Jak wspominałem na FB, dziś korzystając z kolejnego dnia pięknej pogody, udaliśmy się na wycieczkę. Eskapada byłą jednak znacznie dłuższa niż, zwykle, bo w jakieś prawie góry pojechaliśmy. Normalnie tego nie robię, bo piesze wycieczki nie są moją mocną stroną, a i daleko na liście ulubionych aktywności się znajdują, ale psy wymagały gruntownego wybiegania, więc nie było innej możliwości.
Niestety trzeba było przed wyjazdem zerknąć na prognozy pogody, bo te ponoć zapowiadały załamanie pogody i co najmniej ulewne deszcze. Takie się i zdarzyły, akurat gdy byliśmy jakoś tak w pół drogi. Dlatego z powrotem do samochodu dotarliśmy przemoczeni do imentu (o stanie psów lepiej nie wspominać), w perspektywie mając jeszcze powrót zawsze uroczą pod koniec długie weekendu, Zakopianką.
Zresztą w ostatnich dnia nie był to mój jedyny przypadek dokumentnego przemoczenia, bo w tygodniu ulewa dopadła mnie też wracając z pracy na rowerze, a choć zdarzało mi się jeździć już w najróżniejszych warunkach atmosferycznych, tak grad mnie dotąd omijał. Ale jak widać jest pierwszy raz na wszystko.
No ale dziś jestem już w domu, suchy i względnie zagrzany, więc wszystko jest już dobrze 🙂