Udało mi się przeczytać już książkę The Last Jedi, a Wam? ;) Niestety nie chodzi tutaj o książkę będącą adaptacją najnowszej części sagi, ale pozycję ze starego kanonu, napisaną przez Michaela Reavesa i Maye Kaatheryn Bohnhoff. Została wydana już tak dawno temu, że daruję sobie unikanie spoilerów i zdradzę Wam co nieco o tej pozycji.

Książka opowiada o przygodach Jaxa Pavana, prawdopodobnie ostatniego Jedi (nie ma pojęcia o Mistrzu Yodzie i Obi Wanie), który jako członek ruchu oporu stawia czoło Imperium, egzekutorom, a nawet samemu Darth Vaderowi.

Książka ta ma swoje minusy. Problem jest taki, że czasami ciężko jest przebrnąć przez kolejne strony. Dzieje się tak moim zdaniem przez zbyteczne opisy, które nijak nie pasują do przedstawianej czytelnikowi sceny. Na całe szczęście nie jest to nagminne i w żaden sposób nie wpływa na całościowy odbiór książki, a jedynie jej fragmenty.

Akcja książki rozgrywa się pomiędzy Zemstą Sithów, a Nową Nadzieją, kiedy to pojedyncze komórki Rebelii próbują obalić Imperium. Jako główna została przedstawiona komórka Whiplash działająca w stolicy całej galaktyki – Coruscant.

Jax to jedyny przedstawiciele Jedi w tej książce. W końcu tytułu „ostatni nie nadają za piękne oczy. W książce pojawiają się również użytkownicy ciemnej strony w postaci Vadera i inkwizytorów. Ale swoje pięć minut mają również wiedźmy z Dathomiry.

Wróćmy do samej opowieści. Cała akcja dzieje się ze zmienną dynamiką – raz jest rozciągana opisami, a raz pędzi przed siebie. Istna sinusoida! Tak samo przeskoki miejsca akcji bywają irytujące i czasami bardzo nieintuicyjnie wplecione w opowiadanie. Zaś same opisy wyglądają niekiedy, jak rozwlekane na siłę i kwieciste ponad miarę.

Aczkolwiek dzięki spowolnieniu akcji dowiadujemy się nieco więcej o medytacji Jedi oraz rozumieniu Mocy przez jej użytkownika. Jax często medytuje, aby ukoić swoje nerwy zarówno po dwukrotnym starciu z Vaderem, w którym stracił członków swojej załogi, jak i późniejszym poszukiwaniu porwanego przywódcy Whiplasha.

Czego nie mogło zabraknąć w przygodach młodego adepta? Dramy. Bierze on przykład z innych użytkowników Mocy, lubujących się w emo zachowaniu (Anakina i Kylo) i odwala własną dramę. Czyni to jednak po stracie bardzo ważnej przyjaciółki, która była Szarym Paladynem (o nich więcej przy innej okazji).

Czego spodziewać się po książce?

Sporo akcji, nie tylko walki, ale również spokojnych planowań akcji, pościgów, medytacji i nauki nowych zdolności w Mocy. Dla fanów droidów też się coś tutaj znajdzie. „Piątka”, członek Whiplasha i towarzysz Jaxa swoim charakterem zaskarbi sobie nie jedno serce.

Mamy tutaj też do czynienia z odwieczną walką pomiędzy dobrem i złem. Jax kuszony przez ciemną stronę musi znaleźć w sobie siłę, żeby przeciwstawić się tej prostszej drodze do osiągnięcia własnego celu. Spoiler: udaje mu się to.

Po drodze zgłębia wiedzę zawartą w holokronie przez jednego z lordów Sithów. Niezwykłe zachowanie jak na Jedi, prawda? Szczególnie jeżeli uczy się tutaj manipulacją czasem. W niektórych przypadkach, najwyraźniej, cel uświęca środki.

Co prawda cała historia kończy się w sposób, jakiego nie przewidziałem, jednak nie jest to w żadnym wypadku zaskoczenie miłe. Zupełnie nie tak powinna kończyć się ta historia według mnie.

 

Podsumowując

Książka nie jest wybitna, nawet się do tego nie zbliża. Sama historia ma swój potencjał, niestety został on zaprzepaszczony i spłycony. Elementy, które wręcz proszą się o lepsze opisanie, ale są pomijane. Natomiast te, które nie są specjalnie istotne, wydłużono niesamowicie.

Czy przeczytałbym ponownie tę książkę?

Za to bardzo idealnie dopełnia kolekcję książek na półce!