Jednym z mniej znanych, a przynajmniej mniej spektakularnych faktów potwierdzających wyjątkowość Star Wars, jest brak napisów otwierających film. Oczywiście nie mam tutaj na myśli słynnych „pełzaków” będących już de facto częścią filmu, ale tych, które informują widza o obsadzie, reżyserze, scenarzyście i innych, istotnych dla powstania filmu osobach.

 

Ale co by było, gdyby te napisy jednak były? A gdyby dodatkowo powstały w stylu filmów o Jamesie Bondzie? Dzięki Kurtowi Raufferow wiemy już, jak by to wyglądało!

 

Star Wars – Episode V „The Empire Strikes Back” Homage (Title Sequence) from KROFL on Vimeo.

Jest to na pewno coś wyjątkowego, jednak szczerze mówiąc znacznie bardziej przypadł mi do gustu mariaż Star Wars i True Detective. Pamiętacie to jeszcze?