Część 4: Upadły Jedi

Kiedy tylko zobaczyłem tytuł nowego odcinka, spodziewałem się, że będzie on naprawdę udany i bardzo, ale to bardzo cieszę się, że się nie zawiodłem. Upadły Jedi okazał się bowiem najlepszym z dotychczasowych epizodów, który poza świetnymi ujęciami, mnóstwem akcji i znaczącym, fabularnym krokiem naprzód, potrafił także zaskoczyć.

Upadły czy upadli?

A wracając do tytułu, to bardzo podoba mi się, jak wieloznaczny jest on w oryginale. W końcu Fallen Jedi, to zarówno upadły, jak i upadli Jedi, a liczba mnoga może jak najbardziej być na miejscu. Wszak w odcinku dopatrzyć możemy się, w zależności on interpretacji i dobrej woli, nawet pięciorga „upadłych Jedi”. Piękne jest też to, że choć może nie wszyscy dostają tyle samo czasu ekranowego i nie wszyscy budzą takie same emocje, to trudno wskazać mi jednego „Jedi” i powiedzieć: To na pewno do niego/niej odnosi się tytuł odcinka! Nawet jeśli w pierwszej chwili do głowy przychodzi jedno imię…

Baylan

Świętej pamięci Ray Stevenson znów dał popis, a Baylan Skoll nie bez kozery jest ulubieńcem fanów. I choć to nie on jest w centrum fabuły, to właśnie sceny z jego udziałem należą do najbardziej zapadających w pamięć. Zachwyca też fakt, że wciąż nie sposób jest rozgryźć byłego Jedi, bo to, że nie jest to typowy jednowymiarowy złol jest oczywiste. Jest on groźny, skuteczny, wyrachowany, ale też na swój sposób honorowy… I właśnie pisząc te słowa mnie olśniło! Baylan jest dokładnie taki, jaki powinien być Thrawn, jeśli byłby wierny nowokanonicznym książkom! I to zapewne dlatego go tak lubię.

Aczkolwiek tym razem dał też niezły pokaz wywijania mieczem świetlnym. A fakt, że niektóre jego ciosy były jak żywcem wyjęte z Ocalałego, nawet mimo tego, że pochodziły z najmniej lubianej przeze mnie postawy, jeszcze tylko zwiększył moją ekscytację i zachwyt nad tym odcinkiem.

Once a rebel…

No ale nie samym Baylanem Ashoka stoi, bo tym razem na imprezę dotarła też załoga Ducha, która w końcu zaczęła zachowywać się zgodnie z tym, do czego przyzwyczaiła nas przez cztery sezony Rebeliantów. Hera to znów kobieta czynu, którą napędza poczucie odpowiedzialności za swoich przyjaciół (i która wedle najlepszych, starwarsowych tradycji, na potencjalnie bardzo niebezpieczną misję zabiera swoje dziecko/podopiecznego). A Sabine… Ach Sabine, Sabine, jak dla mnie, to właśnie chyba ona była w odcinku postacią najważniejszą, a jej zachowanie i decyzje, dla niektórych może zaskakujące, dla mnie idealnie do niej pasują. Cieszę się też, że pojawił się temat pozaekranowej historii młodej Mandalorianki, co daje nadzieję, że wcześniej czy później, dowiemy się, co tak naprawdę zaszło między Sabine a Ahsoką.

Małe rzeczy

A skoro już o tej parze mowa, to bardzo spodobało mi się też kilka drobiazgów, które same w sobie niewiele znaczyły, ale świetnie uzupełniły prezentowane wydarzenia.

Po pierwsze widzimy, że nauka nie poszła w las, a obie panie najwyraźniej zapamiętały lekcję z poprzedniego odcinka i współpraca wychodziła im znacznie lepiej. Potwierdził to zresztą Huyang prosząc je, by trzymały się razem, bo wtedy wszystko wychodzi im lepiej. I faktycznie, gdy tylko się rozdzieliły, nie było już tak różowo.

Bardzo spodobało mi się też krótkie ujęcie mandaloriańskiego hełmu Sabine, tuż przed tym, gdy przestała ona próbować walczyć jak Jedi, a zaczęła jak Mandalorianka z krwi i kości.

I to właśnie takich małych na pozór rzeczy i scen brakowało nieco w poprzednich odcinkach serialu.

Podsumowanie

Najsłabszym elementem w tym wszystkim ponownie okazała się tytułowa bohaterka. Nie była już może aż tak tak irytująco zblazowana jak przez pierwsze trzy odcinki, ale wciąż nie przekonuje mnie sposób, w jaki jest ona prezentowana. Dodatkowo, dlaczego „zgubiła” ona swój miecz shoto i niemal przez cały odcinek walczyła tylko jednym??? Dla kogoś może to drobiazg, ale mnie kłuło to w oczy bardziej niż jej zrzędliwość.

Mimo to, jest to niewielki mankament, wobec tak naprawdę świetnego odcinka. Nie można nie wspomnieć po raz kolejny o realizacji, która sprawia, że serial wygląda pięknie. Pięknie też po raz kolejny brzmi. Dostajemy mnóstwo fajnych scen i smaczków. No i ta zaskakująca końcówka, która obiecuje naprawdę wiele na przyszły tydzień! Aż po raz pierwszy rozważam nocne oglądanie.

POPRZEDNIE RECENZJE

A tutaj piszemy o poprzednich częściach: