Wpisy blogowe, poza luźnymi i nie zawsze ściśle związanymi z tematyką portalu, przemyśleniami redaktora naczelnego, są też swoistym kalendarzem, w którym odliczam dni do premiery najbliższego filmu spod znaku Star Wars. Do Rogue One zostało zatem… 120 dni.

Prawie dwa tygodnie minęły odkąd pod raz ostatni bawiłem się w blogera, ale niestety natłok obowiązków i chęć dostarczania codziennej dawki Mocy pod strzechy, oraz zawirowania natury osobistej sprawiły, że czasu brakowało i nadal brakuje praktycznie na wszystko!

Na szczęście zdarzył się długi weekend, a ja zrobiłem sobie jakże potrzebne wolne praktycznie od wszystkiego i poświęciłem się temu, co tak bardzo lubię, a tak rzadko mam okazję robić. Mowa tutaj oczywiście o graniu w Star Wars CCG.

Na szczęście jest jeszcze kilku podobnych mnie zapaleńców, którzy pomimo tego, że posiadają dzieci, rodziny i inne atrybuty dorosłego człowieka, byli wstanie przyjechać do Krakowa (z miejsc tak odległych, jak Wrocław, czy nawet Gdańsk!) na tenże długi weekend, by grać w karty praktycznie od świtu do zmierzchu.

Oczywiście była też odrobina alkoholu, grillowanie, wygrzewanie się na słoneczku i w ogóle, ale przede wszystkim było granie i sny o potędze vel planowanie wyjazdu na Mistrzostwa Europy. Działo się zatem dużo i dobrze, a ja stwierdzam, że weekend taki był mi bardzo potrzebny.

Ale weekend się skończył, a ja znów rzucić musiałem się w wir pracy i innych obowiązków. A o ich ilości najlepiej niech świadczy fakt, że o weekendzie piszę dopiero w środę.