Tytuł: Star Wars 050
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Salvador Larroca
Historia: Hope Dies, part I

No i doczekaliśmy się! Oto pierwszy kamień milowy dla nowokanonicznej serii komiksowej, jakiego jesteśmy świadkami. Star Wars numer 50.

Problem Gwiezdnych Wojen

Zeszyty takie zawsze są czymś specjalnym. Dawniej były to specjalne okładki; tłoczone, rozkładane, „wycinane” lub z hologramami (jako nastoletni fanatyk amerykańskich komiksów uwielbiałem takie „fikuśne” wydania). Dziś odeszło się już mam wrażenie od takich urozmaiceń, ale jedno pozostało bez zmian. Jubileuszowe numery, to najczęściej historie przełomowe. Zwieńczenia epickich story arców lub początki wielkich crossoverów; wesela, pogrzeby, narodziny i inne osobiste wstrząsy.

I w tym właśnie kryje się jedna z największych słabości serii Star Wars (i wszystkich innych gwiezdnowojennych komiksów). Fabularnie twórcy nie są w stanie nas niczym zaskoczyć. Nikt z głównych bohaterów nie zginie, nie pojawią się zaginieni krewni, ani nikt nie zmieni strony… A przynajmniej nikt, z postaci, które znamy i kochamy. Problem ten mierzi mnie od samego początku. Nie raz i nie dwa już też na niego utyskiwałem. Ale przy okazji komiksu takiego, jak Star Wars 050, boli to podwójnie, a twórcy nie wieli zbyt wielu pomysłów, jak ów ból załagodzić. Dlatego też zamiast w jakość i zaskakującą fabułę, poszli w ilość, a raczej wielkość.

Wszystkiego jest tutaj mnóstwo. Mamy uformowaną właśnie rebeliancką flotę w całej okazałości, mamy też Imperialną odpowiedź na nią. Mamy bohaterów starych i nowszych (znów gościnny występ Hery). A także takie zagęszczenie całopanelowych grafik, jakiego odległa galaktyka nie widziała. Ale to za mało.

Na szczęście były też pozytywy…

Triosgate

Nagły zwrot akcji, którym zakończył się poprzedni numer, nie był wcale tak niespodziewany, jak by się chciało. Oczywiście ja, jako beznadziejny idealista pragnę nawet w fikcyjnych postaciach widzieć to, co najlepsze i wierzyć w ich dobre intencje. Dla mnie gra, w którą okazała się grać królowa Trios była zaskoczeniem.

Jednak wraz z rozwojem tego wątku i całej historii dochodzę do wniosku, że był to zabieg ze wszech miar słuszny. Nie potrzebujemy wszak kolejnej cukierkowej księżniczki czy królowej, a knująca, dwulicowa Trios znacznie lepiej odnajduje się w odległej galaktyce i jest jej, najzwyczajniej w świecie, bardziej potrzebna.

„This is a trap!” – Leia Organa

Mam wobec tego nadzieję, że za kilka numerów nie okaże się, że Trios jest agentką nie podwójną, a potrójną, ani że nie dojdzie do głosu jej sumienie. Liczę bowiem na to, że jeszcze nie raz i nie dwa drogi jej i Lei będą miały okazję się skrzyżować.

 

Mimo tego, że wątkiem Trios jestem w pełni usatysfakcjonowany, muszę przyznać, że komiks Star Wars 050 jako całość mnie rozczarował. Zawód nie był może wielki, ale życzyłbym sobie czegoś więcej, niż efektowna, ale niezbyt znacząca historia.

POPRZEDNIE NUMERY I WARIANTY OKŁADKI

Na zakończenie zachęcamy do zapoznania się z recenzjami poprzedniej historii:

A także prezentujemy wariant okładki: