„Kim chcesz być jak dorośniesz?” – to pytanie będąc dzieckiem każdy z nas słyszał pewnie dziesiątki razy. Ciekawe tylko, czy ktokolwiek z dorosłych przed jego zadaniem zastanowił się choć przez chwilę nad jego sensownością. Bo w końcu co może dziecko wiedzieć o pracy? Przecież jego beztroska wynika po części z tego, że o pracy ani wiedzieć, ani myśleć nie musi wcale. A tutaj BACH! Kim chcesz być jak dorośniesz? – i od razu stres, bo a to dorastanie, a to praca, no i jakąś odpowiedź naprędce trzeba wymyślać. Zatem co robi 99% dzieci? Mówi, że chce zostać tym, kim jedno z jego rodziców, nie mając często bladego pojęcia o tym, czym owy rodzic się zajmuje.

Ja miałem podobnie, więc moją pierwszą wymarzoną pracą było bycie inżynierem, choć nie miałem pojęcia, czym taki inżynier się zajmuje, ani jakiego typu inżynierem był mój tata. Potem poszedłem do szkoły, spędziłem w niej lat kilka i zacząłem grać w koszykówkę (to również wpływ rodziców) i już wiedziałem kim chcę zostać, jak dorosnę – koszykarzem, ale nie jakimś zwyczajnym wyrobnikiem, a pierwszym Polakiem, który zagra na parkietach NBA. Ale jak łatwo sprawdzić nie nazywam się Cezary Trybański, więc najwyraźniej nie udało mi się tego planu zrealizować.

Pochodziłem więc do szkoły jeszcze kilka lat, następnie do liceum, a gdy je kończyłem, należało już pomyśleć o jakiejś konkretnej karierze. Ale ja dalej nie za bardzo wiedziałem co chcę robić. Stwierdziłem więc, że zostanę geodetą, bo wszyscy moi najlepsi kumple właśnie taki kierunek planowali obrać. Coś jednak poszło nie tak, więc poszedłem na Zarządzanie (bo w końcu w tamtych czasach „wszyscy” na to szli).

Studia dały mi niewiele, ale w jednym mi pomogły, a mianowicie pozwoliły choć w przybliżeniu określić kierunek rozwoju mej kariery. Co więcej, ubzdurałem sobie, że chcę być copywriterem, choć pojęcie o tym, czym się takowy copywriter zajmuje miałem bardzo mgliste. Jak można się więc domyślić, i tego planu nie spełniłem, ale niebawem okazało się, że jestem na właściwym tropie, bo przekonałem się, że pisanie sprawia mi niemałą frajdę.

Na tym etapie co prawda jeszcze w tym kierunku się nie udałem, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiła się myśl, że w sumie fajnie byłoby być dziennikarzem (a raczej felietonistą – jak się z czasem okazało). Koniec końców etatowo zajmuję się czymś zupełnie innym, ale pisanie też cały czas jak widać jest obecne, a teraz zaczynam pisać także dla nieco szerszej grupy odbiorców, bo oto właśnie zaczynam zbierać materiały do kolejnego artykułu dotyczącego Star Wars dla portalu Interia.pl. Mój poprzedni tekst przeczytało (a przynajmniej otwarło) ponad 25 tys. osób, zatem choć przez moment poczuć się jak dziennikarz mogłem 🙂

A jeśli ciekawi Was o czym artykuł będzie, to zapraszam na FB bloga, gdzie uchyliłem już rąbka tajemnicy >>

Ale jak dorosnę, to tak chce zostać Jedi 🙂