
| Komiksy > Recenzje > General Grievous #4 | nasze bannery |
![]() |
|
|
Generał Grievous #4 Drobiazgowo zaplanowana akcja Flynna Kybo i jego sprzymierzeńców w ostatniej chwili ulega zmianie. Chcąc pospieszyć z pomocą pojmanym padawanom nasi bohaterowie zrezygnować musieli z elementu zaskoczenia. By dotrzeć do dzieci Jedi muszą przebić się przez całe zastępy droidów... i stawić czoła Grievousowi, który owe dzieci postanowił zgładzić. Pora na ostatnią odsłonę mini-serii General Grievous. Były to zdecydowanie ciekawe zeszyty, odbiegające od standartowych opowieści komiksowych spod znaku Star Wars. Od szablonu odstaje rysunek, bardziej szorstki w porównaniu z głównymi obecnie seriami, Republic i Empire. Kreska w Grievousie bardziej skupia się na dynamice opowieści niż na niepotrzebnych detalach. Wystarczy przyjrzeć się planszom by zobaczyć, że obiekty i postacie znajdujące się na dalszym planie to niewiele więcej niż tylko kontury. W ten sposób podkreślana jest główna akcja na danym kadrze i jest jasne na którym elemencie rysunku należy skupić wzrok. Nie bez znaczenia jest również kolorystyka - niekiedy mocno kontrastujące ze sobą barwy świetnie oddają ponurą atmosferę fabuły. General Grievous to też niebanalna opowieść. Chuckowi Dixonowi udało stworzyć solidną historię bez przesadnego opierania się o znane z tego okresu postacie. Jedynie Generał Grievous i holograficzny Hrabia Dooku byli tu jedynymi rozpoznawalnymi osobnikami, nie licząc skąpo pojawiających się przedstawicieli Rady Jedi, a jednak całość opowieści trzyma się, potocznie mówiąc, kupy. Co więcej, po lekturze serii nie ma się wrażenia, iż twórca upchnąć chciał w niewielkiej ilości zeszytów zdecydowanie zbyt wiele wydarzeń, tak jak to miało miejsce w mini-serii Obsession. Zwroty akcji logicznie następują po sobie i nie rażą naiwnością. Na pewno niejeden z fanów zadał sobie pytanie co by było, gdyby Jedi agresją odpowiedzieli na agresję. Przecież Rycerzy Jedi takich jak Flynn Kybo na pewno nie brakowało - sfrustrowani, nie mogli dłużej patrzyć na bezczynność Rady i brali sprawy w swoje ręce. Bohaterowie, czy głupcy? Wystarczy spojrzeć ile gotowi byli poświęcić za swoją ideę - wszystko. W jednej chwili gotowi byli odłożyć na bok lata szkolenia, całe zakonne życie; jedyne życie jakie mieli. Nie mogli liczyć na nagrodę - wprost przeciwnie, wydalano ich z Zakonu bezpowrotnie, nawet jeśli swoimi czynami osiągnęli coś pozytywnego. Zapewne nie jest Czytelnikowi trudno odgadnąć jak kończy się ta opowieść. Wszak Grievousa widzieliśmy w Epizodzie III, o Flynnie Kybo zaś brak jakiejkolwiek wzmianki. Jego poświęcenie jednak nie zostało zaprzepaszczone - udało się ocalić życia padawanów. Nie udałoby się tego osiągnąć, gdyby nie śmiały plan i chęć działania, chęć zemsty. To, że w kluczowym momencie Flynn porzucił pierwotne zamiary i świadomie poświęcił się dla większego dobra najlepiej o nim świadczy. Jak bardzo niebezpieczne byłoby stwierdzenie, iż jego działania powinny być inspiracją dla innych? Co się zaś tyczy Rady Jedi - lektura ostatnich kadrów każe się zastanowić, czy aby karykaturalne przedstawienie Mistrzów nie było celowym zabiegiem... ![]() Fabuła: 9/10 Rysunek: 9/10 ![]() ![]() Tytuł: Star Wars: General Grievous #4 ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |