
| Epizod II > News | nasze bannery |
![]() |
|
|
Recenzja webmastera Glujo czwartek · 16 maja 2002 · 17:06 · Glujo · źródło: Glujo Jako osoba, która wiele lat temu dała się zniewolić tryskającemu ze srebrnego ekranu urokowi gwiezdnej sagi Lucasa większość wolnego czasu spędzałem ostatnio na czytaniu recenzji epizodu II. Słuchałem także komentarzy osób, które widziały film wcześniej niż ja. Zauważyłem, że film naprawdę się podoba, usłyszałem opinię że George nareszcie zrobił coś wartościowego. Poszedłem zatem na premierę... Pierwsze pytanie, które nasunęło mi się po obejrzeniu tego animowanego komputerowo zjawiska brzmi : czy ze mną jest coś nie w porządku ? Czy urwałem się z jakiejś innej bajki ? A może z choinki ? Kiedy fani wesoło podrygując w rytm muzyczki, która uprzyjemnia czytanie końcowych napisów (z ang. credits) bili brawo i wykrzykiwali entuzjastyczne hasła, ja nieszczęsny siedziałem z głupkowatym uśmiechem wciśnięty w fotel i zastanawiałem się czy jestem jedyną osobą na sali, która czuje się jak infantylny konsument, któremu wciśnięto bezwartościowy produkt. Ogólną opinię o filmie wyrażę na końcu - teraz wskażę kilka wątków, które miały być w porządku a okazały się mówiąc eufemistycznie nic nie warte. 1. Wspaniała intryga polityczna - kilka nudnych dialogów z udziałem istoty (arcyksiążę Poggle) która mówiąc, wydaje ustami dźwięki jakby bekała i puszczała bąki (czekałem tylko aż powie "lala" jak zajączek z pewnego starego dowcipu któremu nie wolno było jeść marchewki ) 2. Intryga miłosna wcale nie jest żenująca i doskonale ratuje ją myzyka Wiliamsa - akurat ! Kiedy Anakin i Amidala spędzali upojne, wspólne chwile na przemian wyznając sobie miłość i bredząc coś o obowiązkach, miałem ochotę schować się pod krzesło. Wszystkie tzw. romantyczne sceny są tak zawstydzająco kiczowate, że nawet miłośnicy romansów Harlequina muszą czuć się zniesmaczeni. 3. Wreszcie aktorzy mogli pokazać swój kunszt - w istocie! Udowodnili, że potrafią zrobić o kilka min ze sztambucha więcej niż trzy lata temu w Mrocznym Widmie. Oprócz miny wyrażającej zdziwienie, strach lub rozbawienie potrafią pokazać złość oraz patrzeć na siebie nawzajem jak jakieś sarenki. Wielkie gratulacje, proponuje oskara - ale tego i tak dostanie pewnie tylko aktor grający Typho bo jest czarny. 4. Finałowa bitwa jest niesamowita. O tak ! Banda klonów, które mnie nic nie obchodzą tłucze się z bandą robotów obchodzących mnie jeszcze mniej. Cóż za majstersztyk ! Do tego jeszcze jacyś Jedi wymachują masowo mieczami jakby to były cepy a nie mistyczna broń znana z oryginalnej trylogii. Lucas i inne osoby tworzące produkt o nazwie film, z braku pomysłów na interesującą fabułę starają się wypełnić powstającą lukę jak największą ilością wybuchów, kolorów, dźwięków i innych pseudo atrakcji. Jak tak dalej pójdzie w epizodzie trzy, Jedi będą walczyć czterema mieczami (dwa trzymając stopami) podczas gdy z powietrza będą ich ostrzeliwały gwiezdne niszczyciele. 5. Efekty komputerowe są lepsze niż w TPM. Zabawne. Tym razem na ekran przeniesiono żywcem grę platformową w której steruje się ludzikami biegającymi po fabrycznej taśmie. Należy unikać zmiażdżenia i innych pułapek. Szkoda tylko, że oprócz Coli i pop cornu nie dawali w kinie joysticka. No ale jestem spokojny niebawem na pewno pojawi się odpowiednia wersja na PC. 6. Wzruszający jest wątek ojca i syna - Jango i Boby Fettów. Jasne. Ojciec przestępca, który za pieniądze wesoło morduje kogo się da i dzieciak ze zwichrowaną psychiką nauczony walić do ludzi z działa laserowego. Ciekaw jestem czy Jango zabierał Bobę tylko na krwawe widowiska, gdzie potwory rozrywają ludzi, co widzimy na filmie, czy także pozwalał mu np. uczestniczyć w orgiach seksualnych i palić papierosy? 7. Walka Yody jest fantastyczna - fakt, szkoda jednak że tylko na niby. Koziołki, zwroty figle i psoty. Oto jak można opisać co zrobił Yoda. 8.Wspaniała intryga kryminalna. Najbardziej podoba mi się scena w której Ben udaje się z zapytaniem o pochodzenie zatrutej strzałki do właściciela baru o imieniu Dexter. Dexter najwyraźniej z niejednego pieca chleb jadał, bo posiada wiedzę o wiele bogatszą niż specjaliści z zakonu Jedi. Fakt, że udziela prawidłowej odpowiedzi dotyczącej strzałki, wynika prawdopodobnie stąd że często takie znajdował w importowanych z kamino tuszach cielęcych. 10. Pocałunki. - każdy kto kiedykolwiek całował się z osobą płci przeciwnej, wie że nie robi się tego tak, jak mamy okazję zobaczyć w scenie finałowej. No ale nie czepiajmy się, może Lucas pragnie zrewolucjonizować relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami, tak jak zrewolucjonizował kiedyś kino. Powinien jednak raczej zrewolucjonizować swoje życie zawodowe i pożegnać się z filmem. 11. I na koniec już trochę żartobliwie: Kloniarze - Nie rozumiem dlaczego mówią po angielsku ? Przecież Steven Spielberg już dawno udowodnił, że takie UFO z małymi głowami wygrywa muzyczki na syntezatorach i macha ręką. Oj niedociągnięcie. George Lucas przewidując że myślący, dorośli ludzie wyśmieją jego kolejny beznadziejny film, udaje że adresuje swe dzieło do dzieci w wieku 8-12 lat. Oby się nie przeliczył. Dzieci to wbrew pozorom wymagająca publiczność. Przy okazji wyrażę zaniepokojenie faktem, że do dzieci adresuje się dziś filmy o ucinaniu głów, miażdżeniu prasą hydrauliczną i rozcinaniu na pół. Atak Klonów został entuzjastycznie przyjęty jedynie przez fanów, którzy wiedząc, że będzie mało Jar Jara i zobaczymy znane z oryginalnej trylogii maski, jeszcze przed seansem wmówili sobie, że Epizod II jest wspaniały a teraz nie potrafią przyznać się przed sobą że tak nie jest, bo szkoda im tych trzech lat oczekiwania i nadziei, które mamy za sobą. Zapowiadano wspaniałą ucztę dla miłośników kina fantastycznego. Nie wiem jak wy, ale ja po tej uczcie mam ciężką niestrawność. PS Numer z zamianą głów Treepio i droida bojowego to slapstik na poziomie walącego się w głowę pałką pitekantropa. Czego spodziewać się w epizodzie trzy? Glujo ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |