strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Relacja z konwentu Kamino 2006 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Kamino 2006
wspominać jak było naprawdę jest miło

Nadeszła wiekopomna chwila - oto na gwiezdnowojennej mapie polskiego fandomu pojawił się nowy, jasny punkt. Konwent Kamino 2006, bo o nim mowa, jest już trzecim tego typu spotkaniem fanów Star Wars w Polsce (czwartym, jeśli osobno rozpatrywać CC 1 i 1/2). Ktoś wspomniał niedawno, że każda relacja z takiej imprezy brzmi zasadniczo tak samo - "konwent kiepski, ale fajnie było spotkać się z ludźmi". Czy potwierdzi się reguła?

Budynek Gimnazjum i Liceum Jezuitów, w którym odbył się konwent, zaprezentował się okazale, z zewnątrz oraz od wewnątrz. Czyste i zadbane sale, a także przestronna aula i ładne kabiny prysznicowe zdecydowanie cieszyły oko uczestników. Uczynni (za przeproszeniem) członkowie obsługi służyli wskazówkami odnośnie najkrótszej drogi do przydzielonych uczestnikom kwater, a nawet zaoferowali rozkładane łóżka, byśmy nie musieli spać na ziemi.

Największym logistycznym minusem, który także dał o sobie znać w kolejnych dniach imprezy, był nieczynny niestety bufet, który w tym stanie pozbawiał rzesze fanów ciepłego posiłku. Rozczarowała nieco też konwentowa Dobra Zupa - choć serwowane tam dania były smaczne i pożywne (szczególnie w sobotnie przedpołudnie), to jednak uczestnicy mieli do przejścia całkiem spory kawał, poruszanie się po mieście zaś utrudnione było dodatkowo kiepsko wydrukowaną mapką.

Zgodnie z ustanowionym już przez poprzednie konwenty SW standardem, uroczyste rozpoczęcie Kamino 2006, które odbyło się w auli, bogate było w formę i w treść. Główni organizatorzy wkroczyli na deski sceny w przebraniach, spowici gęstym dymem. Nastąpił krótki, ale intensywny pokaz walki na miecze świetlne, po czym wojownicy skłonili się publiczności i przywitali oficjalnie zgromadzonych na sali. Krótko później, jako pierwsi ujrzeć mogliśmy na własne oczy zacną produkcję Stowarzyszenia Kamino, pod tytułem Episode XXI: DARK SIDE TEMPTING. Projekcję fan-filmu przyjęto z aplauzem i ogólnym zaakceptowaniem, mimo zaobserwowanych drobnych potknięć językowych (Yuzuhan Vong).

Piątek konwentowy dobiegł końca w duchu ogólnego porozumienia na zaimprowizowanej miejscówce, nazwanej roboczo "na murku", gdzie hucznie obchodzono urodziny Aidena, śpiewano stare pieśni patriotyczne i wymieniano się najnowszymi plotkami fandomowymi.

Przedpołudnie dnia drugiego upłynęło pod znakiem przygotowań do parady fanów Star Wars. Kolumna uczestników konwentu, tych przebranych i tych "w cywilu", jak również osób postronnych, które spontanicznie postanowiły przyłączyć się do marszu, przetoczyła się przez ulice Gdyni, ku uciesze licznie zgromadzonych tzw. "szarych ludzi" oraz funkcjonariuszy straży miejskiej, dbających o pokojowy przebieg naszej wspólnej manifestacji poparcia dla elementów świata stworzonego przez George'a Lucasa. Były zdjęcia, prezentacje i pokazy, liczne uśmiechy na twarzach i wyrazy uznania pod kierunkiem paradujących. Pochód przeszedł w pobliżu gdyńskiej plaży i dotarł w bezpośrednie sąsiedztwo znanego i lubianego ORP Błyskawicy, gdzie nastąpiło rozbicie peletonu i mniej lub bardziej skoordynowany powrót do konwentowej szkoły.

Ci, którzy na konwencie zaakredytowali się dopiero sobotnim popołudniem i tym samym nie widzieli parady, przyjrzeć się mogli członkom Polish Outpostu podczas ich prezentacji w głównej sali. Na deskach auli zaprezentował się też Eagle Outpost, wieczorem zaś miała miejsce prezentacja dotycząca Biblioteki Ossus, w trakcie której padły odpowiedzi na najbardziej palące pytania odnośnie funkcjonowania owego projektu. Swoje przysłowiowe pięć minut mieli też przedstawiciele gorzowskiego fandomu. Choć nie udało się przeprowadzić spotkania dotyczącego Spadkobierców Mocy, odbyła się prelekcja YangObiego, pt.: "Gdy zabraknie Mocy", podczas której, jak wieść gminna niesie, ujrzeć można było niemal legendarną już postać Pana Trąbki.

Zdecydowanym novum, bezprecedensową inicjatywą i ciekawostką, była prelekcja o rasach wodnych w świecie Star Wars zorganizowana... na basenie. Uczestnicy ochoczo zanurzyli się w temat, doszło też do przepychanek i podtopień przy okazji meczu w piłkę wodną. Prelekcja zakończyła się na szczęście bez trwałych uszkodzeń ciała, w bardzo pozytywnej atmosferze ogólnego zrozumienia i pojednania.

Gwoździem programu sobotniego była debata o stanie naszego rodzimego fandomu, podczas której przy jednym stole (prawie okrągłym) zasiedli, prócz organizatorów, przedstawiciele Polish Outpost, Dark Star Wars, Eagle Outpost, Outlandera, oraz przytłaczająca liczebnie reprezentacja Imperial City Online. Wspólnie przypomnieliśmy sobie korzenie naszego "bzika" na punkcie Gwiezdnych wojen, a także przyjrzeliśmy się obecnie funkcjonującym "starwarsowym" projektom. Pojawiły się też próby przedstawienia wizji przyszłości, który to temat z racji zbliżającej się rocznicy XXX-lecia Star Wars cieszył się sporym zainteresowaniem. W ogniu zażartych dyskusji, wytknięć i potknięć, oraz wyciągania teczek doszło do zawarcia porozumienia polegającego na stworzeniu listy osób chętnych do współorganizowania w przyszłym roku wspólnego dużego 'eventu' gwiezdnowojennego. Spis ten podano do wiadomości publicznej, tak, by każda osoba posiadająca tzw. pomysł mogła czym prędzej skonsultować go ze wspomnianą komisją (niekoniecznie śledczą).

Ostatni konwentowy wieczór zakończył się spotkaniem rekinów fandomu w Centrum Dowodzenia Akcji 100% Bez Alkoholu, które potrwało do późnych godzin nocnych (czy też, właściwie, do wczesnych godzin porannych).

Mimo powszechnie wyczuwalnego zmęczenia uczestników i organizatorów, konwentowa niedziela przebiegała w aktywnej atmosferze. Były dyskusje, panele, także kalambury, a nawet grupowa fotografia konwentowiczów. Szybko jednak nastał smutny czas pożegnań - wszak mówią, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej...

Kamino 2006 odwiedziło 141 uczestników. Jest to zacny wynik, dobrze rokujący na przyszłość. Nie bez znaczenia był także fakt, iż była to impreza darmowa. Za to też należą się organizatorom wyrazy szacunku. Zadbano o na prawdę porządną lokalizację i ubrano całość w formę, która nie była przeładowana treścią, dzięki czemu uczestnik mógł znaleźć dla siebie w ciągu dnia nie jedną chwilę wytchnienia. Towarzysze z nad morza wyraźnie korzystali ze wzorców ustanowionych przez swych konwentowych poprzedników, nadali jednak imprezie własne piętno i dzięki ich zaangażowaniu możemy mówić o udanym spotkaniu.

Serdeczne podziękowania i pozdrowienia dla uczestników spotkania pod murkiem, oraz w Centrum Dowodzenia, a także dla wszystkich konwentowiczów za przybycie i stworzenie tej jakże unikatowej atmosfery, która właściwa jest tylko nam, fanom Gwiezdnych wojen. Pozostaje sobie jedynie życzyć kolejnego spotkania w tak zacnym gronie. Szalom!

Miagi

     


     


  


     


     


     


     


     


     


     


     


  


Kamino 2006
konwent nieyako

Mimo, że spora część kluczowych dla fandomu postaci mieszka w Trójmieście, tamtejsze środowisko nigdy nie było szczególnie zorganizowane. Tym bardziej zaskakująca była zapowiedź konwentu, jaki miał odbyć sie w Gdyni. Organizatorzy reprezentowali sobą tzw. młodą krew, tych jeszcze mniej doświadczonych i wpływowych, ale mających ogromne zasoby dobrych chęci. Czy to wystarczyło?

Na dworzec Gdynia Główna dotarłem po 5 godzinach intelektualnej Golgoty koleją żelazną w towarzystwie ludzi zorganizowanych w szeroko pojętym Outlanderze, których jednak w tym miejscu serdecznie pozdrawiam. Na miejscu powitał nas komitet złożony z jegomościów ubranych w szmaty Jedi. Rada wyznaczyła im zadanie - doprowadzić nas na teren konwentu, oddalonego stosunkowo niedaleko od, jak mówią Rosjanie, wakzala. Szkoda tylko, że nazwa ulicy Tatrzańskiej, którą mijaliśmy po drodze, nie była przesadzona! Liczę, że do następnego Kamino na tej trasie uruchomiona zostanie kolejka górska (sic! albo po polsku: tak!). Ale za to na szczycie było, co oglądać. Szkoła prowadzona przez Towarzystwo Jezusowe pobiła w moich oczach tę corusconową bezapelacyjnie. Widok rzeczywiście godny Tatr.

Oprócz rozpoczęcia imprezy oraz takich hitów, jak legendarna "Ulica Kenobiego" z piątku zapamiętałem jeszcze pokaz fanfilmu autorstwa właśnie organizatorów. Trudno mi się jednak na jego temat wypowiadać, gdyż patrzyłbym pewnie przez pryzmat mojej ulubionej "Krypty". Każdy wie, jak bardzo profesjonalny był KEK i w tej sytuacji mógłbym osądzić "Dark Side Tempting" (jak nazwali swoje dzieło mieszkańcy Kamino) niesprawiedliwie.

Sobotę zaczynaliśmy w miarę udaną paradą, by zakończyć ją z pewnością mniej udaną debatą na temat stanu polskiego fandomu. Wniosek z tej ostatniej był taki: ogólnie jest dobrze, wszyscy chcą robić coś wspólnie, tylko pewne skłócone jednostki to hamują. Niesamowite, jakby wcześniej ktoś tego nie wiedział. Wspominając drugi dzień konwentu muszę jednak dodać, że głębokim dnem był lokal "Dobra Zupa". Serwowane tam jedzenie oczywiście spełniało powszechnie przyjęte normy smakowe, jednakowoż zaproponowane zniżki oraz jego umieszczenie na mapie były beznadziejne. Notabene dodać muszę, że załączone do informatora mapki również nie były mistrzostwem świata.

Musicie wiedzieć, że podczas prelekcji zauważyć można było całkiem spore ilości fanów w rodzinnym modelu 2 + 1. Dobrze, że jednak daje się otworzyć imprezę na ludzi z zewnątrz. To dopiero początek, ale na pewno słuszny. W tym miejscu trzeba zauważyć, że podczas konwentu wyjątkowo ściśle przestrzegano akcji 100% bez alkoholu. W istocie nie spotkałem się z żadnym przykładem naruszenia jej założeń!

Sam program nie zaskakiwał, był raczej znośny. Nie porywał, ale też nie usypiał zbyt silnie. Normy europejskie spełniał. Aha, właśnie, gratuluję pomysłu wyciągnięcia z kasy unijnej dopłat. Dzięki temu na konwent wchodziliśmy właściwie za darmo, mimo konieczności wpłacenia kaucji. Z tego powodu wynikło niestety kilka nieprzyjemnych sytuacji, które jednak dzięki interwencji trzeźwo myślących głównych koordynatorów imprezy, skończyły się dobrze.

Podobnie zresztą cały konwent, ostateczne wrażenia są całkiem dobre. Kamino to konwent młody, dosłownie i w przenośni, i jako taki wyszedł świetnie, mimo oczywistych niedociągnięć. Pozwolę sobię na chwilę szczerej spowiedzi i powiem, że spodziewałem się trzech dni monstrualnej żenady. I się zdziwiłem! Oby nie po raz ostatni.

M.

Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016