
| Komiksy > Recenzje > Marvel #1 | nasze bannery |
![]() |
|
![]() ![]() Tak oto, w dużym streszczeniu, wygląda historia, którą opowiada pierwszy numer komiksowych Gwiezdnych Wojen spod szyldu Marvela. Adaptacja filmu wydaje się być decyzją dość logiczną, gdyż w tym konkretnym momencie jedynie w Nowej Nadziei zawierał się cały świat George'a Lucasa, wierzcie lub nie. By oddać w pełni nastrój filmu oraz, zapewne, by dać sobie nieco czasu na przygotowanie kolejnych opowieści, Marvel rozdmuchał ową adaptację do rozmiarów sześciu zeszytów. Jakakolwiek analiza tegoż komiksu nie ucieknie zapewne od porównań z filmem. Pierwsze różnice rzucają się w oczy już przy drugiej kartce - jawi się przed nami sławna, a wycięta z filmu, scena z Lukiem Skywalkerem wpatrującym się w niebo i obserwującym potyczkę Imperium i Rebelii przez makrolornetkę. Dalej równie ciekawie - strona siódma prezentuje oczom czytelnika scenę przybycia Skywalkera do miasteczka Anchorhead, gdzie dzieli się swymi obserwacjami z przyjaciółmi. Zwieńczeniem tego spotkania jest dialog z Biggsem Darklighterem tuż przed jego odlotem z Tatooine. Czytelnik jest też świadkiem nieco odmiennych od filmu okoliczności porwania C-3PO i R2-D2 .
W zasadzie większość dialogów uległa zmianie, głównie skróceniu, w stosunku do scenariusza filmowego, co jest zrozumiałe ze względu na ograniczenia, nazwijmy to, "przestrzenne", które niesie ze sobą forma komiksu. Innym rodzajem mutacji kwestii wypowiadanych przez bohaterów jest wprowadzenie opisu czynności, zjawisk etc. Wynika to z założenia, iż czytelnik może nie wiedzieć jaką czynność, bądź zjawisko, przedstawia rysunek. Jest to trik tak stary jak cały przemysł komiksowy i stosowany jest nawet dziś, choć w nieco mniejszych proporcjach. Jak powszechnie wiadomo, nic nie jest doskonałe i w dialogi wkradł się błąd. Podczas "kazania" Owena Larsa na temat czasu żniw i "następnego sezonu" Luke stwierdza, że wuj tak samo mówił rok temu, gdy planetę opuścił... Biggs. Ten sam Biggs, z którym parę kartek temu się żegnał. Jeśli chodzi o warstwę graficzną, porównywanie jej z dzisiejszymi cudami techniki nie ma większego sensu, gdyż są to po prostu dwa odmienne style rysowania. W Marvel Star Wars #1 Howard Chaykin stawał bez wątpienia na głowie, by jak najwierniej oddać sceny filmowe.
Czy mu się to udało? Po części na pewno, choć razi nieco w oczy karykaturalne oblicze Gwiezdnego Niszczyciela, czy przerysowane hełmy szturmowców i droidów. W innych przypadkach mamy jednak do czynienia z kreską zawierającą dużą dawkę ekspresji, nie stroniącą od poszarpanych krawędzi. Na szczególną uwagę, moim zdaniem, zasługują oblicza postaci nie zakutych w zbroje - świetna mimika i rysy twarzy.Numer wieńczy kadr ukazujący Tuskena z bronią uniesioną nad głową Luke'a. Złowieszczy napis dużymi grubymi literami przepowiada rychłą śmierć młodzieńca. Czy to rzeczywiście koniec? Zapraszam do lektury Marvel Star Wars #2... Excelsior! Miagi poniżej: Darth Vader zmęczony przesłuchaniami sięga po kubek kawy :)
Tytuł: Marvel Star Wars vol. 1 #1 Scenariusz: Roy Thomas Rysunki: Howard Chaykin Kolory: Marie Severin Wydawca: Marvel Comics Group Data wydania: czerwiec 1977 ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |