Jakiś czas temu ukazała się w USA nowa powieść dla nieco młodszych czytelników (young adult) autorstwa Zoraidy Cordovy pt. A Crash of Fate. Do tej pory ta kategoria była bardzo mocną stroną nowego kanonu, gdyż zaliczały się do niej jedne z najlepszych książek, jakie wydano w „erze Disney’a”. Niestety nowa powieść nie utrzymała dobrej passy, bowiem zamiast w ciekawy sposób rozbudowywać kanon, przypomina raczej mocno niajką pocztówkę z Batuu.

Mimo to pozostając wierni tradycji, przygotowaliśmy, znacznie krótszy niż zwykle, przegląd najciekawszych informacji i faktów, o której powieść A Crash of Fate wzbogaciła nowy kanon.

 Izzy i Jules

Para głównych bohaterów, to chyba jedyna nowość, która dla kanonu ma szansę okazać się istotna. Ani ich charaktery, ani historia nie jest na tyle zajmująca i oryginalna, by omawiać ją ze szczegółami, poprzestaniemy więc na podstawowych informacjach.

Julen Rakab, lub jak kto woli po porostu Jules to prostoduszny i poczciwy młody farmer, który całe życie spędził na Batuu. I jak chyba każdy prostoduszny i poczciwy młody farmer, także i on marzy o poznawaniu galaktyki. W tym celu odkłada każdy ciężko zarobiony grosz, by któregoś dnia kupić statek, opuścić Batuu i… udać się na poszukiwanie swej utraconej przed laty przyjaciółki Izzy.

Izal Garsea, dla przyjaciół (gdyby ich miała) Izzy, to włócząca się po galaktyce bez większego celu i sukcesów początkująca przemytniczka. Jej głównym ograniczeniem jest brak wiary w siebie oraz wciąż żywy ból po utracie rodziców, o których, jak się okazuje, nie wiedziała tak dużo, jak myślała. Z czasem wychodzi bowiem na jaw, że o ile jej ojciec był dokładnie tym, za kogo się zawsze podawał, jej matka była przyzwoitej klasy łowczynią nagród. I dlatego też rodzina Izzy musiał któregoś dnia w pośpiechu opuścić Batuu, a dziewczynka straciła swego jedynego przyjaciela.

Jak można się domyślać, para przyjaciół spotyka się ponownie, przeżywają wspólne przygody, rodzi się uczucie, a wszystkich czeka happy end. Nie jest to też powiedziane wprost, ale nie ma raczej żadnych wątpliwości, że Izzy i Jules, w którymś momencie wspomogą Ruch oporu, także może jeszcze kiedyś o nich usłyszymy.

Black Spire Outpost

Jak już wspominaliśmy, mamy tutaj do czynienia z niewiele więcej, niż pocztówką z Batuu, a książka zdaje się być folderem reklamującym parki Galaxy’s Edge. Tym niemniej, skoro już ją przeczytaliśmy i chcąc nie chcąc odwiedziliśmy placówkę Black Spire, warto wspomnieć czego się o niej dowiedzieliśmy.

Po pierwsza cała, teoretycznie największa na Batuu osada wydaje się bardzo niewielka, a bohaterowie przemierzają ją wzdłuż i wszerz bez większego problemu.

Centralnym punktem placówki jest zdecydowanie kantyna Ogi. Sama Oga Garra natomiast, stanowi najwyższą, choć nieformalną (formalnej brak) władzę w samej placówce, jak i na całym Batuu. Aczkolwiek pośród gangsterów trzęsących całymi planetami, Blutopianka (bo takiej razy jest Oga) jest z pewnością najłagodniejszą. Oczywiście, zyski i władza są dla niej najważniejsze, ale na swój sposób Oga jest uczciwa i autentycznie leży jej na sercu dobro placówki Black Spire i zamieszkujących ją istot (szczególnie, jeśli przynoszą jej one zysk).

Zresztą w większości mieszkańcy placówki (a pewnie i całego Batuu) wydają się nienaturalnie pozytywnie nastawieni nie tylko do swych sąsiadów, ale także do przybyszów, których sporo przewija się przez całkiem ruchliwy, choć niewielki kosmoport. Zupełnie nie przypomina to tego, do czego przywykliśmy na Zewnętrznych Rubieżach, czy jeszcze dalszych krańcach galaktyki.

Wśród mieszkańców placówki Black Spire warto też wspomnieć o znanym już między innymi z komiksów Doku-Ondarze, czyli itoriańskim właścicielu sklepu z antykami i wszelkiej maści rozmaitościami. Zdaje się on być postacią numer dwa na całym Batuu, bo podobnie jak w przypadku Ogi, także i z nim nikt zadzierać nie chce, by nie trafić na jego czarną listę. W istocie, kiedy poznajemy go nieco lepiej, trudno powiedzieć, skąd wziął się szacunek, czy wręcz strach, jaki budzi w mieszkańcach, bo jak dotąd, nie pokazał nic specjalnego. Należy też wspomnieć, że Dok-Ondar, podobnie jak kilku innych, wpływowych mieszkańców placówki Black Spire, sympatyzuje on, choć nie otwarcie, z Ruchem oporu.

Nate Grattonius

Być może, nie tyle najciekawszym (bo zaledwie epizodycznym), co potencjalnie najbardziej znaczącym dla kanonu,  było pojawianie się postaci Nate’a Grattoniusa, młodzieńca ewidentnie zainteresowanego Mocą (może nawet na nią wrażliwego) w jasnym jej aspekcie. Dość powiedzieć, że Nate po kieszeniach nosił części, których opis przywodził na myśl komponenty miecza świetlnego (podobne drobiazgi gromadziła swego czasu Ahsoka i z nich zbudowała swoje nowe miecze).

Może zatem jest on powiązany z tajną działalnością Saviego (buduje. lub pomaga budować miecze świetlne dla wrażliwych na Moc), już też jest to bezpośrednie nawiązanie i zapowiedź powieści Force Collector, a Nate może okazać się jej głównym bohaterem.

 

No i to by było w gruncie rzeczy tyle, także sami widzicie, że książka A Crash of Fate nie wniosła do naszego ukochanego uniwersum zbyt wiele. Pozostaje mieć nadzieję, że inne pozycje dotyczące Batuu, a co za tym idzie promujące parki Galaxy’s Edge, będą jednak z głównym nurtem galaktycznych wydarzeń powiązane nieco ściślej.