Tytuł: The Mystery of Chopper Base

Najnowszy odcinek Rebelsów postawiony był w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony poprzedzających go kilka odcinków stało na naprawdę wysokim poziomie, z drugiej, do końca sezony pozostały już tylko dwa ostatnie odcinki, które zapowiadają się naprawdę wyśmienicie. Poprzeczka zawieszona była zatem naprawdę wysoko.

A jak poradził sobie z nią najnowszy odcinek? Raczej słabo niestety, bo choć miał on niezłe momenty, to jednak całościowo był niczym więcej, jak miałkim zapychaczem.

Ok, Rebeliantom należała się już od dłuższego czasu odrobina wytchnienia, a organizacja bazy na nowej planecie (którą po długich poszukiwaniach, w poprzednim odcinku namierzył w końcu Chopper wraz ze swym nowym przyjacielem), była do tego idealnym pretekstem. Problem odcinka polegał w scenach akcji i całej fabularnej otoczce, która do nich doprowadziło.

Okazało się bowiem (cóż za niespodzianka), że odnaleziona planeta nie jest jednak tak idealna, jak by się wydawało, a tubylcza fauna potrafi być bardzo „zadziorna”. I tutaj jest jeden ciekawy smaczek – otóż owi tubylcy bardzo mocno bazowały na oryginalnych szkicach legendarnego Ralpha McQuarriego, choć w jego wizji były to istoty bytujące na Dagobah. Ale były i potrafiły sporo bruździć.

Przez moment obawiałem się, że sytuacja rozwiąże się tutaj w sposób analogiczny do odcinka The Call, ale aż tak źle, nie było, choć dobrze też nie, bo zwierzaki jakiekolwiek zagrożenie stanowiły li tylko dlatego, że dwójka Jedi (no niech będzie jeden Jedi i jeden padawan), mandaloriańska najemniczka, czy klot stworzony tylko po to by walczyć i będący zasłużonym weteranem Wojen Klonów, nie są w stanie celnie strzelać.

Ale jak wspominałem są też pozytywne momenty serialu. Najjaśniejszym z nich jest trening Ezry z Kananem (ciekawostką są miecze świetle w trybie treningowym). Bardzo sympatyczna i klimatyczna jest scena relaksu Zeba i Ezry, aczkolwiek dla mnie najciekawszą i zaskakującą było swoiste pożegnanie Hery z Kananem – przez cały sezon ich ewentualny watek miłosny omijany był bardzo szerokim łukiem, a tutaj… Wciąż go nie rozwinięto w żaden sposób, ale przynajmniej dano sygnał, że może on w ogóle zaistnieć.

Patrząc na te trzy sceny dochodzę do wniosku, że scenarzyści popełnili błąd wpychając akcję na siłę do odcinka, bo nieco wolniejsze tempo, kameralny charakter i rozwijanie relacji między postaciami zaowocować mogło naprawdę świetnym odcinkiem i doskonale spełnić rolę ciszy przed burzą.

A tak, to dostaliśmy słaby raczej odcinek z fajnymi przebłyskami, który zasłużył na ocenę 5/10.

A oto recenzje poprzednich odcinków:
S02E19
S02E18
S02E17
S02E16
S02E15
S02E14
S02E13
S02E12