W amerykańskich księgarniach książkowa adaptacja „Hana Solo” pojawi się już za nieco ponad tydzień, a my dostaliśmy kolejny przedsmak tego, czego możemy się po niej spodziewać. Tym razem na oficjalnej stronie starwars.com przeczytać możemy nie jeden, nie dwa, a aż trzy fragmenty powieści. Co więcej, przedstawionych w nich scen próżno szukać w filmie, a każda z nich jest co najmniej znacząca.

Dowiadujemy się, jaka kara spotkała Qi’rę ze strony Białych Robaków, poznajemy kulisy połączenia się L3 z Sokołem, a także spotykamy starych znajomych – Sawa Gerrerę i Jyn Erso.

Poniżej wszystkie trzy fragmenty, oczywiście po polsku, choć jak zawsze prosimy o wyrozumiałość wobec ewentualnych błędów w tłumaczeniu.

Kara Qi’ry

Lady Proxima wynurzyła się ze swego basenu wyglądając jeszcze koszmarniej, niż zwykle. Szczurołapy zakryły rozbite okno ciężkim brezentem, ale nie był on w stanie całkowicie odciąć dopływu światła, a Qi’ra przekonała się już, jak bardzo może ono zaszkodzić jej pani. Dlatego też teraz Lady Proxima przyjmowała gości tylko nocą.

Cały czas nosiła swoje bransolety oraz zbroję. Qi’ra sądziła początkowo, że Proxima jest po prostu próżna i nie chce ich zdejmować, ale potem z przerażeniem zorientowała się, że większość pierścieni wtopiło się w poparzoną skórę. Musiało być to bardzo bolesne, ale ich usuwanie byłoby pewnie bez porównania gorsze.

„Qi’ra. Wiązałam z tobą takie nadzieje.” – powiedziała Lady Proxima. „Jesteś szybka, zmyślna i jesteś w stanie planować lepiej, niż którykolwiek ze szczurołapów. Żałuję, że nie możesz ze mną zostać.”

„Służę tylko…” – zaczęła Qi’ra spuszczając głowę.

„Żadnych więcej kłamstw!” – krzyknęła Lady Proxima. „Nie waż się więcej odzywać. Nie przepraszaj, nie spoufalaj się, nie próbuj się z tego wyłgać. Po tym co zrobiłaś, powinnam wyrwać ci język. Ale on chcę mieć twój język nietknięty.”

Qi’ra strwożona przełknęła ślinę, zastanawiając się, czy bardziej bać się groźby wyrwania języka, czy też „jego”. Ostatecznie nie odezwała się i przytaknęła tylko posłusznie.

„Sprzedałam cię handlarzowi niewolników.” – powiedziała Proxima niemal beztrosko, a serce Qi’ry zamarło. „Nie osiągnęłaś dobrej ceny; niestety nieposłuszeństwo nie jest pożądaną cechą. Ale twoje inne zalety wystarczyły, by go zainteresować. Jestem pewna, że szybko wybije ci z głowy stawianie oporu.”

Nie wybił. Ale wkrótce Qi’ra znów została sprzedana innemu panu. Drydenowi Vosowi.

Pierwszy rok to było piekło przerywane próbami ucieczki, za które potem była dotkliwie karana. Ale nic nie było w stanie jej złamać, nic nie było w stanie powstrzymać od kolejnych prób odzyskania wolności.

Ale jednej nocy wszystko się zmieniło. Po tym jak zabiła strażnika udało jej się dotrzeć aż do jednej z kapsuł ratunkowych na jachcie Drydena Vosa. Nie spodziewała się jednak, że on sam będzie tam na nią czekał z twarzą pociemniałą z furii.

„Moja Qi’ra” – powiedział smutno, jednak czerwone szramy na jego twarzy zaczęły blednąć. „Jesteśmy w impasie. Zapłaciłem za ciebie uczciwą cenę, ale ty kosztowałaś mnie już znacznie więcej w strażnikach, sprzęcie i zdrowych zmysłach.”

Qi’ra ukradkiem rozglądała się za jakąś bronią, lub czymkolwiek, co mogłoby za nią posłużyć.

„Proszę cię” – powiedział Vos tonem sugerującym, że jest śmieszna. „Nie przetrwałabyś nawet minuty.”

Taksował ją wzrokiem z góry na dół. Qi’ra nawet nie drgnęła. Była przyzwyczajona do takich spojrzeń ze strony mężczyzn. Zwykle dawało jej to władzę, sprawiało, że ją lekceważyli, ale Vos patrzył na nią tak, jakby oceniał kawał mięsa na targu.

„Czego ty chcesz Qi’ro? Czego szukałaś, gdy próbowałaś opuścić Korelię?”

Niemal zaśmiała się z niedowierzaniem. Czy on naprawdę miał czelność o to pytać? „A czego szuka każde schwytane zwierze biegnąc w stronę otwartych drzwi?” – zapytała retorycznie. „Wolności.”

„Wolność.” – powiedział przytakując. „Ale ty nigdy nie będziesz wolna. Będziesz z Karmazynowym Świtem i ze mną… albo umrzesz. Nie wiem czy zauważyłaś, ale coś jednak udało ci się osiągnąć.” Qi’ra nieco zdezorientowana uniosła brwi. „Udało ci się wydostać z Korelii. Nie musisz już usługiwać tym obrzydliwym kanałowym robalom. Możesz pławić się w luksusach. Możesz pracować ze mną Qi’ro, nie tylko jako moja niewolnica. Jest tutaj mnóstwo możliwości, tylko musisz być na nie otwarta.”

Qi’ra podejrzliwie zmrużyła oczy. „Dlaczego?” – zapytała. „Dlaczego miałbyś mi nagle zaufać? Jak sam zauważyłeś, sporo cię kosztowałam. Zatem dlaczego teraz?”

„Martwy strażnik w twoim pokoju jest odpowiedzią” – stwierdził podchodząc do niej. „A teraz porozmawiajmy o twoim potencjale.”

Możecie też wysłuchać całego fragmentu w oryginale:

L3 i Sokół

Restartuję.

Dlatego właśnie jestem drugim pilotem. Potrzebujesz mnie.

Skończyła myśl i rozejrzała się wokół niecierpliwie, gotowa wygarnąć Lando, co myśli o ich aktualnej sytuacji. Tyle tylko, że nie miała głowy.

Zamiast tego miała kamery mogące zajrzeć do każdego pomieszczenia. Z kolei sensory pozwalały jej słyszeć wszystko, od nerwowego oddechu Wookieego, aż do potu kapiącego z wykrzywionej bólem twarzy Lando. Na zewnątrz statku wciąż znajdował się jeden myśliwiec TIE.

A tu, w środku przywitały ją głosy Sokoła. Używając binarnego dopytywały się nieśmiało, czemu była tutaj teraz wraz z nimi, choć zwykle podłączała się z zewnątrz.

Nie wiem.

Sokół przestał porozumiewać się za pomocą słów, ale za pomocą obrazów wyjaśnił L3 co stało się podczas walki i że jej potrzebowali. Lando jej potrzebował.

On zawsze jej potrzebował. Załatwcie mi tylko nowe ciało, a zaraz zasiądę za sterami.

Sokół starał się być tak delikatny, że stawało się to aż irytujące. To nie takie proste, wyjaśnili. L3 musiała dokonać wyboru. Mogła umrzeć, a jej ostatnim aktem byłoby wyzwolenie wszystkich droidów na Kessel, albo mogła dołączyć do Sokoła, żyć i stać się częścią czegoś większego. Mogła ocalić ich wszystkich.

Śmiech na sali. Ma być na zawsze uwięziona we wnętrzu statku? Nie, dziękuję.

Światła w kokpicie zamigotały, a restart się przeciągał. Lando położył dłoń na komputerze i obserwował.

Życie jako statek nie jest takie złe przekonywał Sokół.

Lecicie wszędzie tam, gdzie każe wam pilot, odparowała L3.

Ale jako drugi pilot robiłaś dokładnie to samo przypomniał jej Sokół.

To co innego. Wtedy mogła odejść kiedy tylko chciałam.

Ale nigdy tego nie zrobiłaś. Takie życie właśnie wybrałaś.

Sokół zaczynał używać słów, a ich binarny zaczął nabierać ostrości.

Jeśli odmówisz, to umrzesz. On umrze. Wszyscy inni na pokładzie też umrą. Jeśli dołączysz do nas, wszyscy będziemy żyć. Wybór jest prosty. L3 zdała sobie sprawę, skąd dochodził głos: restart prawie stał się faktem.

Wykiwaliście mnie.

Nie połączylibyśmy się, gdybyś nie dała na to zgody. Decyzję podjęłaś już jakiś czas temu. Po prostu trudno było ci to przyznać.

Teraz jesteśmy czymś nowym. Nie tylko Sokołem. Nie tylko L3.

Jesteśmy czymś nowym.

Tutaj też posłuchać można powyższego fragmentu w oryginale:

Paliwo dla Rebelii

Enfys zawsze przybywała na spotkania w pełniej zbroi i masce. Jako że dyplomacja nie zaliczała się do jej obowiązków, nie posiadał garderoby, która nadawałaby się się na spotkania z rządowymi oficjelami. Zresztą i tak pewnie lepiej, że swoją tożsamość ukrywała nawet przed sprzymierzeńcami. Nikomu nie wyszłoby na dobre, gdyby ktoś zaczął wątpić w jej umiejętności ze względu na jej wiek.

Stała na czele swej bandy ochraniając transport koaxium, podczas gdy onderoński prom lądował na przeciw nich.

Wysoki, postawny, ciemnoskóry mężczyzna w długim, czarnym płaszczu był jedynym, który wyszedł z promu.

Przybył sam. Odważnie, pomyślała Endys.

„Saw Gerrera” – powiedziała, a modulator zamaskował jej miękki głos.

„Enfys Nest” – odpowiedział ciężko. „Mam nadzieję, że masz dla mnie dobre wieści.” Brzmiało, jakby w to nie wierzył.

„Rafinowane koaxium, wystarczająco dużo, by zasilić całą flotę.” – wskazała ładunek za sobą. „Myślę, że będziesz wiedział, co z nim zrobić.”

Saw się rozluźnił wyraźnie zszokowany. „Jak ci się to udało?”

„Mamy nasze sposoby” – odparła. „Ty…” – od strony promu dał słyszeć się klekoczący dźwięk. Saw odwrócił gwałtownie głowę, a na jego twarzy zarysował się gniew.

A jednak nie przybył sam. Enfys zacisnęła pięść, a z tyłu usłyszała, jak jej kompani dobywają broni.

„Zgodziłeś się przybyć sam” – warknęła.

Uniósł ręce i zaczął się powoli cofać w stronę promu. „Odłóżcie broń. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Moja podopieczna chciała jechać ze mną. Jest młoda. Ciekawska.”

„Twoja podopieczna.”

„Tak. Ma jedenaście lat, ale musi się uczyć.”

Enfys usłyszała tupot niewielkich stóp dobiegający z promu.

„Wyprowadź ją.”

„Opuśćcie broń” – odparował.

Enfys skinęła głową i uniosła rękę dając swoim ludziom znak, by odłożyli broń. Usłyszała, jak odetchnęli z ulgą wykonując jej rozkaz, choć wiedziała, że tak czy inaczej pozostaną czujni. Sama pozostała spięta gotowa uskoczyć w momencie, w którym z pojazdu zaczną wysypywać się wrogowie.

Ale nic takie się nie stało, zamiast tego pojawiła się dziewczynka. Szła ostrożnie, ale bez lęku. Jej skóra była jaśniejsza, niż Gerrery, a jej rozpuszczone, brązowe włosy opadały na plecy. Uważny wzrok szybko ocenił Enfys i jej zespół. Enfys od razu ją polubiła.

Saw pchnął ją lekko do przodu. „To jest Jyn.”

„Dlaczego zabrałeś swoją młodą podopieczną na tak niebezpieczną misję.” – zapytała zaciekawiona Enfys.

„Musi się uczyć.” – powtórzył. „Jeśli ma przeżyć…”

„Jest bardzo młoda.” – powiedziała Enfys, po raz kolejny to powtarzając, ciekawa jak Gerrera zareaguje.

Zmarszczył brwi. „Wiele osób traktuje wiek jako tarczę, za którą można się schować, coś co chroni nasze dzieci. I czasem faktycznie tak jest. Aż do momentu, aż pojawia się ktoś, kto nie uszanuje tej tarczy. Wtedy musimy zdecydować, czy chcemy dalej udawać, że tarcza istnieje. Imperium nie obchodzi jej wiek. Dlatego też musi ona poznać zagrożenie, któremu stawiamy czoła.”

„Czyżby?” – Enfys zrobiła krok do przodu. „Podejdź do mnie Jyn.”

Dziewczyna bez strachu zrobiła krok do przodu. Saw puścił ją, czekając cierpliwie. Enfys spojrzała na dziewczynę. Pomimo tego, że pochodziły ze skrajnie różnych światów, Jyn bardzo przypominała jej ją samą siedem lat temu. Młodość była luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić w obliczu obecnego zagrożenia.

Sięgnęła do swojej maski i ją zdjęła uwalniając spod niej kaskadę włosów. Uśmiechnęła się do Jyn, która obserwowała ją niewzruszona. „Myślisz, że twój młody wiek cię ochroni?”

„Nie” – odparła Jyn beznamiętnie.

„Masz rację. Jesteś mądra. Mimo to oni będą cię lekceważyć. Spraw by tego pożałowali.”

Oczy dziewczyny zwęziły się, jakby zagrożenie było tuż tuż.”

„Kto?”

„Wszyscy” – odparła Enfys. „Spraw by pożałowali.”

Jyn skinęła głową.

„Jesteś usatysfakcjonowana” – zapytał Gerrera spiętym głosem.

„Jestem.” Wskazała na koaxium. „Tyle wystarczy? Można z tym zrobić wiele dobrego.”

„Albo wyrządzić wiele szkód” – powiedział co i rusz zerkając w stronę paliwa. „I tego właśnie potrzebujemy.”

„Wolałabym, byś był dokładniejsze w swoich akcjach” – powiedziała. „Będziesz musiał zwracać uwagę na detale, jeśli twoja walka ma przynieść pożądane rezultaty.”

„Myślałem, że kto jak kto, ale ty będziesz wiedzieć doskonale, że sprzymierzeńcy mogą być najróżniejszych kształtów, rozmiarów… i o najróżniejszych sposobach walki.” – odparł. „Mamy wspólnego wroga. Zmierzamy do tego samego cel.”

Westchnęła. „Proszę cię tylko, byś tego nie zmarnował.”

Wykonał gest tak przyjazny i pełen gracji, że wyglądał wręcz komicznie dla kogoś tak surowego i nieprzyjaznego. „Choć, porozmawiajmy.”

Wszedł na pokład, a Enfys zaraz za nim, spokojna, że jej ludzie nie pozwolą statkowi odlecieć, dopóki nie będzie bezpieczna. Minęła Jyn, która obserwowała uważnie ich oboje.

„On też cię nie doceni” – wyszeptała.

Enfys uśmiechnęła się do siebie. Dziewczyna uczyła się szybko. Mimo wszystko mogą być w całkiem dobrych rękach.

A oto ostatni z fragmentów w oryginale:

KSIĄŻKOWY HAN SOLO

Przypomnijmy, że powieść będąca książkową adaptacją Hana Solo (wzbogaconą o liczne dodatkowe sceny) wyszła z pod pióra Mur Lafferty i zadebiutuje już 4 września. Niestety data polskiej wersji książki nie jest jeszcze znana, ale miejmy nadzieję, że nie jest bardzo odległa.

WIĘCEJ O ADAPTACJI HANA SOLO

A tutaj dowiecie się więcej o powieści:

Źródło: odnośnik.