Pamiętacie stare symulatory X-Winga? Każdy miał zapewne taki epizod w swoim życiu, gdzie wywijał beczki gwiezdnym myśliwcem, manewrował pośród pola asteroid i w drobny mak rozwalał imperialne statki. Jak informuje niezależna grupa deweloperów Double Damage – była szansa na współczesną wersję gry, wykorzystującą doświadczenie starych, a zbudowana na nowej technologii. Jeszcze zanim powstał Star Wars Battlefront II, zespół od symulatora umówiła się na spotkanie z Electronic Arts, gigantem z pełnymi prawami do kreowania uniwersum Gwiezdnych Wojen w rozrywce elektronicznej, gdzie zaprezentowano fragment rozwijanego X-Winga. Dlaczego nie trafił on ostatecznie w ręce nas, graczy?

Copy, Gold Leader!

Swój projekt deweloperzy z Double Damage oparli na formule znanej już ze starych odsłon X-Winga, gdzie rdzeniem miała być kampania dla pojedynczego gracza, w której do dyspozycji mielibyśmy kilka rebelianckich statków takich jak już tytułowy myśliwiec czy Sokół Millennium, a sama gra dostosowana byłaby do współczesnych standardów graficznych i gameplayowych, jak sterowanie padem. Efekty pracy zespołu wyglądają znakomicie i choć Star Wars Battlefront II dostarczył nam dobry moduł potyczek „Starfighter Assault” w kosmosie to jednak dedykowany temu tytuł byłby czymś mile widzianym. Przekonajcie się sami i obejrzyjcie poniższy filmik:

Jak potoczyło się spotkanie małego zespołu z rozrywkowym gigantem? Travis Baldree, szef Double Damage, podsumowuje je w kilku szczerych słowach.

Szanse były iluzoryczne, nasze nadzieje na to, że projekt zostanie poważnie rozpatrzony były bliskie zeru… Zrobiliśmy to raczej dla własnej satysfakcji, a nie z nadzieją otrzymania zielonego światła na realizację projektu. EA bardzo łaskawie nas wysłuchało, ale do niczego dalej nie doszło, a my ruszyliśmy naprzód. 

Szkoda, bo unowocześniony X-Wing, nawet z możliwymi mikro transakcjami na skórki myśliwca, byłby czymś wartym zagrania.

 

Źródło: odnośnik.