Do premiery Hana Solo pozostały już niecałe dwa miesiące, nic więc dziwnego, że marketingowa machina związana z filmem wchodzi na najwyższe obroty, a my każdego dnia dostajemy ciekawe nowości.

Tym razem oficjalna strona starwars.com udostępniła nam kolejny fragment powieści autorstwa Daniela Joségo Oldera pt. Last Shot. Poza Hanem Solo, będącym jednym z dwóch głównych bohaterów, i jego nieodłącznym partnerem, w poniższym fragmencie spotykamy jeszcze inne znane postacie, a mianowicie Maz Kanatę oraz „żonę” Hana, znaną z komiksów Sanę Starros. Poza tym zagląda też pewien Trandoshanin z wielką wprawą posługujący się karabinem moździerzowym. Brzmi znajomo?

Ale nic więcej już nie zdradzamy, bo lepiej będzie, jeśli sami przeczytacie wspomniany fragment, który my, podobnie jak poprzedni, dla was przetłumaczyliśmy.

Fragment książki Last Shot

„Co to było?” krzyknął Han, a zaraz potem strzał z blastera lecący od strony drzwi przeciął powietrze.

Han był na ziemi nawet zanim zorientował się, że to robi. Nad nim Maz wydawała krótkie polecenia podczas gdy tych niewielu klientów, którzy jeszcze nie uciekli, pospiesznie chowało się pod stołami. Tuż obok przemknęła Sana oddając dwa szybkie strzały w stronę drzwi. Spojrzała na Hana. „Idziesz?”

Kolejny strzał trafił w bar na wysokości głowy Hana. „Idę!” krzyknął wstając i pędząc w stronę tylego wyjścia znajdującego się za plecami Sany. „Kogo tym razem wkurzyłaś?” zapytał, gdy w końcu udało im się wyrwać na zewnątrz wprost w takodańską noc.

„Łowców głów” odpowiedziała Sana. „Tych naprawdę wrednych.”

„A są jacyś inni?”

Ściana obok Hana eksplodowała, a na ich dwójkę posypały się jej odłamki. „To nie był zwykły blaster” stwierdził Han. Okrutna, gadzia twarz wyjrzała zza drzwi. „Wplątałaś nas w porachunki z Trandoshanami?”

„Przecież mówiłam, że chodzi o tych naprawdę wrednych łowców” powiedziała Sana.

Stwór podniósł swój karabin moździerzowy, jednak zaraz potem przydzwoniło mu coś wielkiego. Frapsen. Wszystkie sześć ramion Frompratha oplotło łowcę nagród, a następnie zaczęli się chaotycznie szamotać nie szczędząc sobie przekleństw i wrzasków. Zaraz potem z Zamku Maz wypadły trzy kolejne postaci uzbrojone w blastery.

„Jazda!” krzyknęła Sana. „Teraz!”

Pobiegli cichą, boczną uliczką, następnie ostro skręcili w lewo, przecięli niewielki plac prowadzący do doków. Cały świat nabrał ostrości, jak tylko wypaliły blastery, a godziny, które to poprzedzały wydawały się teraz boleśnie mgliste.

„Sokół gotowy?” zapytała Sana.

„Zawsze, siostro. Zawsze.”

„A ty?”

„Z reguły, siostro. Z reguły.”

Minęli gungański frachtowiec, dwie korwety i bardzo kiepsko zaparkowany prom, by w końcu wbiec po trafie na pokład Sokoła.

„Chewie!” krzyknął Han przechodząc nad jakimiś starymi łachami i małą kupką… Co to właściwie było? Butelki czegoś, które teraz turlały się w stronę kokpitu. „Chewie, gdzie jesteś? Musimy…”

Silniki ożyły kiedy Han opadł na fotel obok swego włochatego drugiego pilota. „Aaa. jesteś” wymamrotał włączając komputer nawigacyjny i przygotowując hipernapęd. „Czemu zajęło ci to tak długo?”

Chewie odburknął poirytowany, a potem pokazując coś zaskowyczał. Łowcy nagród wpadli na lądowisko i zaraz na Sokoła i okoliczne statki posypały się strzały z blasterów.

„Sana!” krzyknął Han przez ramię. „Będziesz musiała zając stanowisko…”

Sokół odpowiedział ogniem rozpraszając łowców nagród.

„… strzelca.” dokończył Han. „Cieszę się, że wszyscy czują się jak w domu.” Pociągnął akcelerator i przez chwilę napawał się rykiem silników. Czekała na nich przestrzeń kosmiczna, ten niemożliwy bezkres, pusty jak jego serce, gdzie mógł być całkowicie wolny.

Oczywiście pod warunkiem, że nie rozwalą ich, zanim tam dotrą.

Kolejne strzały wstrząsnęły Sokołem kiedy wznosił się, by następnie wystrzelić w niebo ponad starożytnymi wieżami Zamku Maz oraz światłami tańczącymi na tafli jeziora Nymeve.

„Co ty do cholery ukradłaś, Sana?” zażądał odpowiedzi Han, kiedy Sokół opuszczał atmosferę Takodany.

W komunikatorze dało się słyszeć chichot. „Ano właśnie…”

Chewie zawarczał ostrzegawczo wskazując trzy punkty na radarze.

„Ta, jeden z nich był Trandoshaninem” powiedział Han. „Czemu pytasz?”

Chewie prychnął i wcisnął przycisk.

„Dlaczego zwalniamy?” zapytała Sana przez komunikator.

„Dobre pytanie, Chewie” odparował Han. „Dlaczego zwalniamy?”

Sokół znów zatrząsł się kiedy zbliżające się statki otworzyły ogień.

„Chewie!” wrzasnął Han.

Wookiee uderzył obiema pięściami w panel kontrolny i wydał z siebie przeciągły ryk.

„Nie, nie możemy zawrócić” odparł Han. „Mam gdzieś, co Trandoshanie zrobili Wookieem. No dobra, spokojnie, spokojnie! Miałem na myśli, że oczywiście nie mam gdzieś tego, co zrobili, ale teraz nie możemy się tym zająć. Mamy ładunek do dostarczenia i zapłatę do odebrania. Poza tym nie mamy dostatecznie dużej siły ognia, by iść z nimi na wymianę ciosów. Rozumiesz?”

Chewie zawarczał, ale Sokół powrócił na poprzedni kurs.

„Obiecuję, że przy następnej okazji dobierzemy się tym gadzim dziwadłom do skóry, dobra?”

Chewie zaskowyczał.

„Poza tym” powiedziała Sana przez komunikator, „spójrz ma te dwa statki, które mu towarzyszą.”

„TIE Fightery?” krzyknął Han z niedowierzaniem. „Chewie, skaczemy! Mam już tego dość…”. Sokół się zatrząsł, a kokpit rozbłysnął sygnalizując kilka alarmów jednocześnie. „Chewie, wynosimy się stąd!”

Chewie zaryczał okładając panel kontrolny. Gwiazdy rozciągnęły się w długie linie, a Han odetchnął po raz pierwszy od dłuższego czasu.

Chewbacca wymamrotał coś pod nosem, a Han potrząsnął głową. „Nie żartowałeś.” Następnie uruchomił komunikator. „Sana!”

„Nie musisz krzyczeć” powiedziała Sana zaglądając do kabiny. „Przecież tu jestem.”

Han i Chewie odwrócili się w jej stronę. „Masz się z czego tłumaczyć.”

Last Shot

Powieś Last Shot, która opowiadać będzie o przygodach Hana Solo i Lando Calrissiana w trzech różnych okresach ich życia zadebiutuje za oceanem już 17 kwietnia. A my, już kilka dni później podzielimy się z wami wrażeniami z tej lektury i oraz zdradzimy jej najważniejsze wydarzenia.

Źródło: odnośnik.