Czy zastanawialiście się kiedyś  jak podejść do archiwizacji poszczególnych komiksów tak, aby wyglądały jak nowe?

Komiksy jak nowe

Zapewne w biblioteczce wielu fanów Gwiezdnych Wojen znajduje się choć jeden zeszyt lub jakaś ulubiona seria komiksów z tego uniwersum. Przypuszczam, że znajdzie się też kilku zapaleńców, którzy mają wszystkie, a przynajmniej większość zeszytów komiksowych wydanych w Polsce. Często zdarza się tak, że po prostu lądują gdzieś na półce na ogromnych stosach (jak stare czasopisma) lub są układane podobnie jak książki. Czy można tak przechowywać komiksy? Jeżeli nie zależy nam na jak najdłuższej żywotności komiksu, odpowiedź brzmi tak.

Polacy nie mają takiej tradycji kolekcjonowania komiksów, jak Amerykanie. Wydaje się, że nigdy takowej nie potrzebowali. Kolekcjonowanie historii komiksowych w pięciu czy sześciu zeszytach, które można przeczytać w góra dziesięć minut? To nie jest zbyt satysfakcjonujące rozwiązanie. Wyobrażacie sobie co by było, gdyby nagle Egmont postanowił rozbić jeden numer Star Wars Komiks na kilka zeszytów? Przypuszczam, że polscy fani nie byliby zadowoleni z takiej decyzji.

Amerykanie do dziś lubują się w klasycznych „zeszytówkach” i choć powoli tracą one na znaczeniu (na rzecz elektronicznej dystrybucji) to nadal znajdą się tacy, którzy je czytają i kolekcjonują. Moim zdaniem jest to nieco archaiczne podejście, ale kto co lubi.

Remedium na miękkie okładki komiksów

Nasz Star Wars Komiks wydawany przez Egmont i amerykańskie „zeszytówki” mają jedną cechę wspólną, która okazuje się poważną wadą. Chodzi o miękki i elastyczny papier na którym drukowane są rysunkowe historie. Łamanie grzbietów, zagniecenia okładki, przedarcia i nadmierne spłaszczenie (gdy lądują na jednym wspólnym stosie) to cecha wszystkich komiksów w zbyt miękkich oprawach. To wszystko potrafi przyprawić o wściekłość właściciela kolekcji. Sam przez długie lata ze smutkiem spoglądałem na kolekcję Star Wars Komiks, które pomimo dobrego traktowania niszczały na półkach. Cierpiały głównie grzbiety, które łatwo było zagiąć. Wyglądało to mniej więcej tak:

Przyznacie, że niezbyt przyjemny to widok. Koniec końców doszedłem do wniosku, że warto coś z tym zrobić. Zacząłem się więc interesować kwestią przechowywania poszczególnych numerów tak, aby nie doznały one już żadnego uszczerbku. Pomysł podsunęli mi zakochani w swych „zeszytówkach” Amerykanie, którzy przez lata doskonalili sztukę przechowywania komiksów. Poszperałem trochę w Internecie i w ofercie internetowego sklepu z komiksami znalazłem to czego szukałem – folie ochronne. Wystarczyło jedynie dobrać odpowiedni rozmiar, biorąc pod uwagę grubość każdego numeru Star Wars Komiks. Rozwiązaniem mojego odwiecznego problemu okazały się być folie Comicare Silver 3-Mil PE Bags i pasujące do nich tekturki ochronne Comicare Silver Boards. Koszt takiego jednego zestawu (folia+tekturka) to nieco ponad jeden złoty. Wybrałem odpowiednią ilość i sfinalizowałem transakcję. Pozostało czekać na dostawę.

Kolekcja komiksów z prawdziwego zdarzenia

Sklep internetowy na którym zamawiałem okazał się być dosyć solidny, gdyż wysłał zamówione rzeczy od razu i nie musiałem zbyt długo czekać. Gdy przesyłka znalazła się w moich rękach niemal od razu została odpakowana. Niebawem wszystkie komiksy, które posiadałem lądowały w foliach ochronnych. Sama operacja nie nastręczyła problemów. Wyjmowałem tekturkę z folii, umieszczałem na niej komiks wsuwałem z powrotem i voilà! Umieszczając komiks w opakowaniu trzeba jedynie zwrócić uwagę na której stronie tekturki on spoczywa. Powinien on spoczywać na tej błyszczącej stronie, gdyż ta właśnie pokryta jest powłoką z węglanu wapnia. Pochłania ona kwasy znajdujące się w papierze komiksowym.

Gdy wreszcie uporałem się z wpakowaniem wszystkich numerów Star Wars Komiks w folię zerknąłem na swoją kolekcję. Wyglądała ona bardzo… profesjonalnie. Niby niewielka rzecz, ale robiła piorunujące wrażenie.

Przedstawiony powyżej komiks z 2018 roku był czytany jedynie raz (rzecz jasna z najwyższą ostrożnością) i jak do tej pory nie ma on żadnych śladów zużycia ani przechowywania. Bez obaw można go umieścić na półce lub w przystosowanym do tego pudle na komiksy. Z pudła jednak zrezygnowałem (nie posiadam aż tak pokaźnej ilości numerów), a moja kolekcja stoi sobie dumnie na półce. Dla mnie najważniejsze w tym wszystkim jest to, że tekturki i folie spełniają swoją rolę znakomicie.

Z punktu widzenia zwykłego zbieracza komiksów takie zabiegi są zbyteczne, jednak ktoś kto chciałby należycie zadbać o swoją kolekcję, powinien rozważyć zakup takich folii. Warto w tym miejscu wspomnieć jeszcze o jednym. Same tekturki trzeba co jakiś czas kontrolować. Posiadają one zasadowy odczyn, a jak już wyżej wspomniałem papier komiksu w trakcie starzenia wydziela kwas, co może objawiać się pojawiającymi się na nich żółtawymi plamami. Gdy takowe zaobserwujemy wypadałoby wymienić tekturkę na nową. Te jednak będziemy wymieniać stosunkowo rzadko (wedle różnych źródeł co 5-10 lat).

Twarde oprawy i nowe komiksy

A co z nowymi wydaniami od Egmontu i kolekcjami w twardej oprawie? Je też należałoby zabezpieczać? Myślę, że nie. Jeżeli nie mieszkamy w bloku i nie mamy sąsiada, który systematycznie zalewa nam mieszkanie, zabezpieczanie takich komiksów wydaje się bezcelowe.

Istnieją na rynku folie ochronne na czasopisma o różnych wielkościach w których możemy umieszczać poszczególne tomy. Należałoby jednak  poważnie zastanowić się nad sensem takich działań. Prawidłowe obchodzenie się z nowymi wydaniami od Egmontu czy twardymi oprawami (chociażby z niedawnej kolekcji DeAgostini) powinno w zasadzie wystarczyć. Z takiego samego powodu z jakiego nie pakujemy do folii ochronnych książek nie powinniśmy pakować do niej komiksów, które Egmont wydaje od tego roku.

Co w przypadku, gdy jednak chcielibyśmy zabezpieczyć w jakiś sposób takie wydania, a nie mamy dostępu do folii ochronnych? Wtedy można kombinować ze zwykłymi koszulkami na dokumenty i taśma klejącą. Umieszczamy komiks w koszulce i zawijamy nadmiar koszulki na tylną okładkę tak, aby widać było grafikę  z przodu i dokładnie sklejamy. Zabezpieczony w ten sposób komiks powinien przetrwać małą powódź. Możemy też odstawić komiksy z powrotem na półkę i móc nadal podziwiać ich grzbiety.

Czy takie zabezpieczenie jest optymalne? Nie mam zielonego pojęcia. Kwestią budzącą poważne wątpliwości jest wieloletnie przechowywanie w ten sposób komiksów.  Koszulka nie jest w stanie przepuszczać czy też pochłaniać kwasów znajdujących się w papierze.  Sam komiks należałoby też od czasu do czasu „przewietrzyć” poprzez jego przekartkowanie. Podobnie powinno się postępować w stosunku do wszelakich książek jakie posiadamy. Przechowywanie w ten sposób powinniśmy więc potraktować jako rozwiązanie tymczasowe.

Podsumowanie

Jeżeli chcemy, aby nasza kolekcja Star Wars Komiks była jak nowa musimy rozważyć wydatek kilkunastu lub kilkudziesięciu (w zależności od ilości posiadanych komiksów) złotych. Jeżeli chcemy zabezpieczać komiksy w nieco twardszych okładkach musimy pamiętać, że jest to rozwiązanie tymczasowe, skuteczne na przykład przy przeprowadzkach. Dajmy też szansę przewietrzyć się naszej kolekcji oraz systematycznie kontrolujmy jej stan. Nie pakujmy komiksów do folii i pudeł na wieki wieków, bo najzwyczajniej w świecie „zakisimy” papier. W skrajnych przypadkach w kartonach może zalęgnąć się jakiś zwierz, który posmakuje gwiezdnowojennego uniwersum. A tego raczej byśmy nie chcieli.