
| Komiksy > Recenzje > Marvel Star Wars #1 | nasze bannery |
![]() |
|
W erze cukierkowych kolorów prosto z komputera i pseudo-mangowych buziek zerkających z lakierowanych okładek komiksów, mało kto pamięta jak wyglądał ten "biznes" trzydzieści lat temu. Jeszcze mniej ludzi uwierzy, że komuś szybciej biło serducho, gdy drżącymi rękoma przerzucał kartki kolejnego zeszytu, dajmy na to, Amazing Spider-Mana, czy też Green Lanterna. A jednak tak było, również w przypadku Gwiezdnych Wojen. Cofnijmy się więc do czerwca roku 1977. Oto w sklepach pojawił się Marvel Star Wars #1...
Tak oto w dużym streszczeniu wygląda historia, którą opowiada pierwszy zeszyt komiksowych Gwiezdnych Wojen Marvela. Adaptacja filmu wydaje się być decyzją dość logiczną, gdyż w tym konkretnym momencie jedynie w Nowej Nadziei zawierał się cały świat Georga Lucasa, wierzcie lub nie. By oddać w pełni nastrój filmu oraz dać sobie nieco czasu na przygotowanie kolejnych opowieści, Marvel rozdmuchał ową adaptację do rozmiaru sześciu zeszytów. Jakakolwiek analiza tegoż komiksu nie uniknie porównań z filmem. Pierwsze różnice rzucają się w oczy już przy drugiej stronie - jawi się przed nami sławna i ostatecznie wycięta scena z Lukiem Skywalkerem wpatrującym się w niebo i obserwującym potyczkę Imperium i Rebelii przez makrolornetkę. Dalej równie ciekawie - siódma plansza prezentuje scenę przybycia Skywalkera do miasteczka Anchorhead, gdzie dzieli się on swymi obserwacjami z przyjaciółmi. Zwieńczeniem tego spotkania jest dialog z Biggsem Darklighterem, tuż przed jego odlotem z Tatooine. Czytelnik jest też świadkiem nieco odmiennych od filmu okoliczności porwania C3PO i R2-D2.
W zasadzie większość dialogów uległa zmianie, głównie skróceniu, w stosunku do scenariusza filmowego, co jest zrozumiałe ze względu na ograniczenia, jakie niesie ze sobą forma komiksu. Innym rodzajem mutacji kwestii wypowiadanych przez bohaterów jest wprowadzenie opisu czynności, zjawisk itp. Wynika to z założenia, iż Czytelnik może nie wiedzieć, jaką czynność lub zjawisko przedstawia rysunek. Jest to trik tak stary, jak cały przemysł komiksowy i stosuje się go do dziś, choć w nieco mniejszych proporcjach. Jeśli chodzi o warstwę graficzną, porównywanie jej z dzisiejszymi cudami techniki nie ma większego sensu, gdyż są to po prostu dwa odmienne style rysowania. W Marvel Star Wars #1 Howard Chaykin stawał bez wątpienia na głowie, by jak najwierniej oddać sceny filmowe.
Numer wieńczy kadr ukazujący Tusken Raidera z bronią uniesioną nad głową Luke'a. Złowieszczy napis dużymi, grubymi literami przepowiada rychłą śmierć młodzieńca. Czy tak się stanie naprawdę? Zapraszam do lektury Marvel Star Wars #2. MiagiBonus Ponizej: Darth Vader zmęczony przesłuchaniami sięga po kubek kawy...
Tytuł: Marvel Star Wars vol.1 #1 Scenariusz: Roy Thomas Rysunki: Howard Chaykin Kolory: Marie Severin Wydawca: Marvel Comics Group Data wydania: Czerwiec 1977 ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |