…i po Świętach.

No w sumie nic w tym dziwnego, taka już natura Świąt, że kończą się szybciej, niż Kessel Run Sokoła. Ale jak normalnie w drugim dniu mam już świątecznego gnuśnienia serdecznie dość i finisz lenistwa przeplatanego z obżarstwem witam niemal z radością, tak tym razem owego świątecznego przesytu zupełnie nie odczuwam.

I bynajmniej nie dlatego, że po Świętach czeka mnie powrót do pracy. O nie, co to, to nie, bowiem stało się to już tradycją, że od Bożego Narodzenia biorę sobie urlop co najmniej do swych urodzin. Nie ma może tego przesadnie długo, bo nieco ponad dwa tygodnie, ale dla mnie to i tak sporo.

No ale jak już mówiłem, w tym roku Święta mogłyby jeszcze potrwać. Może dlatego, że tegoroczne były bardziej urozmaicone niż zwykle i nie miałem czasu na nudę, a może dlatego, że poza fajnymi prezentami, przyniosły one także wiele innych, pozytywnych przeżyć i emocji. Także tym razem Święta, jak mało kiedy, były faktycznie wesołe 🙂