jak wielką wagę przykłada do tego, co dla niej ważne. To wszystko złożyło się na niezwykle solidny fundament pod, jak się później okazało, ich ostatnią rozmowę.

„I know what to say now… I love you!” – Hera Syndulla

Choć prawdziwość tych trzech słów była udowadniana niemal z każdym kolejnym odcinkiem serialu, w końcu zostały one wypowiedziane na głos. Niewykluczone, iż dramaturgia tego, co stało się chwilę później byłaby jeszcze bardziej przytłaczająca, gdyby zdanie to w ogóle nie padło, jednak ostatecznie nie ma sensu snuć tak czarnych wizji. Sposób, w jaki na przestrzeni całej serii twórcy konsekwentnie budowali (koniec końców niespełniony) związek Kanana i Hery zasługuje na owacje na stojąco oraz stanowi perfekcyjny przykład na to, jak powinno się pisać angażujące widza romanse.

Jedi Night

Kiedy z perspektywy bohaterów wszystko zmierzało już w dobrym kierunku, stało się to, co stać się musiało. Wraz z początkiem sekwencji śmierci Kanana doskonale uchwycona została groza Imperium. Nagłe wyciszenie podniosłej muzyki i pozostawienie jedynie odgłosów nadciągających maszyn kroczących podkreśliło wagę sytuacji oraz intensywność wydarzeń, jakie chwilę później miały miejsce.

Szalenie efektowna pod kątem wizualnym scena, w której Kanan rzucił się, aby zatrzymać pędzące płomienie była momentem, w którym Dave Filoni i jego zespół ścisnęli widzów za serca. To właśnie wtedy Moc pozwoliła Kananowi po raz ostatni spojrzeć na dwie najważniejsze dla niego osoby – ucznia i ukochaną. Nieważne, czy było to czysto symboliczne czy też nie, Caleb Dume mógł dzięki temu odejść spełniony. Podobnie jak Luke Skywalker w Ostatnim Jedi, poniósł on najwyższą możliwą ofiarę, aby jego bliscy mogli ujść z życiem, co stanowi ostateczny dowód jego wielkości jako Rycerza Jedi.

Pozostałe recenzje

Poniżej prezentujemy recenzje wcześniejszych epizodów z czwartego sezonu.