Tytuł: Rogue One Adaptation 002
Scenariusz: Jody Houser
Rysunki: Emilio Laiso & Oscar Bazaldua
Historia: Rogue One, part II

/Poniższa recenzja zawiera SPOILERY/

Jeśli śledzicie starwarsowe komiksy na bieżąco, zapewne z równą jak ja ciekawością czekaliście na drugą część komiksowej adaptacji Rogue One. Premierowy zeszyt, mówiąc delikatnie, nie zachwycił, ale miałem nadzieję, że tak, jak z adaptacji książkowej udało się zrobić pozycję bardzo ciekawą, tak i z historii obrazkowej uda się coś jeszcze wycisnąć.

Niestety wraz z drugą częścią dochodzę do wniosku, że nadzieje te były płonne, a trud włożony w przeczytanie Rogue One Adaptation 002 próżny. Komiks wzbogacił znaną z filmu historię w stopniu jeszcze mniejszym, niż miało to miejsce w zeszycie pierwszym. Znów mamy, co prawda krótki rzut oka na przeszłość Bodhiego oraz na dzieciństwo i młodość Jyn pod okiem Sawa, ale prawda jest taka, że w całym komiksie cokolwiek wart był dla mnie jeden tylko panel. Nie strona nawet, a panel właśnie, z którego dowiadujemy się, że Jyn i Leia spotkały się już kiedyś na krótką chwilę.

Zresztą sama scena miała ogromny potencjał. Nie wiem jak Wy, ale ja chętnie dowiedział bym się, co poróżniło onderońskiego partyzanta z wierchuszką Sojuszu. Niestety dostaliśmy dokładnie tyle, ile widać, czyli intrygujące, ale zaledwie chwilowe tło, do znanej doskonale historii i monologu. Pozostaje mieć nadzieję, że do sytuacji tej jeszcze kiedyś wrócimy, na przykład przy okazji 4. sezonu Rebeliantów.

Kilka słów należy się też moim zdaniem rysunkom. Na pewno nie są one złe. Co więcej, uważam, że kreska ta do komiksowych Gwiezdnych Wojen pasuje bardzo dobrze. Nie ma też problemów z rozpoznaniem poszczególnych postaci, nawet jeśli zostałyby one wyrwane z kontekstu, a to zawsze też cenna rzecz. Niestety jest też jedno „ale”. Otóż duet rysowników nie do końca radzi sobie ze scenami akcji. Ja rozumiem, że nie było na nie wiele miejsca, a medium komiksowe samo z siebie także wymusza pewne uproszczenia, tym niemniej mając w głowie to, jak pewne sceny wyglądały w filmie, a jak przedstawione zostały w komiksie, nie sposób nie usłyszeć głośnego zgrzytu.

Mając to wszystko na uwadze, przyjdzie mi poważnie zrewidować moje oczekiwania co do tej serii. Nastawiałem się, że faktycznie pojawi się tutaj coś nowego, ale przyjdzie się zadowolić niewielkimi smaczkami. Mam nadzieję, że chociaż tych nie zabraknie, a z czasem zostaną one rozwinięte w innych mediach.

Tym niemniej zapraszam do lektury recenzji poprzedniego numeru:

A oto kilka wariantów okładek: