No i stało! Najważniejszą noc przemysłu filmowego mamy za sobą. Kreacje zostały zaprezentowane, Chris Rock powiedział co miał do powiedzenia (a „białym” Oskarom się to należało), a najcenniejsze statuetki w branży zostały rozdane.

Wiadomością wieczoru jest fakt, że w końcu wygrał coś Leoś, ale choć rola w Zjawie była naprawdę czymś, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że statuetkę dostał raczej za zasługi, niż za ten konkretny film. Sporo zgarnął Mad Max, choć nagrody w kategoriach najważniejszych raczej go ominęły. O dziwo ominął go też Oskar za efekty specjalne, bo te zgarnęła Ex Machina.

Większości innych nagrodzonych raczej nie oglądałem (i coś mi mówi, że nie obejrzę), ale oczywiście pierwszą rzeczą, jaką dziś sprawdziłem, było ile statuetek zgarnęło Przebudzenie Mocy. Niestety Oskarów dostało ono o jednego mniej, niż znaleźć można na powyższej ilustracji, czyli całe zero.

Niewiele to w sumie zmienia w moim odbiorze filmu, a właściwie nie zmienia nic, ale jak już kiedyś pisałem na FB, marzą mi się czasy, gdy filmy spod znaku Star Wars nie tylko nominowane będą w najbardziej prestiżowych kategoriach aktorsko-reżysersko-scenariuszowych, ale także owe nagrody będą wygrywać.

Myślicie, że się takich czasów doczekamy?