
| O stronie > Wassup? | nasze bannery |
![]() |
|
|
Alderaan 2004, czyli żenada, skandal i kpiny w najczystszej postaci! UPDATE poniedziałekk · 23 sierpnia 2004 · 02:54 · Mike Mniej niż zero, mniej niż zero... Lady Pank Dopiero co wróciłem z Czerwonego Zagłębia, gdzie miał swoje miejsce Alderaan 2004, drugi „konwent” fanów Gwiezdnych Wojen. Organizatorem tegoż konwentu była Polska Akademia Jedi, na czele, której stoi Dariusz Bagiński (Dan Falcon). Mając w pamięci zeszłoroczne spotkanie tj. Alderaan 2003, Franki radził mi, żebym zaczął pisać raport jeszcze przed wyjazdem, ale na szczęście nie zastosowałem się do jego sugestii, gdyż w ten czas ów raport byłby bez wątpienia zbyt łagodnie napisany. To co miało miejsce podczas ubiegłego weekendu w dniach 21-22 sierpnia z powodzeniem można nazwać żenadą i skandalem w najczystszej postaci. Przed samym wyjazdem do Sosnowca, nie pojawiły się żadne symptomy, które miałby wskazywać na to jak w rzeczywistości będzie wyglądała impreza. Osoby w daleka mogły przyjechać już w piątek, żeby być rześkimi i wypoczętymi w sobotę, czyli w dzień otwarcia konwentu. Sam skorzystałem z takiej możliwości w związku z tym, iż jestem z Gdyni. I tutaj właśnie zaczęły się pierwsze „schody”. Otóż z niewiadomych dla mnie przyczyn PAJ traktuje dorosłych uczestników „konwentu” jak dzieci, które przyjechały właśnie na kolonie. Już nie chodzi o sam fakt, że dostaliśmy wykład jak to nie wolno palić papierosów ani pić napojów wyskokowych w szkole, bo obowiązuje tak jak rok temu całkowita prohibicja, ale o to, w jaki sposób została nam ta informacja przekazana – tonem kata zwracającego się do swej ofiary. W sobotę o 12.00 z półtoragodzinnym opóźnieniem rozpoczął się konwent. Aż trudno sobie wyobrazić, że jego uczestnicy nie otrzymali programu, wiec panował organizacyjny chaos, za który odpowiadali naturalnie PAJace. Można rzec, że sama chwila rozpoczęcia konwentu była najlepsza z całości w ogóle, potem było już tylko coraz gorzej… Wygląda na to, że organizatorzy nie poczuwali się do obowiązku zajęcia się uczestnikami konwentu, ich ignorancja po prostu raziła i zdumiewała. Przez cały rok, fani którzy byli na Alderaanie 2003 przedstawiali PAJowi swoje sugestie i propozycje, ale niestety zostali całkowicie olani. Błędy sprzed roku, były powielane. PAJ generalnie na konwencie się rozmył i nie było z kim rozmawiać na temat spraw organizacyjnych. Impreza wymknęła się PAJowi spod kontroli już na samym wstepie. I całe szczęście, bo przejęli go po prostu uczestnicy, którzy sami wzięli sprawę w swoje ręce. Właśnie przy tej okazji chciałem wyrazić swoje uznanie dla Lorda Sidousa, który mimo beznadziejnej sytuacji nie poddał się i przeprowadził wszystkie swoje zadania znakomicie. Myślę, że wszystko byłoby ostatecznie do przełknięcia nawet biorąc pod uwagę beznadziejną lokalizację, gdyby konwent był za darmo, a nie kosztował 60 zł! Nikt z jego uczestników nie wie po prostu, na co poszły tak duże pieniądze. Sam PAJ natomiast odmówił pokazania jakiegokolwiek kosztorysu. Rodzi to tym samym podejrzenia o machlojki i oszukanie uczestników konwentu, co na dzień dzisiejszy jest faktem. Myślę również, że sponsorzy konwentu chcieliby się z całą pewnością dowiedzieć na to poszły ich pieniądze i co się stało z ufundowanymi przez nich nagrodami za wygrane konkursy. Wspomniałem o nagrodach? Pewnie trudno to sobie wyobrazić, ale okazuje się, że np. książki, które ufundowało wydawnictwo Amber, a które miałby być wręczone jako nagrody, w ogóle nie zostały odebrane z Warszawy przez Dan Falcona! Dlatego osoby, które wygrały jakiś konkurs otrzymywały po prostu pamiątkowy dyplom plus ewentualnie kilkakrotnie przeczytaną książkę. Dan Falcon, stracił zaufanie nie tylko w moich oczach, ale wszystkich uczestników i powiedzmy sobie to szczerze nigdy już nie uda mu się namówić ludzi, żeby przyjechali na konwent. Na konwent? Co ja mówie, po prostu na spotkanie fanów. Natomiast jego Polska Akademia Jedi stała się pośmiewiskiem całego fandomu. Szkoda, że tak się stało, ale się stało. Nie wszystko udało mi się powiedzieć na ten temat Alderaanu 2004, błędów można by mnożyć i mnożyć, ale najważniejsze by nigdy więcej nie odbył się Alderaan organizowany przez PAJ. Nigdy w życiu nie byłem na takim gównie. Konwent przerodził się po prostu w spotkanie. Spotkanie fanów Star Wars. Ludzie którzy przyjechali byli świetni, a skandalem jest to w jaki sposób zostali potraktowani przez Polską Akademię Jedi, będącą siedliskiem ludzi niekompetentnych i niedojrzałych. Nie wiem naprawdę, co się stało, ale zeszły Alderaan mimo, że niedopracowany, był o niebo lepszy od tegorocznego. Nie sugerujcie się zdjęciami - to myśmy sami stworzyli sobie taką atmosferę bez pomocy PAJ. Ogólna ocena konwentu: 0/10 Przypominamy, że wszyscy, którzy byli na Alderaanie lub po prostu przeczytali relację z „konwentu” mogą odwiedzić ten topic na Holonecie w celu wymieniania się wrażeniami i uwagami. Warto również zapoznać się z informacją, która pojawiła się w Gazecie Wyborczej 6 lipca 2004 na temat przygotowań PAJ do imprezy i zweryfikować ją z rzeczywistością. Raport z "konwentu" autorstwa Yako można można przeczytać w tym miejscu. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Raport FatBanty: Dwuaktowa katastrofa za sześćdziesiąt złotych, czyli mam wyjebane na Alderaan"To co się dzieje naprawdę nie istnieje, więc nie warto mieć niczego, tylko karmić zmysły. Będzie co ma być, już wiem że stąd nie zwieję, poczekam i popatrzę nie cofnę kijem Wisły" Mike doradzał mi, żebym napisał raport przed wyjazdem i w ten sposób zaoszczędził czas. Nie zrobiłem tego, ze względu na rzetelność i uczciwość. I jak się dzisiaj okazało zrobiłem dobrze, powstrzymując się od tego kroku, bo to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania... Na początku miałem przyjechać już w piątek, ale aura była niesprzyjająca. Dlatego postanowiłem wybrać się w sobotę rano. Z mniejszymi i większymi trudnościami ("po dwóch krzyżówkach, na wysokości cmentarza...") dotarłem na miejsce, blokowany raz po raz przez kibiców Legii Warszawa i pochody czerwonych tubylców. Jednym (o ile nie jedynym) udogodnieniem w porównaniu z poprzednim "konwentem" było rozstawienie niebieskich tabliczek z napisami "Alderaan", ułatwiających nawigację w samych Maczkach... Kiedy dojechałem w końcu do szkoły numer ileś, imienia bodajże Sienkiewicza, Henryka w dodatku, zostałem powitany przez Pafawaga oraz kilka osób, których teraz nie pamiętam. "Nie kiwnąłem nawet palcem by się znaleźć w takiej walce. Teraz w pace swe ostatnie resztki imidżu tracę" Pierwsza skucha PAJ podczas mojego pobytu, wydarzyła się już przy rozdaniu identyfikatorów. Okazało się bowiem, że panie (albo panowie) organizatorzy nie przejmują się zbytnio zarówno zdjęciami, które wyrobiłem specjalnie na tą okazję (wydając na początku kasę, później także obciążając bezsensownie Lorda Sidiousa), ani tym bardziej pisownią mojego pseudonimu. Nie jestem specjalnie wyczulonym na tym punkcie, ale jeśli płacę, to także wymagam - chociażby poprawnego zapisania nicka, podawanego w zgłoszeniu ... Po jakimś czasie spotkałem Mike'a, który opowiedział mi jak "kulturalnie" został potraktowany przez organizatorów, gdy przyjechał w piątek, zmęczony podróżą z dalekiego Pomorza. Jakiekolwiek piątkowe argumenty prohibicyjne do tej pory nie mają dla mnie większego sensu, organizatorzy zaznaczyli bowiem, że zakaz spożywania alkoholu będzie obowiązywał tylko w dniach konwentu, tzn. od 21-22 sierpnia. Pomijając kwestię "nakazu chuchania organizatorom", przywitałem się z pozostałymi fanami SW a następnie jak każdy usadowiłem się w głównym hallu w oczekiwaniu na rozpoczęcie zabawy. Nie obyło się bez spóźnienia na starcie. Początku powitania i otwarcia konwentu nie widziałem, ponieważ asystowałem Mike'owi w sprawach garderobianych (zakładał zbroję szturmowca). Wszyscy, którzy szydzili z Mike'a jako głównej atrakcji konwentu już wkrótce przekonali się, że nie mieli racji i PAJ nie był w stanie zagwarantować niczego lepszego. TK-1410 przeżył potężne oblężenie fanami chcącymi zrobić sobie zdjęcia pierwszego polskiego szturmowca imperialnego i starcie z dziennikarzem w liczbie jednego. Nie obyło się bez powtarzania własnych błędów. Ludzie nie wiedzieli co mają robić między dłużącymi się przerwami w programie, plącząc się w te i we wte, mijając obojętnie w korytarzach - ponownie, Ci którzy nie mieli znajomych "gubili się". Wpadając w jak najbardziej optymistyczny pesymizm dotyczący losu konwentu stworzyliśmy z Mike'iem i Pafawagiem zwarty oddział HoloNetowiczów na Obczyźnie. Na konwencie nie panowały żadne zasady. Wszystko było w moim odczuciu kwestią mieszanki zbiegów okoliczności i przypadków. Szczególnie dało się to wyczuć w piłce nożnej, w której możliwość rozgrywania baraży zmieniały się jak w kalejdoskopie, w zależności od położenia teamu PAJ. Panowie, to chyba dla nas jest ta zabawa? Moim osobistym plusem, było "odkrycie" znajomego z obozu językowego z Hastings, do którego nie miałem żadnego kontaktu i wszystkie nasze spotkania odbywały się w dziwnych okolicznościach, poza granicami Polski (typu stacja benzynowa we włoskich Alpach o szóstej rano). Nareszcie mam adres i nazwisko... Ale to nie zasługa Polskiej Akademii Jedi, tylko zmysłu handlowego kompana... Obiad pominę milczeniem, bo drugie danie dostałem zimne. Tak czy siak, jeśli coś się działo między obiadem a wieczornym, kontrowersyjnym konkursem strojów, nie zrobiło na mnie wystarczającego wrażenia i po prostu tego nie pamiętam. Były bodajże jakieś "pokazy" walki na katany (czy dobrze widziałem?) w wykonaniu Wiedźmina i Dana Falcona, jednak do tej pory zastanawiamy się, co one miały wspólnego z "Gwiezdnymi wojnami". Nie jestem w stanie powiedzieć nic o karciankach, bo tam mnie nie było... W każdym razie w pewnym momencie, zrobił się burdel, bo część poszła na konkursy wiedzy filmowej, część nie wiedziała co ze sobą począć... Ja w każdym razie dobrze się bawiłem odpowiadając szczerze i błyskotliwie na pytania Sidiousa takie jak: - Popularna nazwa koreliańskich korwet... - Złom. - Jakimi jednostkami dysponowali Kalamarianie? - Pływajacymi. Obywały się także prelekcje na temat historii komputerów w wykonaniu Tdc, ale te mnie po prostu znudziły, tym bardziej że przez dłuższy czas nie słyszałem ani jednej wzmianki na temat LucasArtsów, Filmów i innych takich. Zajmująca wypowiedź to wielki dar - najwyraźniej nie wszystkim pisany. Z miłą chęcią przeniosłem się na górę, na lekcję gry w sabacca. Gorąco dopingowałem Pafawaga, który z wielką wprawą uczył się wygrywać w nieczystych zakładach tabor kolejowy. Tu trzeba oddać palmę pierwszeństwa Cecie i Joruusowi, którzy byli jednymi z niewielu (jedynymi?) świetlistymi punktami konwentu i w prosty sposób przekazali zasady "gwiezdnego pokera" - tak prosty, że nawet ja je zrozumiałem chociaż karciarz ze mnie marny. (Wychodzę z założenia, że kto nie ma szczęścia w kartach...) Jestem chwiejny jeśli chodzi o chronologię, bo nie pamiętam na przykład kiedy odbyły się pokazy fanfilmów - jeden z niewielu pozytywów pomimo tragicznej obsługi technicznej. Niestety fanfilmy były "za dobre", więc z nich zrezygnowano. Tak czy owak doszło w końcu do konkursu strojów, w którym po raz kolejny wyszło szydło z worka - "koleżeństwo" i lojalność wobec "swoich" zatryumfowała nad obiektywizmem i czystą uczciwością. Bo jak można inaczej nazwać ogonek Bastionowiczów, stojących za Handzik, która przebrała się za turecką tancerkę, podczas gdy w tym samym miejscu znajdował się człowiek z najdokładniej odwzorowanym w Polsce kostiumem zwiazanym z Sagą? Dodatkowo Mike został załatwiony podkładem muzycznym. Kiedy inni dostawali żwawe i skoczne melodie w stylu latynoskim, TK-1410 otrzymał w prezencie od Yako motyw przewodni "Drużyny Pierścienia", przy którym ten nie miał szansy odpowiednio się przedstawić. Oliwy do ognia dolali sami organizatorzy konkursu, ponieważ nie podali od razu wyników (wystarczyło podać do wiadomości liczbę ludzi stojących za odpowiednimi kandydatami) i dali możliwość spekulacji na temat uczcziwości całego przedsięwzięcia. W dodatku kiedy przy muzyce fani zaczęli się bawić, co prawda nie "gwiezdnowojennie", ale chyba najlepiej do tej pory, wyrzucono wszystkich bez strojów i rozrywka "siadła". Nie pamiętam co się działo później - najprawdopodobniej nic ciekawego, bo wkrótce zaczął się maraton filmowy, składający się z EI, EII i o zgrozo... "Spaceballs" z typowym brooksowskim śmietnikowym humorem... Niemniej jednak czas przy drugim prequelu uznaję za spędzony przyjemnie, a wszystko dzięki miłej rozmowie z uroczą Rebeliantką, White Rider (tak, tak... zjawisko oksymoronu istnieje w realnym świecie...), z którą przegadałem ale także i przemilczałem spore części filmu. Rano było niemrawo. Pafawag i Mike smacznie sobie spali, nie reagując na moje dobijanie się do drzwi. Wszyscy czekali na śniadanie. Po jego konsumpcji zostaliśmy zagonieni do hallu i później pozostawieni sami sobie. Panowała totalna dezorientacja. Nie było w pobliżu NIKOGO z PAJ - nikt nie raczył do Nas podejść. Czekaliśmy, czekaliśmy... Przez jakiś czas skorzystałem po raz kolejny z pomocy nieocenionej, uroczej Rebeliantki - Jedi. Później atmosfera zeszła na dno... Powszechne rozbawienie wzbudzały ozdoby - TIE Fightery zrobione ze styropianiu i dwu pudełkach po jogurtach a szczególnie jeden - symbolizujący totalną klapę "konwentu", któremu skrzydła opadały z godziny na godzinę, uwieczniane przez kilku zdolnych fotografów młodego pokolenia. W końcu, gdy Yuuzhanie mu ulżyli... zdarzył się cud - przyszedł ktoś z PAJ! Oczywiście największą burę otrzymał Mike, który podpadł tej Pani (czy to nie przypadkiem bastionowa emilis?) kiedy wyraził swoje a także znakomitej większości zdanie, nie przebierając w słowach. "Gówno". I miał rację. Co zabawniejsze - o wszystko co złe został oskarżony Ricky Skywalker - osoba, której najbardziej zależało na powodzeniu konwentu w rodzinnym mieście... emilis do Mike'a: Jak jedziesz, to może się dowiesz na miejscu - poza tym nazywanie mnie tu ignorantem nie jest do końca na miejscu, bo jestem oficjalnym przedstawicielem PAJ na tym forum! Aaaa i jeszcze jedno (już wyłącznie osobiście) - gdybym ja chciała robić konwent za jakąś kasę, to by mnie dawno na Aldku nie bylo, jak na razie na same dojazdy, nie licząc materiałów, strąciłam więcej kasy niż niejeden z was na całym konwencie... Ale robię to, bo takie są moje zadania w Polskiej Akademii Jedi. Jeśli jest to ta sama osoba, to chciałbym przekazać jej moje najserdeczniejsze wyrazy pogardy, bo tylko na to zasługuje ta wypowiedź, jak i zaangażowanie w sprawy Alderaanu 2004. W każdym razie później nastąpił jakiś rozejm i wszyscy przyjaźnie poszli grać w LARPa (doszło do tego?), ale mnie już wtedy nie było, bo miałem dość straconego na "dziurach organizacyjnych" wielkości kraterów na Jowiszu i wyjechałem do domu. Niestety. Jeśli wszystko robi się od niechcenia, niech nie pozostaje zagadką taka a nie inna postawa fanów SW, dla których te są pasją a nie biznesem. Jeśli popełnia się te same błędy i dopuszcza do kolejnych uchybień i olewa ludzi, dla których się to robi... wychodzi Alderaan... I jak tu się nie dziwić Tarkinowi? Mam wyjebane na Alderaan i nigdy się tam więcej nie pokażę, bo szkoda mi czasu, pięniędzy, nerwów i narażania się na ludzką ignorancję i prowizorkę... UPDATE: Raport Vonga Żenada, żenada, żenada, czyli "Nie siadajcie na krzesłach"Na początku chciałbym wyjaśnić dwie sprawy. Po pierwsze: w moich przemyśleniach posługiwał się będę nazwą Żenada 2004. Mam tu na myśli spotkanie fanów Star Wars jakie odbyło się w Maczkach (około 20 km od miasta Sosnowiec), hucznie zwane konwentem Alderaan 2004. Po drugie, nie będę powtarzał tego, co było napisane w raportach Mike`a i Fat Banthy a także na Holonecie gdyż jest to całkowicie bez sensu. Nie będzie to raport z Żenady w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ pozwoliłem sobie poruszyć kilka innych kwestii dotyczących Star Wars. Tyle tytułem wstępu. Po pierwsze chciałem skoncentrować się na organizacji o szumnej nazwie PAJ a raczej na jej członkach z wyłączeniem pani Aleksandry Jagiełowicz (która z tego co wiem w organizacji udziału nie brała) i Rickiego Skywalkera (konkurs zorganizował perfekcyjnie), który nomen omen mało ma z PAJem już wspólnego. Padło wiele nieprzyzwoitych stwierdzeń na temat PAJu z czego najsłynniejsze już to "PAJ ci w dupę". Mnie natomiast zastanawia jak mogło dojść do sytuacji, gdzie NIC nie znacząca w polskim fandomie osoba, - Dan Falcon (który każe się do siebie zwracać członkom PAJu per "Mistrzu"), pojawiła się nagle rok temu z nikąd uzurpując sobie prawo do organizacji konwentów SW w Polsce. Osobnik ten, pełen arogancji i pogardy zarówno dla innych PAJowców (jak inaczej tłumaczyć oskarżenia do Rickiego o nieuczciwe przeprowadzenie konkursu wiedzy książkowej gdzie pierwsze trzy miejsca zajęli członkowie klanu Praetorite Vong, do którego Dan Falcon nie kryje niechęci a wręcz pogardy) a także wszystkich fanów SW w Polsce założył tą organizację z dwóch powodów. Po pierwsze - aby powetować sobie swoje życiowe niepowodzenia w realnym świecie. Po drugie aby nieźle się dorobić na środowisku fanów SW w Polsce. Widząc kasowy sukces pierwszej edycji Żenady, postanowił zorganizować ją jeszcze mniejszym nakładem z jeszcze większą bezczelnością i ignorancją. Prawda jest taka, że wg moich wyliczeń (których nie będą tu przytaczał, zainteresowanych proszę o kontakt mailowy) do kieszeni wpadło mu co najmniej 2000zł + cały karton nagród z Amberu które nie zostały przyznane w konkursach! Jak my, fani mogliśmy być tacy ślepi na to co się dzieje? Jak mogliśmy dać sobą manipulować osobie, której wiedza o Gwiezdnych Wojnach jest praktycznie zerowa? Aby zakończyć ten temat pozwolę sobie pokazać jego cynizm na jednym przykładzie. Otóż w niedzielę, około południa, kiedy z Żenady wyjechała już część fanów na miejsce przyjechała TVP3. Dan Falcon widząc co się dzieje, zdając sobie sprawę z powszechnego niezadowolenia fanów, wsiadł razem z telewizją do taksówki i oddalił się z miejsca konwentu aby nikt z niezadowolonych nie mógł udzielić wywiadu, aby wszystko mogło wyglądać pięknie a on mógł zaprezentować się w telewizji. Czy to nie jest żałosne? Kolejnym problemem jest kwestia prohibicji. Od kilku miesięcy było wiadomo że na Żenadzie obowiązywać będzie pełna prohibicja. Dla wielu osób jest to nie do zrozumienia, ja jednak uważam że taki jest wymóg prawny i PAJeby nie mogły tego zmienić w przeciwnym razie złamaliby prawo dopuszczając do pici alkoholu na imprezie na której bez opieki dorosłych znajdowały się osoby niepełnoletnie co jest niezgodne z prawem. Niezrozumiałe jest natomiast zachowanie członka PAJu, zwanego przeze mnie dalej "Wieśminem" ponieważ jego przebranie nic z SW wspólnego nie miało. Otóż jego zachowanie zasługuje na najwyższą pogardę. Kiedy, wraz z sporą grupą osób w piątek przyjechałem na miejsce, pierwsze co usłyszeliśmy to wykład pełen pogardy dla nas wszystkich o tym czego nie wolno. W sumie na konwent nie przyjeżdża się po to żeby pić ale by w nim uczestniczyć. Jednakże w momencie, gdy konwent staje się Żenadą bez żadnych atrakcji, jedyne co pozostaje uczestnikom to rozmowa z innymi uczestnikami, a tutaj, chyba każdy się ze mną zgodzi, piwo (ewentualnie inne trunki) ułatwia kontakt. Spora część uczestników była pełnoletnia. Osobom tym nie można zakazać picia alkoholu poza terenem Żenady, toteż we wspomnianej wyżej gadce Wieśmin zaznaczył to, mówiąc przy tym że wracając na teren konwentu trzeba być trzeźwym. Późnym wieczorem, grupa fanów zrobiła dokładnie to o czym pisałem i opuściła teren szkoły, po czym nastąpiła konsumpcja jednej, rzadko dwóch puszek na osobę. W międzyczasie mogliśmy poznać dwóch przemiłych (tu nie ma żadnej ironii) mieszkańców Maczek, którzy byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni i nie zachowywali się agresywnie. Po dwóch godzinach, kiedy zaczęto wracać na teren szkoły nastąpiła pierwsza prawdziwa kompromitacja PAJu. Osobnik o ksywce emilis (celowo z małej litery - mam do niej zerowy szacunek) sprawdzał trzeźwość osób powracających na teren szkoły w sposób żałosny - poprzez chuchnięcie. Dodać trzeba że chuchnięcie nie może być podstawą prawną do orzeknięcia o trzeźwości osoby ponieważ po wypiciu jednej puszki piwa, wg polskiego prawa jest się nadal trzeźwym. Nie muszę chyba pisać że wszystkie osoby, bez względu na to czy piły czy nie (np. ja) zostały uznane za nietrzeźwe i zostały ZMUSZONE do podpisania się na liście na której widniały tylko dane osobowe i podpis, nigdzie nie było napisane do czego się tak naprawdę przyznajemy. Z dumą mogę powiedzieć że jako jedna z trzech osób zostałem oficjalnie uznany za osobę nietrzeźwą. Na szczęście po pewnej ostrej rozmowie z emilis w kolejnych dniach, wszyscy mieli na nią wyjebane i w końcowym efekcie w sobotnią noc oficjalnie popijaliśmy sobie z Mike`m browary na auli głównej w obecności wielu osób. Teraz krótko o dekoracji - jak można zauważyć na zdjęciach - była ona żałosna a jej podstawę stanowiły pudełka z gier SW oraz lampki choinkowe. Niezrozumiałe jest dla mnie zachowanie wyżej wspomnianej emilis (a może ten nick brzmi jakoś inaczej?) która miała czelność w obliczu TOTALNEJ klęski PAJu i Alderaanu zwracać mi uwagę za oderwanie skrzydła od PAJ fightera widocznego na kilku zdjęciach poniżej. Dodam że nie tylko mi ale także Mike`owi którego "wywaliła" z Żenady za to że robił mi zdjęcie w momencie kiedy urywałem skrzydło. Emilis, jak śmiesz krytykować nas za to w momencie kiedy od rana nie miał miejsca ŻADEN punkt programu, ty się obijasz i bezczelnie kłamiesz że dołozyłaś do tego konwentu. Jakim prawem zwracasz nam uwagę że niszczymy to co należy do nas. W końcu zapłaciliśmy za Żenadę 60 zł a za to ja mogę zniszczyć 100 PAJ fighterów? Jak śmiesz grozić nam usunięciem z konwentu. Odpowiedz albo PAJ ci w dupę. Zbliżając się do końca chciałbym podziękować osobom które włożyły w ten konwent sporo pracy mianowicie ekipie z Bastionu. Lordzie, Andaralu, Yako, chylę przed wami czoło że się nie załamaliście i to dzięki waszemu zaangażowaniu odbyły się wszystkie punkty programu. Ricky - za to że nie poddałeś się oskarżeniom o oszustwo a także krytyce ze strony emilis. Przejdę teraz to jednego z niewielu plusów konwentu. Otóż oficjalnie mogę ogłosić, że w przysżłym roku Żenada 2005 nie odbędzie się! Przedstawicielom dwóch głównych stron SW w Polsce udało się porozumieć co do organizacji profesjonalnego konwentu Coruscon w Warszawie na który ma zostać zaproszona gwiazda z zagranicy a w programie na 100% nie będzie zawodów na sali gimnastycznej o 1 w nocy czy też rzucania do kogoś śmieciami. Więcej nie ujawnię. Żenada 2004 zjednoczyła fanów. Szkoda tylko że musiało się to stać w takich okolicznościach. Osobiście, o tym że Żenada będzie totalną klapą wiedziałem już od spotkania w Pucku kiedy dowiedziałem się kim naprawdę jest Dan Falcon. Nie spodziewałem się natomiast że można tak spieprzyć konwent że zwyczajne spotkanie fanów w Warszawie na Polach Mokotowskich jest 100 razy lepsze. Tym którzy byli na Żenadzie nie muszę nic mówić, tym którzy nie byli powiem jedno. PAJ to dno a Dan Falcon i emilis to ścierwa i prymitywy. Ludzie nie ufajcie im, podchodźcie do wszystkiego co mówią z rezerwą, miejcie na nich wyjebane. P.S. Wszystkich którzy zastanawiają się nad zwrotem pieniędzy za Żenadę (dla zainteresowanych powiem tylko tyle, że są podstawy prawne - konsultowałem się z prawnikiem z rodziny) proszę o kontakt pod adresem mailowym [email protected] P.S.2 Tekst może być powielany i publikowany bez mojej wiedzy i zgody na każdej stronie Star Wars, tak żeby jak największa ilość fanów mogła się zapoznać z prawdziwym obliczem PAJ i Żenady 2004. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |