Tytuł: Star Wars Legendy – Mroczne Imperium II: Kres Imperium
Scenariusz: Tom Veitch
Rysunek, kolor, tusz: Cam Kennedy, Jim Baikie
Tłumaczenie: Katarzyna Nowakowska, Zbyszek Grzędowicz

Mroczne Imperium II: Kres Imperium

Mroczne Imperium II: Kres Imperium

O KOMIKSIE

Seria Mroczne Imperium została oryginalnie wydana w USA w 3 tomach: Mroczne Imperium (Dark Empire 1994), Mroczne Imperium II (Dark Empire II 1995) i Kres Imperium (Empire’s End 1995). Dzisiaj zrecenzuję dla Was dwa ostatnie tomy, które zostały niedawno wydane przez Egmont w jednym wydaniu pt. Mroczne Imperium II: Kres Imperium w ramach serii Star Wars Komiks – Legendy. Wcześniej w serii ukazał się też I tom Mrocznego Imperium jako pojedyncze wydanie. Nieco starsi fani mogą kojarzyć tę historię, gdyż była już wydawana w Polsce przez wydawnictwo TM Semic pod koniec lat 90′.

W SKRÓCIE

Historia całej serii opowiada o losach znanych wszystkim z klasycznej Trylogii Star Wars bandy rebelianckich szumowin, którzy po obaleniu reżimu Imperatora założyli Nową Republikę. Jak się jednak okazało, Imperator na wypadek śmierci miał jeszcze plan B – zachomikowane klony, do których mógł przenieść swoją duszę. Obserwujemy więc powrót Palpatine’a do władzy i budowę nowych zabawek, jeszcze bardziej niszczycielskich, niż Gwiazdy Śmierci. W tym czasie Han i Leia, już jakiś czas po ślubie i po narodzinach bliźniąt: Jainy i Jacena Solo, oczekują trzeciego potomka – Anakina. Tego porwać chce Imperator i uczynić z niego potężnego ucznia, a potem nawet posiąść jego ciało. Luke Skywalker też nie próżnuje – po całej galaktyce szuka wiedzy o zakonie Jedi oraz istot wrażliwych na Moc, aby odrodzić Zakon. Przy okazji trafia na… Palpatine’a, który przeciąga go na Ciemną Stronę. Aczkolwiek nie na długo. Jak widać odrodzony Imperator sieje zamęt gdzie może i nie daje za wygraną nawet po pozornych porażkach. Seria jest bogata w akcję, a historia naprawdę potrafi wciągnąć.

"Ah, ah, ah, ah, stayin' alive, stayin' alive"

„Ah, ah, ah, ah, stayin' alive, stayin' alive”

Kiedy powstawało Mroczne Imperium minęło około 10 lat od ostatnich kinowych Gwiezdnych Wojen. Napisano już do tamtego czasu kilka powieści, które rozwijały historię Star Wars. Kiedy czyta się komiks można odnieść wrażenie, że autorzy bardzo chcieli dać czytelnikom odczuć klimat oryginalnych filmów. Dialogi często nawiązują do filmowych wydarzeń i kwestii bohaterów. W filmach niemal każdy pojazd ma swoją nazwę i numer modelu, a postaci widoczne w tle mają swoje imiona (a czasami nawet historie). W komiksie widzimy podobny zabieg.

Widzimy wiele znanych z Trylogii pojazdów, jak chociażby Sokół Millenium, X-Wingi, czy AT-ATy. Są nawet stwory łudząco podobne do rancorów, aczkolwiek w komiksie mają inną nazwę. Imperator poszedł na całość i, w jakiś sposób, wzmocnił wiele elementów Ciemnej Strony Mocy – wspomniane rancoropodobne stwory, szturmowców czy myśliwce. Moim zdaniem jest to dość dziwny zabieg, ale myślę, że autorzy mogli wzorować się na jaskini na Dagobah, która przecież była „przepełniona” Ciemną Stroną.

RYSUNKI

Serię Mroczne Imperium rysowało i kolorowało dwóch rysowników. Pierwsze dwa tomy ilustrował Cam Kennedy, natomiast Kres Imperium Jim Baikie. Kennedy operuje bardzo specyficzną kreską (którą fani komiksu mogą znać też ze zbioru Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada, również wydanego nakładem Legend Egmontu). Moim zdaniem nadał on historii dość mroczny klimat, ale to jak najbardziej pasuje do wydarzeń i pomaga wczuć się w klimat zmagań, z którymi borykali się bohaterowie. Ciemne kolory użytych akwareli wprowadzają niepowtarzalny nastrój. Przyznaję, że czasami trzeba się skupić, żeby rozgryźć co ukazane jest na ilustracji, ale ogólnie pełen detali styl rysowania bardzo mi tutaj pasuje. Świat narysowany przez Kennedy’ego wydaje się być pozbawiony kolorów – barwy użytych farb jakby tylko nadają nastrój, czy dają poznać zmianę miejsca akcji. Nawet wszystkie miecze świetlne mają jedną i tę samą barwę (szaroniebieską).

Boom!

Boom! (Cam Kennedy)

Ostatni tom (mimo, iż napisany przez tego samego scenarzystę) został narysowany przez Jima Baikie, który ma już nieco lżejszą kreskę, można by nawet powiedzieć, że rysunki są bardziej radosne. Próbowano jednak zachować klimat poprzednich tomów przez zastosowanie podobnego stylu kolorowania. Zmiana jest dość widoczna (szczególnie to widać w takich zbiorczych wydaniach, podobnie było w przypadku historii Nomi Sunrider wydanej w ramach Legend Egmontu). Niemniej jednak po chwili, wciągając się w dalszą część opowiadania, zupełnie przestałem o tym myśleć. Różnice są widoczne, ale nie przeszkadzają. Nawet lepiej się ogląda miecze świetlne w różnych kolorach, w odróżnieniu od szarości Kennedy’ego. Nie zdążyłem nawet jakoś szczególnie o tym pomyśleć, gdyż ostatni tom jest, w porównaniu z pozostałymi, dość krótki.

My circuits!

My circuits! (Jim Baikie)

Całość graficznie jest co najmniej poprawna. Styl jest bardzo charakterystyczny i specyficzny, ale pełen miłych dla oka detali. Przyczynia się do tego staranne i bardzo eleganckie wydanie całej serii Legend – na dobrym papierze i z pozłacanym emblematem Star Wars na okładce. Porównując jednak z kolekcjonerskim wydaniem amerykańskim widać, że jest ono nieco lepiej zretuszowane – szczególnie widać to w czerniach, które są naprawdę czarne. W polskiej wersji tego brakuje.

Po lewej - wersja USA, po prawej - wersja polska

Po lewej – wersja USA, po prawej – wersja polska

TŁUMACZENIE

Ponieważ należę do tego pokolenia, które miało okazję czytać pierwsze polskie wydanie tej serii, mogę zauważyć, że nowe tłumaczenie jest lepsze od poprzedniego. A ponieważ jestem szczęśliwym posiadaczem również oryginalnego amerykańskiego wydania, mogłem sprawdzić również zgodność z oryginałem i wypada przyzwoicie. Znalazłem jeden tylko przypadek, który uznałem, że można go było napisać bardziej po polsku, ale poza tym całość czyta się dobrze.

W komiksach często stosuje się pogrubienie tekstu, żeby oddać nacisk położony w wypowiedzi na jakiś wyraz. Podobnie jest i w Mrocznym Imperium. Nie rozumiem jednak, dlaczego tłumacze przenieśli pogrubienia na dokładnie te same wyrazy, na których były w oryginale – w kilku przypadkach nie ma to sensu, bo w wypowiedzi w języku polskim nacisk kładzie się gdzie indziej.

Nieprzetłumaczalne

Nieprzetłumaczalne

PODSUMOWANIE

Mroczne Imperium II: Kres Imperium tak naprawdę nie ma za bardzo sensu sterczeć na półce samo, jeśli obok nie stoi pierwszy tom. Jako całość tworzą fantastyczną podróż do znanego nam świata Star Wars, która na pewno spodoba się tym, którzy czytali książki z tzw. kanonu legend. Czytając czasem warto się zatrzymać i podziwiać detale w rysunkach. Warto dać się wciągnąć w tę pełną zwrotów akcji historię. Uważam, że jest to bogata, warta posiadania pozycja, do której miło będzie czasem powrócić.