Doctor Aphra 9-13: The Enormous Profit

Druga miniseria o Aphrze (a trzecia licząc ten koszmarny crossover z początku rankingu) wypada lepiej, niż pierwsza, bo nie odgrzewa fabuły filmu o słynnym archeologu z fedorą, a poza tym jest zabawniejsza i zaskakuje zwrotami akcji. Ale nie można też niestety powiedzieć o głównym wątku, że jest oryginalny – aukcja supercennego obiektu, która idzie nie tak to żadna nowość w Star Wars. Rysunki też się specjalnie nie poprawiają; ciągle odczuwam wrażenie, że po prostu nie pasują do historii o doktor Aphrze. Przede wszystkim zaś są troszkę nieklimatyczne. [7-10.2017]
Doctor Aphra 20-25: The Catastrophe Con
Przygody Aphry na barce więziennej (jeśli można tak to nazwać) to znowu szalony wir niezwykłych wydarzeń i pokręconych postaci, ale tym razem poza humorem jest też odrobina refleksji. Jest to na pewno jeden z dziwniejszych komiksów nowego kanonu, a przez to, że nie wcina się za bardzo w „poważniejszą” część odległej galaktyki – tak jak ostatnio – jest zdecydowanie bardziej strawny. The Catastrophe Con lśni szczególnie w wybuchowej końcówce zwieńczonej absolutnie przecudnym twistem. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie rysunki Keva Walkera. Nigdy nie byłem fanem tego artysty, ale tu pokazał się z wyjątkowo złej strony. [5-10.2018]
Princess Leia
Oto komiks, jakiego w Expanded Universe brakowało, opowieść o efekcie zniszczenia Alderaana na zachowanie i psychikę tytułowej księżniczki. Fabuła może szczególnie nie olśniewa – ot, zbieramy rozbitków-Alderaańczyków, chce nas załatwić Imperium, na każdym rogu czyha zdrajca – ale lektura jest niezwykle przyjemna i satysfakcjonująca. Najciekawsze są postacie dwóch Alderaanek, zwykłej pilotki Sojuszu, Evaan i rzecz jasna Lei, na którą komiks rzuca zaskakująco nowe, świeże spojrzenie. Rysunki są kwestią dyskusyjną; wielu się mocno nie podobały, zresztą nie winię ich, bo wśród niezłych rysunków trafiają się takie wołające o pomstę do Mocy. [4-7.2015]
Bounty Hunters 1-5: Galaxy’s Deadliest

Mimo niezbyt imponującego startu, jakim był komiks Vader na celowniku, pierwszy tom przygód o najgroźniejszych łowcach nagród galaktyki trzyma całkiem dobry poziom. Rysunki wciąż nie powalają, przerysowane sceny akcji sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy artysta ma jakiekolwiek pojęcie o tym, jak ciała reagują na ciosy i postrzały, za to fabularnie jest nieźle. Parę twistów tu czy tam i nagle złapałem się na tym, że z pewną niecierpliwością zabierałem się za kolejne zeszyty. Ponadto, postać Beilerta Valance’a stała się jakby troszkę mniej schematyczna, choć wciąż zachodzę w głowę, czemu z czeluści Legend wyciągnięto akurat ją. [3-9.2020].
Darth Vader (2017) 1-6: The Chosen One
Pierwsza seria o nazwie Darth Vader ukazywała tytułowego antybohatera po Nowej nadziei, nowa o dokładnie tej samej nazwie (serio…) ukazuje go z kolei po Zemście Sithów – a dokładniej tuż po słynnym „Nooooo!”. Jest to dziwny komiks, mieszający kilka historii. Z jednej strony niesamowicie ukazuje pierwsze chwile Vadera jako zakutego w zbroję Sitha i to, jak zdobył swój czerwony miecz świetlny, z drugiej straszliwie gubi się w szczegółach i wątkach – odnoszę wrażenie, że scenarzysta chciał pokazać zbyt wiele rzeczy naraz. Ale największym grzechem The Chosen One są słabe rysunki. [6-10.2017]
Rogue One – Cassian & K-2SO
Gdyby nie bezsensowny pomysł, że imperialny droid taki jak K-2SO ma prosty wyłącznik, do którego każdy średnio rozgarnięty Rebeliant może bez problemu sięgnąć, to byłby całkiem niezły komiks. Króciutka, bo jednozeszytowa historia zapoznania się Cassiana i K-2SO nie należy do szczególnie oryginalnych, ale jest w niej sporo z humoru, który tak polubiliśmy w Łotrze 1. Rysunki są poprawne, jednak nie wyróżniają się ani na plus, ani na minus. [8.2017]
The High Republic 6-10: The Heart of Drengir

Komiks składa się z dwóch historii, z których pierwsza dotyczy tytułowych Drengirów, a druga infiltracji Nihilów przez główną bohaterkę, Keeve Trennis – i obie te historie na tym cierpią. Pierwsza ma swoje momenty, jest napakowana akcją, ale jest też chaotyczna i kończy wątek Drengirów w wielce niesatysfakcjonujący sposób, mówiąc wszem i wobec jakim to wielkim są zagrożeniem, a zupełnie go nie pokazując. Druga z kolei cierpi na skrótowość i wołający o pomstę do Mocy syndrom małej galaktyki, choć kończy się mocnym cliffhangerem. Krótko mówiąc, zamiast dwóch znakomitych komiksów mamy dwa średniaki. [06-10.2021]
Kanan 1-6: The Last Padawan
Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ogląda Rebels, i komu podoba mu się postać Kanana Jarrusa. Komiks całkiem nieźle, na przemian humorystycznie i mrocznie, pokazuje drogę, jaką przebył Caleb Dume – to prawdziwe imię Kanana – od padawana po „niezależnego przedsiębiorcę”. Sęk w tym, że w miniserii kompletnie nie przypadły mi do gustu rysunki. Za bardzo mangowe, z dużymi oczami i postaciami, które zupełnie nie odzwierciedlają swoich filmowych i serialowych pierwowzorów. Bo historia jest naprawdę interesująca, ma szybkie i nieoczekiwane zwroty akcji, ale ta grafika… [4-9.2015]
Captain Phasma
Wraz z książką Phasma, celem tego komiksu było sprawienie, by wrzucona naprędce do Przebudzenia Mocy postać pani kapitan nabrała sensu. Zadanie wykonane! Tutaj dowiadujemy się, jak Phasma przeżyła zniszczenie Bazy Starkiller, i co zrobiła, by zatuszować fakt, że stało się to w głównej mierze przez nią. Szkoda tylko, że z komiksu godne zapamiętania są tylko zeszyty tworzące początek i koniec – to, co znajduje się pomiędzy jest do bólu wtórne i zwyczajnie nudne. Od strony rysunkowej Captain Phasma jest jednak adekwatnie olśniewająca i za samo to warta przeczytania. [9-10.2017]
Empire Ascendant
Interesująca i całkiem udana próba stworzenia łącznika pomiędzy różnymi inkarnacjami dłuższych serii komiksowych Marvela (Star Wars, Dartha Vadera i Doktor Aphry) albo, jak w wypadku nowej serii, Bounty Hunters, wstępu (o ile takim nie był już Target Vader). To krótkie historyjki, więc siłą rzeczy nieskomplikowane, ale niegłupie i dość istotne dla rozwoju postaci – dotyczy to w szczególności Aphry i Valance’a. Jeśli jednak ktoś nie czyta żadnej z tych serii albo części z nich, to lektura tego komiksu nie ma większego sensu. [12.2019]
Galaxy’s Edge
Komiks zachęcający do wizyty w szeroko reklamowanym parku rozrywki jest tak naprawdę zbiorem kilku opowiastek spiętych klamrą głównego wątku. Komiksy o Hanie, Greedo, Hondo i Aphrze wypadają znacznie korzystniej niż główny wątek, co zawdzięczają niezłej mieszance zwariowanej akcji i humoru – jak zresztą przystało na te akurat postacie. Wydarzenia z Batuu najbardziej cierpią na tym, że przez większość komiksu znajdują się gdzieś w drugim tle i dopiero w finale nabierają koloru. Problemem jest też nagła gadatliwość… szturmowców Najwyższego Porządku, którzy zachowują się troszkę za bardzo jak typowi żołdacy typowej, niezbyt karnej armii. [4-8.2019]
Bounty Hunters 6-11: Target Valance

Poziom serii powoli, bo powoli, ale rośnie. Cel: Valance to w rzeczywistości trzy komiksy spięte postacią Valance’a: odpowiednio dwuzeszytowy, trzyzeszytowy i jednozeszytowy. To o tyle ciekawe zagranie, że w każdej historii przewija się któryś z łowców nagród z mostka „Egzekutora”, choć szkoda, że w najdłuższej dominuje najnudniejszy z nich, Dengar. Każda historia jest też napakowana niegłupią akcją i ma swoje mniej lub bardziej zaskakujące twisty; dzięki tym ostatnim skądinąd nieoryginalna fabuła Celu: Valance nabiera rumieńców. Ba, nawet Beilert Valance, który jest chyba najmniej interesującym głównym bohaterem jakiejkolwiek gwiezdnowojennej serii komiksowej ever, jest tu całkiem znośny. [10.2020 – 04.2021]
Age of Rebellion
Druga antologia one-shotów o najbardziej rozpoznawalnych bohaterach filmów (a w tym wypadku oczywiście Klasycznej Trylogii) prezentuje sobą dość podobny, czyli relatywnie dobry poziom. Część jest w interesujący i zgrabny sposób wpleciona w akcję jednego z filmów albo dzieje się tuż przed nim. Może komiksy nie prezentują sobą nic wielce odkrywczego, niemiej czyta się je z przyjemnością. Na szczególną uwagę zasługuje historyjka o Tarkinie i artylerzystach Gwiazdy Śmierci, która wspaniale nawiązuje do książki Tarkin Jamesa Luceno i robi piorunujące wrażenie. [4-6.2019]
Darth Vader – Dark Visions
Vader oczyma maluczkich? Byłoby to średnio oryginalne, gdyby nie intrygujące wykonanie – bo w każdym z wypadków chodzi o pewne wyobrażenie Mrocznego Lorda, pewną tytułową wizję. Z pięciu opowieści tej antologii tylko jedna mi się nie spodobała, co jest wynikiem godnym pochwały. W pozostałych czterech przypadkach, nawet jeśli rysunki nie są z najwyższej półki, a historia jest niekiedy dość dziwna, komiksy mają w sobie to coś: klimat, zaskakujący zwrot akcji, czy po prostu dobrze wykonany pomysł. [3-6.2019]
Han Solo – Imperial Cadet
Han Solo w imperialnej akademii? Poproszę o więcej! Komiks może najdokładniejszy w sferze rysunkowej nie jest (możecie zapomnieć o rozpoznawalnej twarzy Solo, czy to w wydaniu Fordowym czy Ehrenreichowskim), za to bawi i cieszy zwariowanymi i, prawdę mówiąc, mocno niewiarygodnymi przygodami Solo. Mam pewien problem z wizerunkiem Imperium z tego komiksu, jak się jednak przymknie na to oko, to zostaje coś, co bardzo pasuje zarówno do uwielbianego przeze mnie filmu Solo, jak i samej postaci. [11.2018 – 3.2019]
Darth Maul
Chociaż w nowym kanonie Maula jest pełno, to o czasach, gdy był uczniem Sidiousa nie wiemy prawie nic. W tę lukę wstrzeliła się ta miniseria, ukazując m.in. pierwsze starcie Dartha Maula z Jedi. Główny bohater wydaje się być tylko maszynką do zabijania, ale tu na szczęście poznajemy go pod nieco innym kątem. Główny wątek jest nieco naciągany (schwytanie Jedi i wystawienie go na aukcję? Poważnie?) i mógłby się obyć bez gangu łowców nagród pomagających Maulowi, ale i tak daje nam satysfakcjonujące spojrzenie na jego postać. Rysunki są nieco specyficzne, za to wyjątkowo klimatyczne i pełne różnych smaczków. Fani ras obcych będą wprost zachwyceni. [2-7.2017]
Darth Vader 13-15, Star Wars 13-14: Vader Down
Komiks, w którym Darth Vader pokazuje, jakim jest badassem? Wyszło całkiem nieźle, ale byłoby znacznie lepiej, gdyby twórcy nie przesadzili z potęgą Mrocznego Lorda, który w pojedynkę niszczy dwie eskadry X-wingów i kilkanaście Y-wingów, a także zabija kilkuset żołnierzy Rebelii, wychodząc z tego bez najmniejszego zadrapania. Komiks wizualnie porywa, natomiast fabularnie, abstrahując od wątku głównego antybohatera, głównie rozśmiesza, co zawdzięczamy licznym droidom, Wookieem, doktor Aphrze i Hanowi Solo. [11.2015 – 1.2016]
Darth Maul – Son of Dathomir
Zobaczyć Sidiousa, Dooku, Grievousa i Maula w jednej scenie wykracza poza wszelką skalę epickości – do tego zobaczyć jeszcze, jak ze sobą walczą? Son of Dathomir dostarcza nam nie tylko tego, ale też bardzo dobrą i emocjonującą historię walki złych ze złymi (aczkolwiek przez jeden zeszyt do opowieści niepotrzebnie wepchnięto Jedi i Republikę) i świetnie domyka urwaną w The Clone Wars historię Maula i jego organizacji Shadow Collective. Rysunki są w miarę przyzwoite, chociaż hrabia Dooku wygląda koszmarnie, a i nie lepiej jest z innymi postaciami z filmów. [5-8.2014]
C-3PO
Ten one-shot to długo, dłuuugo zapowiadany komiks o tym, jak Threepio zdobył swoje czerwone ramię, które widzimy w Przebudzeniu Mocy. Jest to nietypowa dla Star Wars słodko-gorzka historyjka z droidami różnych rodzajów w roli głównej, z ciekawymi rozważaniami na temat droidziej pamięci i funkcji jakby nie było świadomych maszyn w świecie żywych istot. Rysunki w C-3PO spokojnie mogę nazwać jednymi z bardziej zapadających w pamięć, a to za sprawą niezwykle intensywnych kolorów, głównie odcieni fioletu i błękitu. Wygląda to niesamowicie, chociaż przypuszczam, że wielu fanom tego typu eksperyment nie przypadnie do gustu. [4.2016]
Star Wars 7-12: Showdown on the Smuggler’s Moon
Frapujący przykład komiksu, który zaczyna się tak idiotycznie, że zastanawiamy się, czy autor scenariusza nie pomylił Star Wars z jakąś tragifarsą, a który koniec końców staje się zabawnie i fantastycznie zakręcony. Jest to pod wieloma względami świetny komiks, bo choć może zbyt wiele treści za sobą nie niesie, to jego strona humorystyczna i zwariowane zwroty akcji z nietuzinkowymi postaciami nie mają sobie równych. No i dostajemy nową, kanoniczną wersję Nar Shaddaa, co trochę naprawia ten kretyński wstęp. [8-11.2015]
War of the Bounty Hunters (Star Wars 13-18, Bounty Hunters 12-17, Darth Vader 12-17, Doctor Aphra 10-15, War of the Bounty Hunters 1-5, one-shots)

Ten iście monumentalny crossover (i do tego pierwszy z trzech!) spinający 4 główne serie komiksowe i liczący – bagatela – aż 34 zeszyty to ambitny i godny podziwu projekt, ma jednak pewną wadę: jest zbyt monumentalny i zbyt ambitny. Nawet wytrawni fani mogą mieć problem z ogarnięciem chronologii poszczególnych komiksów i ich relacji wobec siebie, a przypadkowe pominięcie czegoś może nastręczyć sporych problemów. Do tego dodajmy jeszcze natłok wątków powiązanych z głównymi seriami, i ból głowy gwarantowany. Dlatego nie znajdziecie tu recenzji poszczególnych miniserii tworzących ten crossover, mijałoby się to z celem.
To powiedziawszy, jeśli się nie pogubicie w tym całym galimatiasie, czeka Was niesamowita przygoda z licznymi twistami, mnóstwem humoru i epickim powrotem Karmazynowego Świtu wraz z Qi’rą. Nieobecność zamrożonego w karbonicie Hana Solo – który jest dość nieoczekiwanym MacGuffinem crossovera – jest zrekompensowana obecnością… cóż, całego tabunu kolorowych postaci, które co chwila przecinają sobie drogę. To nietuzinkowy i pomysłowy crossover, i wszystko wskazuje na to, że jego kontynuacja może być jeszcze lepsza. [05-11.2021]
Doctor Aphra 37-40: Rogue’s End
W moim odczuciu sukces tej serii zależy od jednej rzeczy: umiejętnego balansowania między komedią a dramatem w wykonaniu scenarzysty. Pod tym względem finał Doktor Aphry nie zawodzi, a można było mieć co do tego obawy w obliczu pojawienia się Dartha Vadera. To obok Worst Among Equals najlepszy tom serii, a wszystko ponownie za sprawą niesamowicie pokręconej fabuły, która mimo to trzyma się kupy oraz rysownika – kolejnego nowego rysownika, co prawda, ale i tak o niebo lepszego, niż ostatni. To dobry finał serii, choć troszkę szkoda, że jej niezwykle ważny i emocjonalny epilog znajduje się w Empire Ascendant, osobnym komiksie. [10-12.2019]
Darth Vader (2017) 7-12: Legacy’s End
Chociaż rysunki nadal wołają o pomstę do Mocy (hełm Mrocznego Lorda wygląda jak niedorobiona zabawka dla dzieci, zero w nim grozy), to fabuła wskoczyła na najwyższy poziom. Historia polowania na Jocastę Nu, która w starym kanonie zginęła w Świątyni Jedi, jest świeża i oryginalna, podobnie jak kwestia wprowadzenia Dartha Vadera przed oblicze funkcjonariuszy Imperium – bądź co bądź Anakina znali wszyscy, a tego zakutego w pancerz rycerza, który nagle pojawił się u boku Palpatine’a nie zna absolutnie nikt. Muszę przyznać, że seria rozwija się w świetnym kierunku. Gdyby tylko tego rysownika wymienić… [11.2017 – 2.2018]
TIE Fighter – The Shadow Falls
Miniseria mocno nawiązująca do powieści Alphabet Squadron pokazuje imperialnych pilotów z ludzkiej strony – i w tym tkwi jej największa siła. Fabularnie mamy jednak do czynienia z dwoma głównymi wątkami, z których każdy jest dość mało wiarygodny, a oba dotyczą nielojalności pewnych imperialnych postaci w czasach między bitwą o Hoth a bitwą o Endor. Komiks ma emocjonalną „siłę rażenia”, szczególnie, że nie oszczędza swoich bohaterów i ma też interesującą formułę, gdzie po zakończeniu zeszytu dostajemy jeszcze kilka stron poświęconych jednemu członkowi załogi. Narysowany jest przy tym całkiem nieźle. [4-8.2019]
Star Wars 106: Skywalker Strikes
Od tego tytułu zaczęło się marvelowe panowanie w gwiezdnowojennym świecie komiksu. Spore oczekiwania, rekordowa sprzedaż pierwszego numeru (grubo ponad milion sprzedanych egzemplarzy), kilkadziesiąt wariantów okładek i… bardzo dobry, udany, doskonale narysowany i klimatyczny wstęp do serii. Nie oszukujmy się, nie jest to dzieło wybitne, ale stanowi niemal idealną mieszankę tego, co w Star Wars jest najlepsze: akcji, humoru i charakterystycznego zachowania głównych bohaterów. [1-6.2015]
Age of Republic
Osiem komiksów o ośmiu bohaterach epoki prequeli – czterech dobrych i czterech złych – plus zeszyt specjalny o czterech innych. Brzmi intrygująco? Efekt końcowy, jak to zwykle bywa z antologiami, jest mieszany, mimo tej samej scenarzystki. Z jednej strony mamy znakomite opowieści z Qui-Gonem i Darthem Maulem (ach, ten Maul w wersji Jedi!), z drugiej strony banalne historyjki, jak z Padme, albo rozczarowujące, jak z Dooku. Na szczęście te pierwsze przeważają, ale nawet gdyby tak nie było, to antologia jest godna uwagi chociażby ze względu na swoją nietypową formułę i fakt, że skupia się na tylu różnych postaciach. [12.2018 – 3.2019]
Poe Dameron 14-19: War Stories
Wprawdzie trzecia odsłona – ponownie składająca się z dwóch trzyzeszytowych historii – serii nie jest tak dobra, jak pierwsze dwie, ale to niewielki spadek jakości. Tak po prawdzie jest to wina Legendy utraconej, pierwszych trzech zeszytów, które troszkę za bardzo przypominają gwiezdnowojenną wersję filmu Speed, mimo świetnego wątku związanego ze śmiercią pewnej postaci. Wojenne historie są za to perfekcyjne jeśli chodzi o ukazanie postaci (szczególnie dziennikarki Suralindy), jak i też podjęty tu temat niesprawnej propagandy Ruchu Oporu. Poza tym, rysunkowo jest to zdecydowanie najlepszy z Poe Dameronów. [10.2016; 5-9.2017]
Poe Dameron 26-31: The Spark and the Fire
Finałowa (tak, to już niestety koniec…) miniseria komiksów o „najlepszym pilocie galaktyki” to nietypowa mieszanka znanych i nieznanych historii, ale przede wszystkim „wypełniaczy luk”. Akcja rozgrywa się tuż po Ostatnim Jedi, na pokładzie „Sokoła”, co sprowadza się do tego, że połowę zeszytów wypełniają flashbackowe historie (w tym ta już znana z innych źródeł o losach Poe po rozbiciu się na Jakku), a połowę przygody Eskadry Czarnych, której, jak doskonale wiemy, nie było w Epizodzie VIII. Ale mimo nietypowej formy, Iskrę i płomień czyta się bardzo dobrze, chociaż troszkę za dużo w nim retellingu Przebudzenia Mocy i narracji trzecioosobowej, a za mało własnej historii. Tym niemniej, jako zakończenie serii komiks spisuje się znakomicie. [4-9.2018]
Darth Vader 16-19: The Shu-Torun War
Czy problemy imperialnego górnictwa mogą być ciekawie przedstawione? Ten komiks jest bardzo mocnym dowodem na to, że tak – mogą. I to jak mogą! Przede wszystkim Mroczny Lord w tym komiksie prawdziwie przeraża. Akompaniuje mu królowa Shu-Torun, w której oglądamy wiarygodną i równie przerażającą przemianę, i która tworzy z Vaderem pokrętną relację mistrz-uczeń, co wypada rewelacyjnie. Rysunki Salvadora Larrocy są zazwyczaj świetne, ale w przypadku mieszkańców tytułowej planety artysta za bardzo poszedł w kierunku stylistyki rodem z epoki napoleońskiej. [12.2015 – 4.2016]
Darth Vader (2017) 19-25: Fortress Vader
Licząca aż siedem zeszytów historia kończąca drugą serię o Vaderze to coś doprawdy niezwykłego. O finale zrobiło się głośno z powodu rzekomych rewelacji, które w nim są… ale czy słusznie? Twierdza Vader znajduje się na krawędzi tego, co moim zdaniem jeszcze jest Star Wars, a co już nim nie jest. Mroczny Lord jako swego rodzaju tolkienowski czarnoksiężnik broniący swej wieży to wizja niespecjalnie mi pasująca, chociaż wizualnie piękna – mimo, że całość aż prosi się o lepszego, znacznie lepszego rysownika. To komiks, który na pewno zapamiętam na długo, bo może i jest zdecydowanie zbyt odrealniony, ale w świetny sposób ukazuje to, jak Vader pozbywa się ostatnich nici łączących go z tym, kim był przed przejściem na ciemną stronę Mocy. [8-12.2018]

























