Tak jak wspominałem wcześniej na FB, skorzystałem z powrotu TFA do kin i poszedłem na niego raz jeszcze. Nie było jednak jakiś pierwszy lepszy pokaz, a seans w sali 4DX (a z ruchomymi fotelami, wiatrem i chlustającą wodą. Oczywiście sam z siebie byłbym raczej zbyt skąpy, by szarpnąć się prawie 50 zł na taki seans, ale że bilet dostałem, to poszedłem bardzo ciekaw swoich wrażeń.

Ciekawość potęgował dodatkowo fakt, że jedyną dostępną wersją, była wersja z dubbingiem, ale nie narzekałem, bo i tak chciałem się przekonać, jak on wypadł. Nigdy nie oglądałem żadnej części sagi w całości z dubbingiem (nie licząc rozkosznej Nowej Nadziei po czesku), a urywki prequeli, które słyszałem, optymizmem nie napawały.

Z drugiej jednak strony, od znajomego, który z uwagi na dziecko, musiał oglądać z dubbingiem twierdził, że wypadł on całkiem nieźle.

Dlatego też cieszyłem się na możliwość przekonana się o tym na własne uszy. I powiem szczerze, że o dziwo się nie zawiodłem. Oczywiście brakowało mi kultowych tekstów, jak I’ve got a bad feeling about it, May the Force be with you czy Chewie, we’re home w oryginale, ale i tak było dobrze. Co więcej, niektóre dialogi w wersji polskiej wypadły lepiej i naturalniej, niż w oryginale.

Nieźle wypadłe też kinowy format 4DX, bo powiem szczerze, że jakbym za niego płacił, to chyba żałowałbym nieco wydanych pieniędzy, bo owszem, było to fajne (szczególnie przy scenach z Sokołem, czy innych walkach kosmicznych), ale doznań aż tak nie potęgowało i nie było tak niezwykłym, kinowym doświadczeniem, jak obiecywano.

Tym niemniej jestem bardzo zadowolony z kolejnej wizyty i stwierdzam, że z każdym kolejnym obejrzeniem, film podoba mi się bardziej i wzbudza większe emocje.