Polcon 2008
Rok po pamiętnym konwencie Dagobah 2007 Gwiezdne wojny zaistniały w pełni na arenie polskiej fantastyki, pojawiając się na tegorocznej edycji Polconu, konwentu o wieloletniej tradycji i ustalonej renomie. Wstawiennictwo przedstawicieli Polish Outpostu, wsparcie organizatorów i sponsorów, a także obecność Polski w międzynarodowym sojuszu SWORA złożyły się na ten właśnie sukces. Przełożył się on na nadspodziewanie wysoką frekwencję - na Polcon 2008 przybyło ponad 1500 uczestników, przy spodziewanej liczbie 800 osób. Ze względu na zainteresowanie Polconem organizatorzy musieli wynająć dodatkowe pomieszczenia wokół Campusu A.
Bez wątpienia największą dla fanów Gwiezdnych wojen atrakcją konwentu była wizyta Admirała Conana Antonio Mottiego - Richarda LeParmentiera. Po raz pierwszy mieliśmy okazję gościć w Polsce "gwiezdnowojenną" postać tak dużego formatu. Wizyta przebiegała praktycznie bez zakłóceń, jeśli nie liczyć spóźnionego przybycia do Zielonej Góry, spowodowanego robotami drogowymi na trasie z Berlina. W trakcie konwentu odbyły się dwa spotkania z Admirałem, w których Pan Richard zaprezentował przygotowany specjalnie na Polcon materiał, zaaprobowany oficjalnie przez Lucasfilm. Prelekcje te miały częściowo improwizowany przebieg, głównie z uwagi na ich eksperymentalny charakter. Na drodze stanęły też pomniejsze trudności techniczne, jednak udało się je sprawnie pokonać.
Pojawiło się wiele ciekawych anegdot z planu zdjęciowego Nowej nadziei. Richard wspomniał m.in. o (nieudanych) próbach rozśmieszania Petera Cushinga przez Carrie Fisher, która podczas zdjęć była pod wpływem środków odurzających. Pan Cushing zrewanżował się, improwizując scenę, w której grozi zniszczeniem Alderaanu, wywołując u Carrie autentyczne przerażenie. Sporo można było się dowiedzieć także o aktorze Donie Hendersonie, odtwórcy roli Generała Tagge, który uwielbiał po pracy zażywać nocnego życia... Fakty mniej oficjalne dotyczyły umieszczania reklam na Gwieździe Śmierci, aby możliwa była spłata długów Imperium, rozmieszczenia "żeńskich form życia" na pokładzie stacji oraz ucieczki Admirała z jej pokładu w momencie jej unicestwienia.
Poza prelekcjami uczestnicy konwentu mieli okazję zamienić parę słów z Admirałem przy umieszczonym w głównym holu stanowisku, gdzie można było nabyć autograf naszego gościa. Podpisane fotografie cieszyły się sporym powodzeniem, Richard zaś chętnie rozmawiał z fanami o przemyśle filmowym, literaturze oraz dzielił się anegdotami ze swych konwentowych wypraw. Wielokrotnie powtarzał, iż wizyta w Polsce bardzo mu się podoba, szczególnie zaś do gustu przypadły mu niedrogie trunki, dobre pierogi (koniecznie gotowane) oraz... Ľeńskie formy życia przemierzające korytarze konwentowe i ulice Zielonej Góry.
Ten bogaty we wrażenia "gwiezdnowojenny" weekend wsparli swoją obecnością legioniści z Polish Outpostu, budząc zrozumiały podziw i zainteresowanie na konwentowych korytarzach. Piątkowe przedstawienie "Być jak Lord Vader", w którym wzięli udział członkowie Polish Outpost wspierani przez fanów Gwiezdnych wojen z Gorzowa Wlkp., spotkało się z gorącym aplauzem zgromadzonej licznie publiczności. Ze sporym zainteresowaniem spotkały się także prezentacje imperialnego umundurowania i opancerzenia – jak poinformowała Gazeta Lubuska, jedna z uczestniczek prelekcji tuż po jej zakończeniu zadeklarowała chęć przystąpienia do organizacji (ku zrozumiałej uciesze legionistów).
Prócz wyżej wymienionych atrakcji Polcon 2008 zadbał o pozytywne wrażenia konwentowiczów, umieszczając w zasięgu zaledwie kilku kroków bar na świeżym powietrzu, na terenie którego nie zabrakło również obszernego parkietu i sceny. Na jej deskach właśnie zaprezentowane zostało przedstawienie "Być jak Lord Vader", odbył się koncert muzyki jazz (z utworami dedykowanymi Richardowi i Legionowi 501), a także ciągnąca się do wczesnych godzin porannych dyskoteka w klimacie lat 80-tych.
Wszystkie powyższe punkty złożyły się na bezapelacyjnie udaną imprezę. Dlatego chciałbym z tego miejsca podziękować serdecznie organizatorom i pomocnikom za jej przygotowanie, panu Bruno za gościnę w jego lokalu, Michałowi za wsparcie fotograficzne, zaś obsłudze namiotu alkoholowego za zacne zaopatrzenie. A jeśli potwierdzą się snute już dziś plany, być może niebawem będziemy mogli wziąć udział w kolejnym wyjątkowym przedsięwzięciu. Czego sobie i Wam życzę.
Łukasz "Miagi" Młotkowski
Rokrocznie Polcon przyciąga do innego miasta fandowych fejmusów, jak i zwykłych nerdów. Jedni i drudzy przemykają wspólnymi korytarzami, ale z rzadka zachodzi pomiędzy nimi jakaś reakcja. Snują się zatem kółka wzajemnej adoracji, nie bacząc na to co dzieje się w sąsiednich galaktykach. Szczytem takiego podejścia była relacja z konwentu na jednym z serwisów, w której nawet zdania nie poświęcono obecności Richarda LeParmentiera, o jakimkolwiek zdjęciu nie wspominając. Wspomniane „uroki" polskiego fandomu obserwuje już od dziesięciu lat jeżdżąc po konwentach i nic się nie zmienia. Koniec dygresji, bo jeszcze ktoś pomyśli, że konwent nie przypadł mi do gustu, a było wręcz przeciwnie.
Organizatorzy tegorocznego Polconu spisali się na medal. Wszystko zagrało, a nawet jeśli nie, to szary uczestnik nie miał o tym pojęcia. Miejscówka, czyli budynki zielonogórskiego uniwersytetu również zdały egzamin. Łatwy i szybki dojazd z dworca, estetyczne wnętrza, zapewniona konsumpcja, a i niedaleko sklep i pizzeria. Nic tylko bawić się. W doborowym towarzystwie rzecz jasna. Żałuję, że na konwencie pojawiłem się dopiero od piątkowego wieczora, gdyż ominęły mnie te punkty programu, na które najbardziej chciałem się wybrać. Nie zawsze wszystko można mieć, ale wierzę, że wszyscy dobrze się bawili. Mój udział na Polconie zdominowały z kolei obowiązki legionowe. Polish Outpost (oficjalnie jeszcze garnizonem nie jest) ubarwiało swoją obecnością konwent, podobnie jak i gwiazda, dla której przyszło wielu fanów „Gwiezdnych wojen", czyli wspomniany już Richard LeParmentier. Legendarny admirał Motti w zabawny sposób przybliżył kulisy pracy na planie „Nowej nadziei", jak i trudy bycia imperialnym oficerem. Z reakcji publiczności wnioskuje, że opowieść podobała się. Poza prezentacją aktor nie odmawiał możliwości zrobienia wspólnego zdjęcia, jak i przeprowadzenia krótkiej rozmowy. Zresztą wiecie już to wszystko z relacji Miagiego ;)
Jak każdy konwent, tak i siłę Polconu stanowili ludzie, którzy chcieli przejechać wiele kilometrów, by spotkać się w jednym miejscu. Chwali się obecność każdego jednego uczestnika – od nieśmiałych szaraczków po stare lisy fandomowe. Żegnając się pozdrawiam wszystkich starych znajomych, jak i osoby, które miałem okazję pierwszy raz poznać, zamienić kilka zdań, napić się piwa czy zjeść wspólnie pizzę. Do zobaczenia na kolejnym konwencie!
Rafał "Rif" Frąckiewicz

This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016
|