Tytuł: Star Wars 032
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Salvador Larroca
Historia: The Screaming Citadel, part IV

Star Wars 032

Wraz z komiksem Star Wars 032, crossover The Screaming Citadel jest już na ostatniej prostej, a mnie naszła refleksja, że po raz kolejny (Vader Down! miał podobne przywary) jego twórcy nie przemyśleli go sobie do końca. Mieli oni kilka fajnych pomysłów oraz wizję paru epickich scen, ale chyba nic ponadto. Nie potrafili ubrać tego w interesująca, wciągającą fabułę, której konsekwencje odczuwalne będą w kolejnych historiach. Pozostaje nam zatem cieszyć się pojedynczymi scenkami czy motywami, głównie humorystycznymi.

Creepio i Death Star on wheels

No a w tej materii nie sposób równać się ze słynnymi już morderczymi droidami – Triple Zero i BeetTee, które zyskały sobie nowe przydomki. Czyli właśnie jakże trafne „Creepio” oraz „Gwiazda Śmierci na kółkach”.

Przy okazji zakończonej już, pierwsze serii Darth Vader pisałem, że humor serwowanym nam za pośrednictwem droidzich psychopatów zaczyna robić się wtórny i przewidywalny, a co za tym idzie nie bawi już tak bardzo. Teraz z przyjemnością donoszę, że najwyraźniej ktoś złapał w tej kwestii drugi oddech, a droidy znów bawią do łez.

„Let’s go murder droids. – Sana Starros

BLEEP! – BeeTee

No, I don’t like Sana much either, BeeTee, but she did call us monsters and murder droids, so perhaps she’s trying to make friends. – Triple Zero”

Aczkolwiek ku mojemu ukontentowaniu, zapowiada się, że postacie te nie będą do końca swoich dni skazane na rolę comic reliefów, bowiem na horyzoncie pojawił się potencjalnie bardzo ciekawy fabularny twist, rzucający zupełnie nowe światło na postać Sany, a także obiecujący droidom znacznie bardziej prominentne role.

„Where the hell do you think you’re going? – Sana

Isn’t it obvious? We’re betraying you. – 000

Not today you’re not. – Sana

I don’t understand. Is there a reason we should wait until tommorow? – 000”

A zanim doczeka się on swego rozwinięcia, z występu uroczej, mechanicznej pary czerpać możemy niczym nieskrępowaną radość.

Super Jedi i Wookiee na dopalaczach

Pamiętacie, jak pisząc o poprzedniej części crossovera wróżyłem mocno zaniedbanemu Krrasntanowi znacznie większą rolę? Od dziś nazywajcie mnie Nostradamus, bowiem przepowiednia się sprawdziła. Co więcej, czarny Wookiee wszedł na zupełnie nowy, wyższy poziom. Nie jest to może jeszcze super saiyan (bo jego sierść pozostała czarna), ale jest do tego na najlepszej drodze.

Wiadomo jednak kto super saiyanem został. Luke, bo czy ta blond czuprynka może kłamać? 😉  Te same dopalacze, które sprawiły, że Krrsantan dosłownie rozszarpał Bombinaxa, z Luke’a uczyniły… właściwie to nie wiadomo jeszcze kogo, bo tego dowiemy się dopiero w ostatniej części The Screaming Citadel. Ale ja z wielką ciekawością czekam na prezentację pełnych możliwości młodego Skywalkera.

„Bow before your king.” – Luke

A wracając jeszcze do Bombinaxa, to nadal nie rozumiem zasadności nadawania imienia postaci, która do historii wniosła dokładnie nic.

Jar Jar i Świątynia Zagłady

W ramach nadrabiania fabularnych niedostatków Jason Aaron zafundował nam też parę miłych nawiązań. Nie wiem, czy planowanych i intencjonalnych, czy też nie (raczej tak), ale i tak dla mnie są one rozkoszne. Mam wielką słabość do twórców potrafiących wykazać się pewnym dystansem do swojej pracy i wplatają w nią takie właśnie smaczki. A może wy wyłapaliście jeszcze jakieś? 🙂

Niestety ponad to, o czym już napisałem, przedostatnia część The Screaming Citadel niewiele ma do zaoferowania. Kto mógłby powiedzieć, że to i tak dużo. I miałby trochę racji, bo przyznać muszę, że komiks czytało się bardzo przyjemnie, ale mnie wciąż mierzi fabularna wydmuszka, którą okazuje się już drugi starwarsowy crossover z rzędu.

Dla przypomnienia, oto nasze recenzje poprzednich części The Screaming Citadel:

Oraz galeria pozostałych wariantów okładki komiksu Star Wars 032: