Tytuł: DUME

Po absolutnie fantastycznym i chwytającym za serce Jedi Night, kolejny epizod zmierzających ku rychłemu końcowi Rebeliantów nie wywarł już aż tak imponującego wrażenia. Trzeba oczywiście mieć na uwadze, jak niezwykle trudnym zadaniem jest napisanie w stu procentach satysfakcjonującego scenariusz, kiedy poprzeczka została ustawiona tak wysoko. Było naprawdę dobrze, ale jedno konkretne rozwiązanie fabularne kompletnie kłóciło się z ustalonym na przestrzeni całego odcinka tonem narracji.

Konsekwencje dla Imperium

Choć mogło się wydawać, że ostateczne pokonanie Kanana Jarrusa będzie stanowić dla Imperium niekwestionowany sukces, ów triumf został okupiony gigantyczną stratą materialną. Zniszczenie zbiorników paliwa, wskutek którego Rycerz Jedi poniósł śmierć, wstrzymało pracę fabryki TIE Defenderów i w konsekwencji sprowadziło na Arihndę Pryce gniew Wielkiego Admirała Thrawna, który miał odbyć (i być może odbył) rozmowę z samym Imperatorem, w celu przekonania go do dalszej inwestycji w tenże projekt.

„In defeating Kanan Jarrus you have accomplished what Rebels failed to and given them the victory.” – Wielki Admirał Thrawn

Pokazuje to, że scenarzyści nie pozostawili niczego przypadkowi i bardzo dobrze rozplanowali przebieg wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich epizodów. Dając obydwu stronom konfliktu powody do – nazwijmy to – celebracji i frustracji, Filoni i jego zespół sprawili, że końcówka Rebeliantów będzie zdecydowanie bardziej płynna, a przyszłe decyzje bohaterów będą bezpośrednim następstwem tych jakże przejmujących wydarzeń.

Żałoba

Następstwem straty bliskiej osoby są między innymi zagubienie, rozpacz, gniew oraz smutek. Trzeba przyznać, że jedenasty odcinek czwartego sezonu Rebeliantów został tymi emocjami wypełniony dosłownie po brzegi. Obserwowanie, jak każdy z bohaterów radzi sobie z odejściem Kanana na swój własny sposób, było momentami jeszcze bardziej przytłaczające od samej samej sceny śmierci Rycerza Jedi.

Hera i Chopper

Najbardziej wzruszający moment miał miejsce na samym początku odcinka, kiedy do kompletnie spetryfikowanej Twi’Lekanki podjechał naczelny socjopata całego serialu, po czym chwycił swą „właścicielkę” za dłoń. Tym, co z największą siłą ściskało wszelkie narządy wewnętrzne były właśnie sceny rozpaczy Hery i towarzyszącego jej Choppera.

Oglądanie Generał Rebelii w stanie kompletnego załamania było do tej pory całkowicie niespotykanym, a wręcz niewyobrażalnym zjawiskiem i trzeba przyznać, że serce kroiło się już od samego patrzenia. Dave Filoni po raz kolejny udowodnił tym samym, że kiedy trzeba, jest niekwestionowanym ‚maestro’, jeśli chodzi o dyrygowanie emocjami widzów.

Ezra i Wilki

Kolejną z postaci, dla której śmierć Kanana stanowiła potężny cios był oczywiście Ezra Bridger, który wyruszył na spirytystyczną wędrówkę pod przewodnictwem wilków z Lothal. Choć dla niektórych może być nieco frustrujące, że nie poznaliśmy powodu, dla którego imieniem największego z nich jest prawdziwe nazwisko Kanana, trzeba przyznać, że owiewający owe stworzenia mistycyzm jest czymś niesamowitym.

„Restore past… Redeem future…” – Dume

W DUME ich rolą było pasywno-agresywne wyprowadzenie Ezry ze stanu zagubienia i dezorientacji, oraz pchnięcie go z powrotem na ścieżkę działania, gdyż prawdopodobnie tylko on jest obecnie w stanie ocalić Świątynię Jedi, której zagraża tajemnicze niebezpieczeństwo. Bez zbędnej na obecnym etapie ekspozycji, Loth-Wilki stanowią intrygujące koło napędowe całej historii i możemy jedynie zacierać ręce na myśl o ekscytującym kierunku, w którym zmierza fabuła.

Sabine i Zeb

Wątkiem, który wzbudził wyjątkowo mieszane odczucia okazał się być ten dotyczący zemsty, jaką Mandalorianka i Lassat postanowili dokonać na siłach Imperium. W przeciwieństwie do reszty załogi „Ducha”, ich ból po śmierci Kanana został wyrażony w formie czystej furii oraz gniewu. Wprowadzenie tej dwójki na ścieżkę wendetty zarówno stało w zgodzie z ich cechami charakterów, jak i w ciekawy sposób poszerzyło spektrum metod, na jakie bohaterowie byli zmuszeni radzić sobie ze stratą swego przyjaciela.

„The Empire’s gonna have a parade? Good. I’m gonna go add some fireworks to their celebration!” – Sabine Wren

Stosunkowo krótkie szerzenie anarchii na przedmieściach miasta sprowadziło na nich uwagę niebezpiecznego przeciwnika. Głównie ze względu na zwinność oraz technologię maskującą Rukha, jego walka z Sabine oraz Zebem była nie tylko bardzo widowiskowa, ale również dowiodła, iż prywatny wysłannik Wielkiego Admirała Thrawna stanowi naprawdę olbrzymie zagrożenie dla protagonistów. Kiedy bohaterom udało się w końcu uzyskać przewagę, Zeb wpadł w niekontrolowany szał i był gotów dosłownie zmiażdżyć głowę przedstawiciela rasy Noghri. Niestety, chwilę później rozpoczęła się scenariuszowa bolączka.

Sam fakt, że Sabine powstrzymała swego przyjaciela przed zabiciem Rukha był całkowicie logiczny, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę stację, na której wyświetlany jest serial, a także grupę wiekową, dla jakiej jest on domyślnie przeznaczony. Problem polegał na podjętej przez nią decyzji, aby kolorując i odsyłając z powrotem nieprzytomnego Rukha „wysłać Imperium wiadomość”. Tego typu rozwiązanie fabularne całkowicie nie pasowało do poważnego tonu, jaki został ustalony na przestrzeni lwiej części owego epizodu. Najbardziej rozsądnym krokiem ze strony bohaterów byłoby pojmanie skrytobójcy Thrawna i uczynienie go zakładnikiem, ale cóż… Mleko się rozlało.

POZOSTAŁE RECENZJE

A oto recenzje poprzednich odcinków czwartego sezonu: