W miniony weekend oficjalnie zakończył się pierwszy, rankingowy sezon gry Star Wars: Przeznaczenie. Zakończył się z przytupem, bowiem na wieńczący go Puchar Galakty zjechała cała niemal rankingowa wierchuszka, a turniej zebrał rekordową liczbę 48 graczy.

Była zatem okazja poznać graczy z innych regionów Polski, napić się z nimi czego tam kto lubi (w tym miejscu podziękowania należą się kawiarni Hex za zniżki dla uczestników), powymieniać i oczywiście ponarzekać na Poe/Maz, bo zdaje się, że turniej bez tego, jest turniejem straconym.

Jednak ponad wszystko była to okazja do rozegrania co najmniej 6 gier, a jeśli kości i umiejętności pozwoliły, nawet sporo więcej.

Wyniki

Nie będę wdawał się w szczegóły, bo o tych można poczytać w oficjalnej relacji Galakty, a po spełnieniu dziennikarskiego obowiązku i pogratulowania zwycięzcom…

I miejsce:  Piotr Molski (Warszawa) – eUnkar/FN-2199/Szturmowiec Najwyższego Porządku

II miejsce: Łukasz Raskoks Bigos (Kraków) – eQui-Gon Jinn/eRey

III miejsce: Bartosz Cibor Ciborski (Wrocław) – eJabba/eUnkar

IV miejsce: Grzegorz XVC Ociepka (Kraków) – eVader (młody)/eKylo

GRATULACJE PANOWIE!

Od lewej: Raskoks (II miejsce), Molski (I miejsce), Cibor (III miejsce). Fot. Galakta

… przejdę do moich osobistych odczuć i wrażeń z gry. Wszystko co związane z mym występem zawrzeć można w słowach „marność nad marnościami i wszystko marność”.

A konkretniej? Zniechęcony do talii Poe/Maz oraz nieprzekonany do Palpatine’a, postanowiłem powrócić do korzeni i zagrać tym, co przynosiło mi największe sukcesy, a mianowicie talią VaderRaider (a raczej Vader-Tuskensky Najezdnik).

Niestety najwyraźniej jej czas przeminął, bo w fazie grupowej zanotowałem bardzo marny bilans 3-3. O dziwo wystarczył on do zakwalifikowania się do TOP16, aczkolwiek miałem nieodparte wrażenie, że dostałem się tam niezasłużenie.

Na pierwszym etapie fazy pucharowej doszło do pojedynku na szczycie, przynajmniej patrząc na ranking, bowiem miejsce pierwsze (Przemysław „RzuF” Rudzki), zmierzyło się z miejscem trzecim, czyli ze mną (vice lider rankingu w turnieju nie uczestniczył). O dziwo okazało się, że trzeci będą pierwszymi, a mój Vader-Najezdnik psim swędem, bo psim swędem, ale znalazł się w TOP8.

Niestety kiedy turniej zaczynał wyglądać, że nie będzie aż tak stracony, przyszła dość sromotna i bezapelacyjna porażka z późniejszym zwycięzcą Pucharu. Mroczny Lord i Człowiek pustyni musieli uznać wyższość Grubasa z Jakku i jego szturmowej świty. Mógłbym powiedzieć, że zaważył jeden moment i wyjątkowo szczęśliwe użycie zasady Unkara, ale byłoby to nic więcej, jak gdybanie i dorabianie ideologii do bardzo jednostronnej gry.

Na tym skończyła się moja przygoda w pierwszym Pucharze Galakty, ale od jednej refleksji nie mogę się powstrzymać…

Nie taki Poe straszny

Przed turniejem, w trakcie, a nawet po(e), z każdej strony słychać było narzekania na talię Poe/Maz, która miała być jakoby mocno przegięta. Argumentem za miał być fakt, że ową talią grało 25% graczy. Ale jak się potem okazało, do TOP8 dostał się tylko jeden Moe, a w TOP4 nie było ich w ogóle. Czy to powstrzymało narzekaczy? Bynajmniej.

Nie chcę tutaj grać roli adwokata diabła, choć sam Poe/Maz grałem. Zrezygnowałem jednak z ich usług, ale nie ze względów ideologicznych, a z uwagi na słabe wyniki na ostatnich turniejach. Dzięki temu przekonałem się, że Poe/Maz nie jest talia niepokonaną, czy nadmiernie przegiętą. Owszem, jest to połączenie bardzo mocne, a do tego w obsłudze proste jak budowa cepa (stąd zapewne wielka popularność). Prawdą jest też, że jeśli talia ta ma niezłe dojście i przyzwoite rzuty, wygra praktycznie z każdym. Ale po pierwsze, idealne dojścia i rzuty zdarzają się bardzo rzadko, a po drugie, przy takich założeniach przynajmniej kilka innych talii jest nie do pokonania.

Ja osobiście uważam, że znacznie bardziej przegiętą jest postać FN-2199, głównie ze względu na swój śmiesznie niski koszt. Dlatego też przestańcie w końcu na Poe/Maz narzekać, bo nie jest to nic, czym Jango/Veers, czy Vader/Raider w swoim czasie nie byli.

A teraz zostawiam już aspekty „sportowe”, bowiem znacznie ważniejsze były dla mnie aspekty „społecznościowe”.

Pierwszy ZONK

Niestety podczas turnieju miały miejsce dwie, bardzo nieprzyjemne sytuacje. Pierwsza to w sumie błahostka, która jednak wywołała u mnie duży niesmak. Zresztą nie tylko u mnie.

W wyniku niedopatrzenia (także mojego) oraz braku należytej komunikacji, talia jednego z graczy okazała się niekompletna. Brakowało w niej niby tylko dwóch uncommonów, ale biorąc pod uwagę, że chodziło o „elektroshocka SoRa”, czyli kartę Szybkoręki, znalezienie ich na szybko nie było tak oczywiste. Mimo to zapotrzebowanie zostało ogłoszone wśród graczy, a jeden z nich nawet miał nadwyżkę Szybkorękich. Niestety najwyraźniej obce były mu pojęcia takie jak koleżeńskość, czy solidarność graczy, bowiem powiedział, że kartę ma, ale nie da (czyt. pożyczy), może natomiast sprzedać. Powiedzmy, że jeszcze jestem to w stanie zrozumieć, wykosztować się musiał na przyjazd do Krakowa, więc może chciał by choć część kosztów się zwróciła. Niestety kiedy podał cenę 20 zł, czyli co najmniej dwukrotnie przekraczającą wartość karty, ręce opadły, a wszyscy, którzy świadkami zajścia byli, należycie to skomentowali.

Koniec końców wszystko się na szczęście dobrze skończyło i to bez „pomocy” ze strony Janusza karcianych biznesów. A ja mam nadzieję, że tego typu przypadki są jednak odosobnione, więc nie wpłyną na moje, jak dotąd bardzo pozytywne, postrzeganie społeczności graczy.

Drugi ZONK, a raczej MEGA ZONK

Niestety moja wiara w ludzi została tego dnia nadszarpnięta i drugi raz. Tym razem niestety znacznie potężniej. Doszło bowiem do sytuacji, z jaką miałem nadzieję, że w Przeznaczeniu nigdy się nie spotkamy, a mianowicie jednemu z uczestników została skradziona cała talia z kostkowymi przyległościami. I to niestety nie byle jaka talia, a Poe/Maz. Może niezbyt lubiana, ale też jedna z najdroższych, także szkodliwość społeczna czynu była naprawdę wysoka.

Najbardziej niepokojący jest fakt, że bezczelnej kradzieży dokonać musiała osoba należąca do społeczności graczy, albo przynajmniej w miarę się w niej orientująca. Wszyscy doszli bowiem do słusznego wniosku, że dla zupełnie postronnego kleptomana, parę „tekturek” i kilka kostek wartości nie stanowią żadnej.

Każdy z nas miał oczywiście nadzieję, że talia się po prostu zapodziała, ktoś zabrał ją przez pomyłkę, lub odnajdzie się w inny, magiczny sposób. Nic takiego się jednak nie stało, a my odnaleźć się musieliśmy w nowej rzeczywistości, w której kart leżących samopas bezpieczniej nie pozostawiać.

Na szczęście w społeczności skupionej wokół Przeznaczenia…

Jest MOC

Jeszcze tego samego wieczora zorganizowana została facebookowa zbiórka kart na rzecz odbudowania skradzionego decku. Znalazło się wiele osób dobrej woli, które nie bacząc na koszty pomogły w kilka godzin zniwelować straty wyrządzone przez złodzieja.

Dla mnie to właśnie one są prawdziwymi zwycięzcami Pucharu Galakty i to im należą się największe słowa uznania! SZACUN PANOWIE!

Do pełni szczęścia zabrakło nam tylko reakcji ze strony samej Galakty, bo choć osoby z nią związane i organizujące Puchar do zbiórki także się przyłączyły (DZIĘKI!), o tyle sama firma już nie. A to przecież właśnie wydawcy powinno w największym stopniu zależeć na pielęgnowaniu jak najlepszej atmosfery w społeczności graczy. Tym bardziej, że przekazanie powiedzmy jednego boxa Przebudzeń mogłoby w znacznym stopniu zniwelować braki, a dla firmy koszt stanowiłoby znikomy.

No ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego, a najważniejsze jest to, że pierwszy poważny kryzys w naszej społeczności został zażegnany.

A jakie były wasze wrażenia z Pucharu Galakty i co ewentualnie zmienilibyście na przyszłość?