Jako że sport jest dla mnie bardzo ważny, to pisałem o nim tutaj wcale często, ale dziś będzie o sporcie oglądanym na żywo… Co już aż tak bardzo mnie nie rajcuje.

Pamiętam, że pierwsza moja styczność ze sportem na żywo innym, niż mecze koszykówki, bo na halach (i ich trzewiach) Wisły i Korony upłynęła znaczna część mojego dzieciństwa, był piłkarski mecz Wisły Kraków z Zawiszą Bydgoszcz, który gospodarze (Wisła oczywiście) wygrali 2:1. Było to myślę z dobre 30 lat temu i od tamtej pory niewiele przybyło mi kibicowskich doświadczeń.
Najwięcej z nich przypadło na okres studiów, gdy ze znajomymi dwa razy z rzędu pojechaliśmy marznąć do Zakopanego na Małysza. Marznąć, bo wtedy zimy potrafiły bywać jeszcze srogie, ale nie tylko dlatego wyjazdy te wspominam kiepsko, bo najgorsze było wielogodzinne stanie i napieprzający w wyniku tego kręgosłup.
Tę samą ekipą wybraliśmy się też raz na siatkarzy do katowickiego Spodka i to było chyba najlepsze w moim życiu kibicowanie.
Potem był jeszcze chyba jeden mecz piłkarski i jeden siatkarski, ale na tym koniec.
A dziś, kiedy Kraków doczekał się w końcu hali sportowej (i nie tylko) na światowym poziomie, a w związku z tym gości naprawdę sporo interesujących imprez (jak choćby kończący się właśnie siatkarski Memoriał Huberta Jerzego Wagnera), ja ochoty na uczestniczenie w nich na żywo i na hali mam mniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Ale przynajmniej dzięki temu trochę pieniędzy zaoszczędzę, także nie ma tego złego.
Poza tym nie muszę być na hali, by Polakom zawsze i wszędzie kibicować, no chyba, że mowa o piłkarzach, bo Ci, po długich latach żenujących występów, moją sympatię stracili na dobre.