Nie jestem jakoś szczególnie przesądny, ale mimo wszytko wierzę, że na przykład znaki zodiaku jakieś tam rzetelne informacje potrafią w sobie nieść. Tak samo jak numerologia, choć to temat jeszcze bardziej mi obcy.

Ale w dzień taki, jak dziś (6.06.16), nagromadzenie szóstek daje do myślenia każe zastanowić się nad numerami w swoim życiu, ty bardziej, że taka, a nie inna forma bloga, dla której liczby są tak istotne, też zobowiązuje

U mnie ponoć bardzo korzystne liczby zgromadziły się w dacie urodzenia (dużo jedynek, a tym samym niziutka ich suma – 12 – w zapisie 6-cyftowym), ale poza tym nie wydaje mi się, bym miał jakieś przesadnie szczęśliwe liczby. Zawsze lubiłem „13” i z nią zawsze pojawiałem się na boisku (to po mamie), ale poza tym już nic innego nie przychodzi mi do głowy. Ewentualnie może jeszcze „69”…bo taki numer ma blok, w którym przez długie, długie lata mieszkałem.

A na koniec jeszcze pozdrowienia od Labrii, bo w końcu, jak śpiewał Iron Maiden „Six, six, six is the number of the beast” 😉