Zanim George Lucas w stu procentach poświęcił swoją karierę Gwiezdnej Sadze, zrealizował dwie inne pełnometrażowe produkcje. Premiera ostatniej z nich, American Graffiti, odbyła się w 1973 roku i to właśnie na planie tego filmu miał miejsce początek przyjaźni pomiędzy, jak się po pewnym czasie okazało, twórcą największego fenomenu w historii kina oraz zwycięzcą najbardziej prestiżowej z możliwych nagród w branży.

Tajemnicza idea

Ron Howard, któremu w American Graffiti przyszło zagrać jedną z głównych ról, wspomina w rozmowie z Entertainment Weekly rozmowę, jaką odbył z Lucasem podczas jednej z przerw w trakcie zdjęć.

George nigdy nie był szczególnie rozmowny, jednak udało mi się nawiązać z nim wyjątkową nić porozumienia, gdyż dostałem się wówczas do tej samej szkoły filmowej, którą on już ukończył. To był świetny czas. Wiele rozmawialiśmy na temat przyszłości kina.

Wtedy też zapytałem go o plany na najbliższe lata. Powiedział mi: „Chciałbym zrobić duży film science-fiction. Pracuję już nawet nad scenariuszem. To będzie coś odrobinę w stylu Flasha Gordona, ale jednak nie do końca. Jak byłem mały, to lubiłem filmy i komiksy tego typu. Chcę, żeby miało to podobnie realistyczne efekty jak te w Odysei Kosmicznej Kubricka.”

Dobrze wiemy, że jak powiedział, tak też zrobił, jednak słowa te Howardowi początkowo mówiły niewiele.

George nie zdradził mi nic więcej. Nie wiedziałem więc, co konkretnie miał na myśli, jednak po kilku latach zobaczyłem to na własne oczy i było to po prostu fenomenalne!

Czego Ron Howard nie mógł się wówczas spodziewać, to że równe 40 lat później będzie mu dane dołożyć własną cegiełkę do kolosa, jakim stały się Gwiezdne Wojny.

Twórca na planie

Howard nie ukrywa, że znajomość z Lucasem była jednym z czynników, które wpłynęły na jego decyzję podjęcia się reżyserii znajdującego się w tarapatach Hana Solo. Kiedy w końcu przejął stery całej produkcji, bynajmniej nie stronił od konsultacji z osobami najlepiej w jej temacie zorientowanymi. I tak oto swoich porad udzielili Howardowi Harrison Ford oraz ten, który w 1972 roku po raz pierwszy opowiedział mu o Odległej Galaktyce.

George i jego żona, Melody, odwiedzili plan już pierwszego dnia, kiedy wznowiłem zdjęcia. Usłyszałem od niego wówczas, abym po prostu zaufał swojemu instynktowi i że na pewno sobie poradzę.

Wizyta, która z początku miała być króciutką chwilą spotkania dwójki przyjaciół, koniec końców przerodziła się w znacznie, znacznie dłuższą i jak się okazuje, owocną. Szczegółów na ten temat udzieliła Kathleen Kennedy.

Planem George’a było wpaść na pięć minut, przywitać się i sobie pójść. Ostatecznie pozostał na planie przez bite pięć godzin.

W jednej ze scen na Sokole Millennium jest pewien moment, podczas kręcenia którego George powiedział: „Dlaczego Han po prostu nie zrobi tego„. Kiedy tylko Ron to usłyszał, natychmiast zerwał się z siedzenia, wbiegł na pokład Sokoła i ogłosił aktorom, że „George chce, abyśmy zrobili to w ten sposób”. Nie mogę oczywiście zdradzić, o co konkretnie chodzi, ale jest to zabawna chwila, która z pewnością rozbawi widzów.

To była naprawdę niesamowita chwila i myślę, że sprawiła ona George’owi wiele radości. Mógł ponownie spotkać i pokierować tymi postaciami, a z Ronem na stanowisku reżysera z pewnością czuł się w stu procentach komfortowo.

Ostatnie słowa jakie George Lucas przekazał Howardowi brzmiały:

Po prostu się tym ciesz!

Pozostaje mieć więc nadzieję, że i my, widzowie, doświadczymy mnóstwa frajdy za sprawą drugiego spin-offu w historii Gwiezdnych Wojen, którego premiera odbędzie się już za nieco ponad trzy miesiące.

WIĘCEJ "HANA SOLO"

A oto więcej materiałów od Entertainment Weekly na temat nadchodzącego filmu:

Źródło: odnośnik.