Ktoś wynajął ośmiu śmiałków, by zabili Dartha Vadera. Wszyscy zginęli. Teraz zadania podejmuje się dziewiąty zamachowiec, groźniejszy niż wszyscy wcześniejsi razem wzięci. W tym samym czasie pojawia się inne zagrożenie dla nowo powstałego Imperium Galaktycznego. Vader musi dotrzeć do jego źródła, gdzie napotka wyznawców prastarego, upiornego kultu.

Tytuł: Darth Vader i dziewiąty zamachowiec
Scenariusz: Tim Siedell
Rysunki: Stephen Thompson i Iván Fernández
Kolory: Michael Atiyeh
Okładka: Ariel Olivetti
Tłumacz: Jacek Drewnowski

Komiks składa się z pięciu zeszytów wydanych przez Dark Horse Comics w 2013 roku. Pierwszy zeszyt pojawił się w kwietniu, a zbiorcze wydanie w listopadzie. Historia napisana przez Tima Siedella to jednocześnie jego debiut w uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Do dziewięciu razy sztuka

Ośmiu zamachowców, najbardziej zabójczych reprezentantów swojego fachu, zawiodło i przypłaciło życiem swoją próbę zabicia mrocznego lorda sithów Dartha Vadera. Zrozpaczony stratą syna ojciec, jednocześnie żądny zemsty bogaty właściciel kopalni, dociera do miejsca, o którym słyszeli tylko nieliczni, a jeszcze mniej przeżyło odwiedziny na tyle długo by o nim powiedzieć i błaga, niezależnie od kosztów, o usunięcie z kosmicznego równania zakutego w czarny pancerz potwora. Tym rozpoczyna się jeden z najlepszych komiksów z serii Legendy, który dane było mi przeczytać.

Niedolą Sithów jest ciągła próba. Takiej samej po raz kolejny podołać musi Darth Vader. Zamach na Imperatora nie może ujść płazem, a każdy, kto przyłożył do niego rękę, straci ją, jak i resztę swojego ciała. Tajemniczy kult węża wyczekuje przybycia mrocznego lorda od bardzo dawna i wierzy, że to on uwolni chaos w galaktyce oraz obali wszelkie formy władzy, zasad oraz porządku. Wraz z dwójką pechowych gwardzistów Vader przedziera się przez gęstą dżunglę, stawia wyzwanie potężnym stworom kryjącym się w gęstwinie, a tuż za nim podąża zamachowiec, który wyczekuje swojej okazji. Kiedy wreszcie Sith odkrywa społeczność kultystów ukrytą w piramidzie, a także przepowiednię swojego przybycia, poddaje się jej woli. Chaos, ale zgotowany naiwnym, którzy śmieli zrzucić jarzmo Imperatora i Imperium.

Historia ma swój początek, rozkręcającą się fabułę i przewidywalny, niemniej dobry koniec. Wciąga, nie ma niepotrzebnego wydłużania, a wręcz zdziwiło mnie, jak szybko dotarłem do ostatniej strony. To mi się w omawianym komiksie podoba. Nie stara się on wprowadzać czegoś na siłę, a korzysta z już znanego i lubianego przez czytelników schematu, czyli Vader zostaje wystawiony na próbę przez swojego mistrza, ale wychodzi z niej cało, umacnia lojalność Imperatora, a wrogowie giną w nieprzyjemny sposób. Czego tu nie lubić? Wystarczy dołożyć do tego tajemniczy kult dysponujący potężną bronią, rozbite gwiezdne krążowniki oraz zamaskowanego zabójcę, który w przeciwieństwie do swoich poprzedników traktuje mrocznego lorda z odpowiednią dozą szacunku i strachu.

Uczta wizualna

Stephen Thompson oraz Iván Fernández postarali się, aby lektura Darth Vader i dziewiąty zamachowiec należała do przyjemnych dla oka. Nie widzę niczego, co można by zarzucić rysunkom, które to stoją na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie bohaterowie komiksu skupiają uwagę. Zarówno tytułowy mroczny lord, jak i czyhający na niego zabójca prezentują się znakomicie, kreska i barwy ich kombinezonów — tutaj swoje umiejętności pokazał Michael Atiyeh, a także maski grające dobrze z blaskiem miecza świetlnego, płomieniami czy częstymi wybuchami. Rysunki naścienne z Vaderem z chęcią powiesiłbym sobie na ścianie, tak były dobre. Jedyne co nie podobało mi się od strony wizualnej to przedstawienie kultystów, do których wydaje mi się, że autorzy przyłożyli mniejszą uwagę.

Warto czy nie warto?

Definitywnie warto. Komiksy z serii o Darth Vaderze zazwyczaj stoją na wysokim poziomie i podobnie ma się sprawa z omawianym w tej recenzji. Równie ciekawy co Widmowe więzienie, a wciągający jak Zaginiony oddział. Wątek tajemniczego zamachowcy i jego jaszczurowatego przyjaciela zasługuje na swój własny komiks, a więc dla niego samego warto sięgnąć po Dziewiątego zamachowca.

Okładki pojedynczych numerów

Komiks nabyć można tutaj > egmont.pl/Darth-Vader-i-dziewiaty-zamachowiec

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza bez którego ta recenzja nie byłaby możliwa.