Tytuł: Kanan 009
Scenariusz: Greg Weisman
Rysunki: Pepe Larraz
Historia: First Blood, Part III

RECENZJA KOMIKSU - Kanan 009

Okładka komiksu Kanan 009

Wraz z dziewiątym numerem Kanana otrzymujemy trzecią część drugiej opowieści – First Blood. W niej to poznajemy historię relacji Caleba z jego Mistrzynią Depą Billabą oraz z jego sklonowanymi towarzyszami broni. Oto bowiem Caleb, już w roli padawana, wyrusza u boku swej Chalaktańskiej Mistrzyni na pierwszą misję bojową. I faktem tym jest zachwycony!

Nie dość, że szybko znalazł wspólny język z klonami, to szybko dostał okazję do przetestowania swych zdolności bojowych. Niestety szybko okazało się, że młodzieńcza brawura i przekonanie o swych niezwykłych umiejętnościach, okazują się bardzo złym doradcą na polu bitwy. I cała przygoda skończyłaby się dla młodego padawana tragicznie, gdyby nie przyjaźnie wykute w ogniu walki.

Koniec końców, misja Deby Billaby i Caleba Dume’a zakończyła się sukcesem, jednak ich następna misja zapowiada się znacznie trudniejsza i śmiertelnie niebezpieczna, gdyż parol na Mistrzynię Billabę zagiął sam Generał Grievious.

No i tak mniej więcej przedstawia się fabuła dziewiątego numeru, która prezentowana jest ponownie w formie retrospekcji poważnie rannego Kanana. Niestety w komiksowej „teraźniejszości” nie wydarzyło się praktycznie nic. I to jak dla mnie jest najsłabszą częścią serii od kilku numerów, bo i ile Kananowi należało się przedstawienie jego origin strory, tak kontynuowanie historii młodego Caleba uważam za niepotrzebne, bo ani to nie wnosi nic nowego, ani też nie wczesna inkarnacja Kanana nie jest postacią na tyle interesującą, by pociągnąć cały komiks. Zresztą widać, że nie tylko ja tak uważam, bo jak się okazało, seria Kanan zakończy się po dwunastym numerze, czyli zapewne po zakończeniu historii „First Blood”.

Ocena jest więc dość niska, a i tak najbardziej zawyżają ją świetne rysunki (jak dla mnie chyba najlepsze spośród wszystkich starwarsowych serii komiksowych).

5/10