Star Wars (2020) 1-6: Destiny Path

Nowa seria komiksowa Star Wars (druga kanoniczna, czwarta w ogóle) rozpoczyna się nawet nie tuż po Imperium kontratakuje, ale jeszcze w jego trakcie, zaraz po ucieczce „Sokoła” z Bespinu, w znakomity sposób wypełniając pewne fabularne braki. Szczególnie dużo miejsca dostaje Lando i słusznie, bo jedną z największych zagadek w historii Klasycznej Trylogii było to, w jaki sposób nagle z egoistycznego zdrajcy i de facto nikogo, zamienił się w bezinteresownego generała Rebelii. Perypetie Luke’a i Lei uzupełniają interesującą i przemyślaną fabułę komiksu, szkoda jedynie spadku jakości rysunków w stosunku do poprzedniej serii Star Wars. [1.9.2020]

Age of Resistance

Przyznam, że na ostatnią część antologii z serii Age of czekałem najmocniej ze względu na relatywnie niewiele źródeł o postaciach w rolach głównych – i nie zawiodłem się. Historie o „złych”, Snoke’u, Kylo i Huxie wypadły znakomicie, o Phasmie też nieźle, choć znowu wzięto na celownik najbardziej oklepany motyw związany z panią kapitan, walkę o przetrwanie. Komiksy o „dobrych” są w tym kontekście „tylko” dobre, ale za to przybliżają Rey, Poe, Finna i Rose w ciekawych momentach ich życia, w przypadku Rey sprytnie w miejscu, gdzie wydawałoby się nie powinno być żadnej historii. Przyznam, że cały eksperyment z Age of to dość nieoczekiwany sukces, który aż prosi się o jakąś formę powtórki. [6-9.2019]

Doctor Aphra 25-31: Worst Among Equals

Aphra i 0-0-0 bohaterami/ofiarami globalnego reality show, w którym stawką jest ich życie? W serii o pani doktor robi się coraz dziwniej i dziwniej, ale w tym przypadku oznacza to tylko jedno: jest lepiej. Bardziej oryginalnej i pozytywnie zakręconej (by nie użyć bardziej dosadnego słowa) historii w nowym kanonie nie zobaczycie i samo to w zasadzie rozbija bank. Komiksowi niewątpliwie pomaga też zmiana – wreszcie! – rysownika na kogoś, kto może mistrzem nie jest, za to sprawuje się o niebo lepiej, niż Kev Walker. Humor też jest niczego sobie, oczywiście; bez potężnej dawki tegoż Worst Among Equals w życiu by nie zadziałało. [11.2018 – 4.2019]

Poe Dameron 20-25: Legend Found

Komiksowy Poe wraca do formy, której… tak po prawdzie to specjalnie nie stracił. Ponownie mamy do czynienia z pełną sześciozeszytową historią, w której świetnie przeplatają się humor z akcją, a wszystko to zaprezentowane za pomocą znakomitych rysunków. Legenda odnaleziona jest nieco mniej o Dameronie, w zamian jednak dostajemy ciekawie ukazanego Lor San Tekkę i perfekcyjną, jakże klasyczną Leię. Opowieści nie zaszkodziły też zwariowane zwroty akcji (szczególnie, że spodziewałem się kompletnie innego zakończenia), ciągłe przechodzenie Tekki z rąk do rąk i kilka sprytnych nawiązań do prequeli. [10.2017 – 3.2018]

Rogue One: A Star Wars Story

Komiksowe Przebudzenie Mocy było kompletnym niewypałem, bez krzty oryginalności i pomysłu. Co innego, gdy autorzy mają pomysł. W przypadku Łotra 1 tym pomysłem była niezupełnie linearna struktura historii oraz wiele zupełnie nowych, choć krótkich scen (także w kontekście adaptacji powieściowej) i usunięcie tych, które nie są w zasadzie potrzebne. Jestem pod wrażeniem tego, jak został rozwinięty wątek Bodhiego Rooka, dodatkowych kadrów z Mon Mothmą i przedstawienia retrospekcji u Jyn i Galena Erso. Jedynym minusem jest pewna żonglerka rysownikami; trzeci zeszyt i połówkę pierwszego wykonali artyści, których prace nijak się nie mają do wysokiego poziomu rysunków głównego rysownika. [4-9.2017]

Star Wars 16-19: Rebel Jail

Tajne rebelianckie więzienie dla Imperialnych i innych wrogów wolności i demokracji…? To dobra okazja, by postawić przeciwko sobie dwie wizje tego, czym musi być lub stać się Rebelia, by nie tyle przetrwać, co zwyciężyć. Fabularna zagrywka ze zgorzkniałym Rebeliantem, który chce wybić do nogi wszystkich więźniów wyszła nadzwyczaj ciekawie, podobnie jak tymczasowa współpraca trójki niesamowicie charyzmatycznych kobiet, Lei, Sany i doktor Aphry. Rysunki są dość specyficzne i zupełnie różne od tych pojawiających się dotąd w serii Star Wars, ale zdecydowanie pasują do wydźwięku tej historii. [2.5.2016]

Star Wars 33-37, Annual 3: Out Among the Stars

Po koszmarze poprzednich części moje oczekiwania co do serii Star Wars spadły na łeb, na szyję. Trochę przedwcześnie, jak się na szczęście okazało. Ta miniseria zbiera sześć zeszytów, z których każdy stanowi osobną historyjkę. Cztery z nich – o Sanie i Lando, szturmowcach SCAR, R2-D2 i Grakkusie – są najlepszymi one-shotami w całym nowym kanonie i generalnie bardzo fajnymi opowieściami z inteligentnymi twistami. Jedynie dwie historie z Leią, która najpierw gubi się na wyspie z Lukiem, a potem na lodowym pustkowiu z Hanem (Star Wars Annual #3), nie są doskonałe, ale i tak wypadają nieźle. [7-9.2017]

Star Wars 38-43: The Ashes of Jedha

Kontynuacja powrotu marvelowskiego flagowca do wysokiej formy opowiada pierwszą historię, w której Wielka Trójka konfrontuje się z dziedzictwem załogi „Łotra 1” i tytułowym księżycem. Fabuła interesująco łączy przeróżne wątki – dalszej imperialnej okupacji, górników z Shu-Torun i niedobitków Partyzantów – i nadaje spójności odległej galaktyce. Mamy też okazję przyjrzeć się pewnemu rozwojowi Luke’a i Hana, który przybliża ich do postaci, jakie znamy z Imperium kontratakuje. Byłby to naprawdę znakomity komiks, gdyby nie dwie rzeczy: stereotypowo pyszałkowaty i bezsensownie okrutny imperialny dowódca oraz twarze postaci. Rysunki są dobre, ale wphotoshopowane z filmów i stockowych zdjęć facjaty wypadają naprawdę paskudnie. [11.2017 – 2.2018]

Star Wars 44-49: Mutiny at Mon Cala

Seria Star Wars rozwija się aż miło patrzeć i czytać. Tym razem nasza wesoła ferajna (Luke, Leia, Han, Chewie i droidy) zabiera się za sprawę Mon Cali, a dokładnie krążowników jej floty handlowej. Komiks pięknie łączy elementy z całego kanonu – z Łotra 1, Zemsty Sithów (powraca balet!), The Clone Wars, serii Darth Vader i innych – by dać nam zabawną i nawet w miarę wiarygodną historię. Cieszy też, że scenarzysta Kieron Gillen wreszcie (po pewnych przymiarkach poczynionych w poprzedniej części) wykorzystał potencjał serii Star Wars, by wykroczyć poza ciekawe, ale nieistotne przygody i pokazać wydarzenia, które mają jakieś znaczenie dla losów galaktyki i Sojuszu Rebeliantów. [3-6.2018]

Star Wars 56-61: The Escape

Po ostatniej, doskonałej miniserii, Nadzieja umiera, przychodzi kolejna, która już tak świetna nie jest, ale i tak zasługuje na bardzo wysoką lokatę w tym rankingu. Tak jak nie jestem fanem historii w stylu „sorry, nie możecie stąd odlecieć”, tak tutaj scenarzysta wyciągnąć z niej wszystko, co najlepsze, dając Hanowi, Lei i Luke’owi niegłupie rzeczy do robienia, szansę na chwilę bardzo potrzebnego oddechu od spraw galaktycznych – i okazję sprawdzenia, co z taką szansą zrobią. Dodatkowy plus? Wraca pewna drużyna nietypowych szturmowców… Nie wiem, czy było to zamierzone, czy nie, ale pierwszy i ostatni zeszyt – oba rozgrywające się w szerokiej galaktyce – są paskudnie narysowane, a reszta – cztery środkowe, na sielankowej planecie – jest przepiękna, ale nawet jeśli nie, to wyszło to co najmniej interesująco. [11.2018 – 2.2019]

Darth Vader (2017) 13-18: Burning Waters

Ta tematycznie powiązana z wydawanym niemal w tym samym czasie (przynajmniej w USA) Buntem na Kalamarze miniseria w pełni wykorzystuje potencjał pierwszych lat tytułowego Mrocznego Lorda – i robi to pomimo polepszających się, ale wciąż bardzo średnich rysunków. Darth Vader kolejny raz ściera się z nietypowym rycerzem Jedi, tym razem jednak robi to w akompaniamencie całej potęgi Imperium i efekt jest piorunujący – w fabule mamy zaskakujące zwroty akcji, stare znajome postaci (czytaj: niemal wszystkich kanonicznych Kalamarian) i piękne zazębianie się prequeli z epoką Klasycznej Trylogii. Całość jest zaś uzupełniona prostym, acz znakomitym one-shotem Zły teren. [3-7.2018]

Poe Dameron 1-6: Black Squadron

Wstęp do serii o najlepszym pilocie Ruchu Oporu jest udanym połączeniem komedii, przygody i zwariowanej akcji, czyli tego wszystkiego, z czym wielu z nas kojarzy tegoż właśnie pilota. Jego i perypetie jego pilotów oraz oryginalnego i przebiegłego agenta Najwyższego Porządku Terexa czyta się z ogromną przyjemnością – dla mnie ten komiks to kwintesencja dobrej i przede wszystkim lekkiej gwiezdnowojennej rozrywki. Rysunki Phila Noto dobrze współgrają z warstwą fabularną, są klimatyczne i zwyczajnie ładne, i pozytywnie odróżniają się od wprawdzie świetnych, ale bardziej typowych grafik, z jakimi mamy do czynienia w seriach Star Wars czy Darth Vader. [4.9.2016]

Poe Dameron 8-13: The Gathering Storm

Druga część serii o najlepszym pilocie Ruchu Oporu nie spuszcza z wysokiego tonu. Jest to tak samo przyjemna, pięknie narysowana i przepełniona humorem (i oczywiście akcją!) historia, jak Eskadra Czarnych. A jest nieco lepsza głównie ze względu na fakt, że mocno się koncentruje na oryginalnej i fascynującej postaci agenta Terexa, jak również dlatego, że ukazuje C-3PO w zupełnie nowej roli, przy okazji oddając mu honor za bycie bohaterem Rebelii na równi z Lukiem czy Leią. Sporym plusem miniserii jest też jej zaskakujące zakończenie. [11.2016 – 4.2017]

The High Republic 1-5: There is No Fear

Literacka Wielka Republika ma pewien problem, a są nimi główni przeciwnicy Jedi – Drengirzy i Nihilowie. W zamyśle oryginalni, w rzeczywistości wypadają blado. Ale w formie komiksowej Drengirzy to już zupełnie inna para kaloszy, może dlatego, że wizualnie robią wrażenie, a ich zdolności – szczególnie wpływanie na umysły Jedi – w końcu zostają pokazane w pełni. Poza tym Bez strachu to dość typowe dzieło The High Republic, czyli ciekawi, nietypowi Jedi, fabuła oparta na tajemnicy i zagrożeniu, słowem: dzieło bardzo dobre. Rysunkowo to również wysoki poziom, zwłaszcza, że nie jest łatwo pokazać uniwersum dwieście lat przed prequelami tak, by przesiąkało klimatem, a tu tak właśnie jest. [01-05.2021]

Darth Vader 7-12: Shadows and Secrets

Druga miniseria Dartha Vadera, choć nie tak świetna, jak pierwsza (o niej poczytacie niżej), wciąż prezentuje się wyśmienicie. Ciekawe nowe postacie, z pewnym wścibskim inspektorem na czele, i kilka intryg związanych z poszukiwaniami Skywalkera, skradzionych kredytów i bazy grupki Rebeliantów sprawiają, że Cienie i tajemnice to komiks nieco nietypowy, za to znakomicie zrealizowany. Co więcej, sam Mroczny Lord zostaje w nim ukazany od innej, bardziej znanej z poprzedniego wcielenia strony – dużo myśli, kombinuje i jest równorzędnym przeciwnikiem bardziej intelektualnych postaci. [7.11.2015]

Darth Vader 20-25: Endgame

Jak sama nazwa wskazuje, jest to koniec całej serii. Koniec jak najbardziej godny i przede wszystkim sensowny. Scenarzysta doskonale domknął wątek pozostającego w niełasce Dartha Vadera i rozwiązał problem pretendentów do roli ucznia Palpatine’a, a do tego wysłał w dalszą drogę postać doktor Aphry. Sam Vader sportretowany jest bezbłędnie, natomiast rysunki Salvadora Larrocy w Końcu gry to mistrzostwo świata – szczególnie wyróżnia się złowroga paleta barw. Jedynym minusem tej finałowej miniserii są wszelkiego rodzaju sceny z Voidgazer i Cylo; dialogi tych postaci z Vaderem wypadły tragicznie. [5-10.2016]

The Rise of Kylo Ren

Ten komiks to trochę jak mokry sen fanboja zawiedzionego Ostatnim Jedi, przede wszystkim brakiem Luke’a „machającego laserowym mieczem” i niewyjaśnieniem Snoke’a/Rycerzy Ren, ale nie zmienia to faktu, że to bardzo udany komiks. Przejście Bena Solo na ciemną stronę jest silnie rozwinięte, nie dzieje się znienacka – ba, z komiksu dowiadujemy się, że Ben słyszał głos Palpatine’a od dziecka – i doskonale wiąże się z tym, co Kylo twierdził w rzeczonym Epizodzie VIII. Możemy tu też zerknąć na pewne etapy szkolenia w nowym zakonie Jedi i innych uczniów Luke’a. Rycerze Ren są znacznie ciekawsi od tego, co oglądaliśmy w Epizodzie IX, co więcej ich rola zarówno w uniwersum, jak i życiu Kylo/Bena wreszcie ma sens. [12.2019 – 3.2020]

The High Republic 11-15: Jedi’s End

Trzecia i zarazem ostatnia część pierwszej serii The High Republic wraca do poziomu z debiutanckiego komiksu. Do tego, co docenią wszyscy fani epoki, ładnie się łączy z książką The Fallen Star, ukazując nam, co się stało z górną częścią stacji Starlight Beacon. Tak jak i w powieści, tu też żegnamy się z paroma postaciami i widzimy rycerzy Jedi w starciu z przerażającym, bezimiennym wrogiem, choć inaczej niż tam, komiks oferuje kilka zaskoczeń, mnóstwo emocji i nie potrzebuje długiego rozbiegu, by się porządnie rozkręcić. Szkoda tylko, że dwa pierwsze zeszyty Jedi’s End rysunkowo odstają od trzech kolejnych, inaczej komiks byłby bliski perfekcji. [11.2021 – 03.2022]

Thrawn

Pierwsza w historii nowego kanonu komiksowa adaptacja książki jest tak samo dobra, jak rzeczona książka. Wprawdzie niczym nie zaskakuje i niczego nie zmienia względem powieści (chociaż fabuła jest naturalnie nieco skondensowana), ale w tym wypadku to dobrze – bo po co zmieniać coś, co plasuje się w gronie najlepszych pozycji nowego kanonu? Jedyną obawę można było mieć jedynie do strony rysunkowej, ale niepotrzebnie – Luke Ross nie tylko wykonał znakomitą robotę, ale też „uzupełnił” obrazki pewną dozą smaczków dla fanów Legend. [2-7.2018]

Lando

Powiedzmy sobie szczerze – fabuła tego komiksu jest totalnie odjechana. Lando, z pomocą Lobota, dwójki dziwnych kotowatych klonów i Ugnaughtki-profesorki (!) kradnie osobisty jacht Imperatora. To nie może być dobra historia, prawda? A właśnie, że może! Lando jest zadziwiająco oryginalną i zabawną opowiastką z odrobiną refleksji na temat głównego bohatera i motywów jego działania. Tak po prawdzie, to najśmieszniejszy ze wszystkich dotychczas wydanych komiksów, nawet wliczając Eskadrę Czarnych. Przy tym znakomicie się sprawdza w swojej awanturniczo-przygodowej formule. Rysunki są bardzo specyficzne, szczególnie ich paleta barw, ale mogę mi zarzucić tylko tyle, że momentami nieco nie pasują do charakteru komiksu. [7-10.2015]

Doctor Aphra (2020) 1-5: Fortune and Fate

Wow! To jest właśnie ten komiks z doktor Aphrą, na który czekałem od samego, samiutkiego początku – niemal czysta perfekcja i przy tym najlepszy restart komiksowej serii nowego kanonu. Czego tu nie kochać? Intrygujące nowe postacie, pełna zwariowanych twistów i humoru fabuła skupiona na tym, co osobiście uwielbiam najbardziej, czyli „indianajonesowej” archeologii i do tego niczego sobie rysunki. Brak Vadera i duetu droidów-zabójców tylko wyszedł Aphrze na dobre. Jedynym dziegciem w tej beczce miodu są niezbyt udane rysunki. Poza tym jednak Szczęście i los to dzieło iście wybitne, przynajmniej dla mnie. [5-10.2020]

Star Wars 50-55: Hope Dies

Tak jak poprzedni tom pokazał, jaki potencjał drzemie w serii, tak ten wykorzystuje go w pełni. Nadzieja umiera to napakowany akcją komiks skupiony na tym, co lubię najbardziej: gwiezdnej bitwie naprawdę dużych okrętów. Sama w sobie byłaby oczywiście nieciekawa, tu natomiast mamy szybkie zwroty akcji, misje wewnątrz misji, pościgi i walkę z czasem, która zdecydowanie przyćmiewa swym tempem chociażby pościg z Ostatniego Jedi (porównanie jest nieprzypadkowe ze względu na kilka podobieństw na poziomie wątków pobocznych). Miło się też ogląda, jak drugo i trzecioplanowi bohaterowie Rebelii dostają swoich pięć minut. Dodatkowo Larocca, który wreszcie porzucił photoshopowe twarze co ważniejszych postaci, także spisał się na medal. Rezultat? Jeden z najlepszych komiksów nowego kanonu. [7-10.2018]

Star Wars 7, 15, 20: From the Journals of Ben Kenobi

Powieść Kenobi z Legend jest doskonałym dowodem na to, że przygody Obi-Wana na Tatooine nie muszą być nudne. Drugim dowodem na to jest ten, rozstrzelony między innymi miniseriami, komiks. To najpiękniej wykonany komiks z nowego kanonu, a przy tym perfekcyjnie pokazuje rozterki Obi-Wana i jego kłopoty przy wykonywaniu swojego nadrzędnego zadania: ochrony Luke’a. Charakter Kenobiego jest oddany tak wiernie, jak nigdy dotąd. Sęk tylko w tym, że Obi-Wan momentami wygląda, jakby w prequelach grał go nie Ewan McGregor, a… Ethan Hawke. Rysownik zawalił tylko tą jedną rzecz, wszystko inne jest wspaniałe. [7.2015 – 6.2016]

Darth Vader 1-5: Vader

Jest to dzieło, które (podobnie jak kilka poprzednich pozycji z tej listy) praktycznie w niczym nie ustępuje najlepszym komiksom Dark Horse Comics; praktycznie, bo może odrobinę rozmachem. Rysunki, fabuła, postacie – ach, ta doktor Aphra i jej mordercze droidy! – są perfekcyjne. Pomysł, by skupić się na „pokucie” tytułowego bohatera za porażki i utratę Gwiazdy Śmierci wypalił w stu procentach. Próbowałem znaleźć coś odstającego od wysokiego poziomu w tej miniserii, ale poza drobnostkami nie udało mi się nic znaleźć. To jeden z najlepszych komiksów gwiezdnowojennych, jakie kiedykolwiek czytałem. [2-6.2015]