Tytuł: Rogue One Adaptation 001
Scenariusz: Jody Houser
Rysunki: Emilio Laiso & Oscar Bazaldua
Historia: Rogue One, part I

Adaptacje starwarsowych filmów, czy to książkowe, czy też komiksowe, to temat w moim mniemaniu bardzo śliski. Cały czas mam w pamięci bardzo słabe, książkowe Przebudzenie Mocy, czy wręcz tragiczny komiks pod tym samym tytułem. Żadna z tych pozycji nie wniosła do historii praktycznie nic nowego. Z reguły nie szafuję tym określeniem, ale obie adaptacje Epizodu 7 były dla nie niczym więcej, jak tylko bezczelnym skokiem na kasę fanów.

Na szczęście książkowy Łotr wyglądał już znacznie lepiej. Samej historii nie rozwinął on może w sposób bardzo znaczący, ale za to niektóre z postaci zostały nakreślone znacznie dokładnej, a do tego sam język także był znacznie zgrabniejszy. Mimo to komiksowej adaptacji tego samego materiału źródłowego ponownie bardzo się obawiałem, bo w końcu ile razy można opowiadać jedną i tę samą historię?

Jody Houser wyzwanie podjęła, a z jej wypowiedzi wnioskować można było, że ma jakiś plan i że jest szansa na komiksową adaptację z prawdziwego zdarzenia. Niestety na buńczucznych zapowiedziach się skończyło, bo Rogue One Adaptation 001 niczym mnie nie zaskoczył, ani nie urzekł.

Moje pierwsze wrażenie było takie, że akcja posuwa się do przodu w tempie ekspresowym. Zupełnie jakby pierwsze pół godziny filmu odbębnione zostało na kilku początkowych stronach. Niestety stało się to kosztem budowy postaci i należytego wprowadzenia, także osoba, która przypadkiem filmu nie oglądała, ma niewielkie szanse na połapanie się w akcji. Dalej wszystko zaczyna się nieco uspokajać, ale wciąż brakuje nowych elementów historii, czy nieco innego punktu widzenia. Autorka całkowicie zrezygnowała też z jakichkolwiek przemyśleń bohaterów, czy innych form narracji ograniczając się li tylko do dialogów.

Małym plusem komiksu jest rozbudowanie historii Pilota, czyli Bodhiego Rooka. Jesteśmy świadkami momentu, w którym Galen przekonuje go do dezercji, a także widzimy jego pierwsze spotkanie z bojownikami Sawa Gerrery. Po raz kolejny mam wrażenie, że to właśnie Bodhi jest postacią, której potencjał został wykorzystany w najmniejszym stopniu, a co za tym idzie, która najbardziej zyskuje dzięki adaptacjom.

Dostajemy też przebłyski z dzieciństwa i młodości Jyn, które mają zapewne rzucić nieco więcej światła na jej relacje z ojcem oraz Sawem. Piszę „mają”, bo są one niestety bardzo chaotyczne i wymuszone, przez co zamierzonego celu, w moich oczach, nie spełniają.

Dlatego też jak na razie komiksowego Łotra oceniam nisko, ale dam jeszcze szansę jego kolejnej części. Jeśli nastąpi poprawa to super, a jeśli nie.. Cóż, i tak je przeczytam, choć już pewnie tylko z dziennikarskiego obowiązku.

A na razie galeria alternatywnych wariantów okładki Rogue One Adaptation 001: