Komiks: Star Wars: The Last Jedi – DJ: Most Wanted 001
Scenariusz: Ben Acker & Ben Blacker
Rysunki: Kevin Walker
Historia: DJ: Most Wanted

Komiksy łączące się bezpośrednio z filmami mają ciężki żywot. Z jednej strony czytelnicy oczekują, że w znaczącym stopniu rozbudują one filmową rzeczywistość, dadzą odpowiedzi na pytania, które na ekranie odpowiedzi nie znalazły, czy zdradzą sekrety, które nadadzą historii nowej głębi i wieloznaczności. Z drugiej jednak strony wyobrażam sobie, że komiksowi scenarzyści mają bardzo wąskie pole manewru, a historie, czy może bardziej kierunki rozwoju bohaterów, są im zapewne odgórnie narzucane.

DJ Benicio

Mam wrażenie, że tak właśnie było w przypadku komiksu DJ: Most Wanted, który przybliżyć miał nam jedną z najbardziej niewykorzystanych i rozczarowujących postaci Ostatniego Jedi, tytułowego DJ-a. Patrząc na komiks, jestem sobie w stanie wyobrazić, jakie wytyczne dostała od LSG (Lucasfilm Story Group) para Benów (Acker i Blacker). Po pierwsze, trzeba pokazać, że nie jest on pierwszym lepszym cwaniaczkiem, tylko faktycznie kodołamaczem z prawdziwego zdarzenia. Powinien też wzbudzić sympatię czytelników, bo a nuż przychylniejszym okiem spojrzą oni wtedy na Benicia Del Toro.

„A czy możemy nawiązać do filmu, przedstawić przeszłość bohatera czy chociażby uczynić historię znaczącą?”– zapytać mogła para Benów. „Absolutnie nie!” – paść musiała odpowiedź. „W ostateczności możecie wyjaśnić, jak DJ znalazł się w więzieniu”.

„In my defense, I only burn the terrible people. ‚Course, there ain’t any other kind” – DJ

Ostatnim przykazaniem było, by raz jeszcze jasno i wyraźnie zaakcentować światopogląd głównego bohatera i jego święte przekonanie, że nie ma ludzi i spraw krystalicznie czystych i szlachetnych. Pod żadnym pozorem nie mógł też spotkać nikogo, kto mógłby go przekonać, że jest inaczej. Wszak nawrócenie DJ-a nastąpić musi na wielkim ekranie.

Monte Canto

Jak widać, komiksowy DJ zdecydowanie mnie nie zachwycił, ale w jednej kwestii sprawiedliwość trzeba mu oddać. Była to kolejna, po książce Canto Bight, cegiełka rozbudowująca naszą wiedzę na temat słynnego miasta-kasyna. Dowiadujemy się więcej na temat tego, jak ono funkcjonuje, jakie relacje panują między możnymi (i tymi nieco mniej) tego bajkowego na pozór miejsca. Widzimy też, co tak naprawdę je napędza.

„This is Jorka figuring out what matters more to him – getting his money back or me conning a rival casino. Hate wins again. It always has an edge” – DJ

Miłym akcentem, którego filmowcy mogliby się nauczyć, było umieszczenie w kasynach Canto Bight obcych znanych i lubianych. Sprawdza się to dużo lepiej niż bombardowanie nas coraz to nowymi i dziwniejszymi rasami.

Rodiańska fiksacja

A skoro już o znanych rasach mowa, to dochodzę do wniosku, że rysownik Kev Walker ma dziwną słabość do Rodian. Kiedy ilustrował jeszcze serię Doctor Aphra zafundował nam rodiańskiego najemnika, który wyglądał na wyjątkowego twardziela.

Tutaj, zamiast zaprawionego w bojach najemnika-weterana, dostajemy napakowanego do granic możliwości rodiańskiego gangstera-zakapiora. A fakt, że wygląda on naprawdę groźnie, dowodzi, że nieszczęsny Greedo swemu gatunkowi zrobił tragiczny PR.

I tym optymistycznym akcentem należy zakończyć, bo i tak komiksowi poświęciłem więcej miejsca, niż mu się należało.

Warianty okładki

A tak prezentują się wszystkie warianty okładki: