
| Relacje z konwentu CorusCon 1 i 1/2 | nasze bannery |
![]() |
|
|
LEGO, naleśniki i rock&roll Zakończył się stołeczny mini-CorusCon, opatrzony numeracją "1 i 1/2". Obrastający powoli swoistą legendą gmach Szkoły Podstawowej nr 211 ponownie ugościł głodnych wrażeń fanów Gwiezdnych Wojen. A wrażeń było sporo. Program mini-konwentu odbywał się jednocześnie w trzech salach: głównej prelekcyjnej, warsztatowo-kalamburowej, oraz poświęconej grom towarzyskim (przede wszystkim Star Wars Miniatures). Na uroczystym otwarciu konwentu przemawiał Piotr "kto odkupi prezesurę" Wasiak, oraz Przemek "jestem z radia" Kojlo, przedstawiciel Teamradia, współorganizatora imprezy. Wspominano poprzednie edycje CC, padło też słów kilka na temat Stowarzyszenia Warszawskich Fanów SW "Outlander". Następnie odbyła się prelekcja "Od Frankensteina do Diuny...", którą miałem przyjemność poprowadzić, jednocześnie zaś w sali warsztatowej Jarek "ten od klocków" Spychała opowiadał o swojej fascynacji LEGO i Gwiezdnymi wojnami. Zgodnie z prognozami, ogromną popularnością cieszyły się przeprowadzone przez Jarka warsztaty LEGO-LOGOS. Autor tegoż projektu podjął trud przybliżenia go fanom SW, a także zdołał wykrzesać z nich wystarczająco dużo inwencji by powstały budowle interpretujące jedną z przypowieści o Talesie. Gorące dysputy trwały długo, w tym czasie zaś, niemal za ścianą, odbywał się turniej Star Wars Miniatures. W sali prelekcyjnej trwał w najlepsze "Epizod 3 nas zawiódł". Kolejny punkt programu, czyli "Prorodzinne SW", prowadzony przez dwóch Tomaszów i ich baunsującego niedźwiadka, raczył ciekawostkami z życia osobistego tych mniej i bardziej znanych postaci świata Star Wars. Po krótkiej przerwie na posiłek nadszedł czas na konkurs wiedzy, przygotowany przez Falcona, przeprowadzony jednak przez niżej podpisanego. Walka była zażarta już od samego początku - o przejściu eliminacji zadecydować musiał rzut kostką, ze względu na remis dwóch drużyn w punktacji. Finał konkursu, rozgrywany już indywidualnie, również cechowała atmosfera ostrych zmagań. Zwycięzcą, wyłonionym w wyniku akcji "nagła śmierć", został Khorne. Kolejne miejsca przypadły Vongowi, Bacy i T-potowi. Konwent, nieoficjalnie już, kontynuowano w konwentowej knajpce "U pana Kejka", gdzie przedstawiciele ICO Squadu lansowali się w towarzystwie sław fandomu. Po obowiązkowej sesji zdjęciowej i kilku kolejkach konwentowego napoju ze zniżką, impreza przeniosła się do Laurany (serdeczne pozdrowienia i podziękowania!). Tam też przetestowane zostały sławne już starwarsowe szklaneczki, pierwsza nagroda w konkursie Miss Fandomu SW. Testy wypadły pomyślnie, jak również i samo spotkanie, które przeciągnęło się do nieprzyzwoitych godzin nocnych. Podsumowując, CorusCon 1 i 1/2 zaliczyć można do imprez udanych. Biorąc pod uwagę jednodniową formę konwentu, oferta programowa była zróżnicowana i ciekawa. Była to też świetna okazja by spotkać się i podyskutować w gronie znajomych - element istotny dla konwentowej atmosfery. Pozdrawiam z tego miejsca serdecznie współkonwentowiczów, na ręce organizatorów zaś składam serdeczne gratulacje i podziękowania za świetne spotkanie. Do rychłego zobaczenia! darkmiagiNie jestem stałym bywalcem na gwiezdnowojennych konwentach, a nawet mogę się przyznać, że poza premierą "Zemsty Sithów" w poznańskim Kinepolis, CC 1 i 1/2 stanowił dla mnie pierwszą w życiu taką imprezę. Z tym większą nadzieją na dobrą zabawę jechałem do Warszawy. Z góry mogę powiedzieć że się nie zawiodłem. Otwarcie było krótkie, konkretne, z pewną dozą komercji - z elementami reklamowymi, ale pierwszą poważną atrakcją była prelekcja towarzysza Miagi "Od Frankensteina do Diuny, czyli narodziny science fantasy" - ciekawy wykład na temat historii wzmiankowanego w temacie gatunku. Humorystycznym akcentem tego punktu programu były nagminne wtrącenia jednego z fanów, który chciał popisać się swoją wiedzą i przerywał co chwila prelegentowi, w związku z czym ten chciał mu oddać prowadzenie wykładu. Następnie udałem się na warsztaty filozoficzne, które prowadził Jarek Spychała. Otóż każdy z nas dostał za zadanie zinterpretowania i zobrazowania, za pomocą klocków Lego, krótkiej przypowieści o Talesie, wg której to wpatrywał się w gwiazdy i w wyniku czego wpadł do dołu. Powstały różne przedziwne projekty: zamek ze strażnikami, okulary, ruchoma zapadnia, biały dom błędnie uznany przez wszystkich za bunkier (przyznam się, to moje dzieło), a także różnego rodzaju strzeliste wieże, czy nawet cela więzienna z Talesem w środku. Następnie wszyscy siedliśmy w kółku, po kolei prezentowaliśmy swoje prace i zgadywaliśmy co autor każdej z nich miał na myśli, jak zinterpretował przypowieść. Na koniec autor przedstawiał nam swoją koncepcję. Mogę tylko wyrazić mały żal za to, iż większość zobaczyła Talesa jako osobę ograniczoną. Brawa jednak za wspaniały punkt programu. Jako że prelekcja autorstwa TDC "Epizod 3 nas zawiódł!" znacznie się przedłużyła, to i udało mi się zahaczyć o ten punkt programu. Dodam, że "Zemstę Sithów" uwielbiam i nijak nie zgadzam się z autorem. Po nim na scenę wkroczył Tomaszów dwóch: Merridius i Baca, ze swoim wykładem "Prorodzinne SW - okiem genealoga amatora". Muszę przyznać iż wspaniale się przygotowali, imponowali wiedzą, zwłaszcza Baca który wygłaszał ową prelekcję. Merridius za to mieszał się z publicznością i co chwila zadawał mu różne pytania odnośnie tematu. Nie ma co, ciekawa forma wykładu... Na koniec konkurs wiedzy. W związku z dużą ilością chętnych parami przystąpiliśmy do eliminacji. Razem z Bacą przeszliśmy przez nie jak burza i byliśmy bezkonkurencyjni. Następnie przyszły potyczki indywidualne. Wypada tu skrytykować Falcona, który skopiował pytania z TFN-u i nawet nie pokwapił się przetłumaczyć ich na język polski. Dzielnie za to spisywał się towarzysz Miagi, który w zastępstwie poprowadził konkurs, niczym Tadeusz Sznuk i Hubert Urbański w jednej osobie. Szczęście w losowaniu pytań się do mnie nie uśmiechnęło, dlatego ukończyłem turniej poza podium. A może to nie brak szczęścia, ale ktoś, kogo prosiłem o trzymanie kciuków, nie przyłożył się do tego zadania? Na tym zakończyła się oficjalna część CorusConu 1 i 1/2, po czym w pobliskim pubie zaczęła się część nieoficjalna, która trwała do wczesnego poranka dnia następnego. Do domu wracałem zadowolony, z uśmiechem od ucha do ucha. Ante GreguDla mnie 'CC 1 i 1/2' skończył, a także rozpoczął się na Dworcu Centralnym. Pomiędzy też się trochę działo. Na terenie legendarnej 'dwieście jedenastki' zjawiłem się już parę minut po rozpoczęciu, czyli 10:10. Poza snującymi się w poszukiwaniu sensu po korytarzu niewielka o tak wczesnej porze reszta stłoczona w sali A, przysłuchiwała się powitaniu, zdaniu relacji z poprzednich dwóch eventów (małego CC Zero i pełno wymiarowego CC 2005), przybliżeniu genezy CC oraz udziału warszawskiego 'Outlandera' w organizacji, wszystko w ciągu czterdziestu minut klarownie i jasno wyłożone przez Yako. W krótkiej przerwie między pierwszą prelekcją zdążyłem się przywitać ze znajomymi osobami i paroma o których miałem dość mgliste wyobrażenie powstałe jedynie na podstawie pisemnych wypowiedzi z forum. Tak właśnie objawili się Krzysiek i Bovnik. Sporą gromadę stanowiły fandomowe legendy ze stajni ICO - i tak swoją obecnością dumnie reprezentowały 'elitarność' takie gwiazdy, jak tow. Miagi, tow. Merridius, tow. Ante Gregu czy tow. Pafawag. Nie zawiedli przyjezdni, poza sporą grupką tzw. lokalesów pojawili się reprezentanci innych piastowskich grodów: spora reprezentacja Lublina - Shonsu, Vong, Damarcus, Radekas; jednoosobowa, ale za to jaka, (chciałoby się komuś przyjeżdżać dzień wcześniej, żeby obejrzeć mecz Legii ? to dopiero determinacja.) delegacja z Bydgoszczy - wspomniany Ante Gregu; oraz wart całej armii młodych junaków Tow. Miagi z Torunia. Tow. jako pierwszy prowadził prelekcję, intrygującą rzekłbym nawet, o narodzinach i dorastaniu Science Fantasy - rozciągając panoramę zagadnienia od monstrum Frankensteina po Diunę. Działo się to nadal w sali A, która na ten dzień przeznaczona była dla prelegentów. W sali B rezydował główny gość Jarek Spychała ze swoim autorskim projektem Lego Logos, o którym parokrotnie już mówiono na ICO. Po krótkim wprowadzeniu w tematykę zagadnienia odbyły się warsztaty, w których uczestnicy mogli bawić się klockami (byli tacy co chyba tylko po to przyszli) by później porozmawiać o swoich budowlach oraz wyjaśnić czemu właśnie taki kształt przyjęły. Po zakończeniu LL władzę nad salą przejęła Fault_Fett, która ponownie poprowadziła starwarsowe Kalambury, jedną z najlepiej wspominanych atrakcji konkursowych CC 2005. W sali Poza epizodem z prezentacją Laboratorium Gier, królowały SWMinisy i oficjalny ich turniej, w którym bezkonkurencyjni okazali się mieszkańcy grodu dwojga uniwersytetów UMCSu i KULu. Wracając do sali A: po przemowie Tow. Miagiego swój odczyt o broni dystansowej z Universum którego bardzo niewielki ułamek stworzył GL mieli Kun i Mamuth. Po nim bardzo dobre rozważanie i podsumowanie nad tym czego spodziewaliśmy się po EIII, a co otrzymaliśmy. Tłumy przybyły by posłuchać TDC. Nie obyło się bez kłopotów dzień przed rzeczownik i przymiotniik "twardy" i "dysk" połączyły się z czasownikiem "palić się". Cała zaś prelekcja rozciągnęła się w czasie, co przesunęło kolejną prelekcję (prowadzoną przez Merridiusa i niżej podpisanego) i cały program w sali A o godzinę. O prelekcji Prorodzinne SW powiem tylko, że była niepowtarzalna. To określenie można interpretować w dowolny sposób. Mam nadzieję, że nikt ze słuchających nie pomyli teraz Antillesów corelliańskich z alrderaaniańskimi i spamięta jak ostatecznie Lucasowi udało się wybrnąć z mitycznego już zonka w ANH z książkowym cpt. Coltonem i filmowym Antillesem. A jakaś nagroda i wieczna pamięć należy się za patent z posadzeniem jednego z prowadzących na trybunie, wśród widzów i zadawanie przez niego wcześniej ustalonych pytań, jako metody prowadzenia wykładu mającego zapewnić prelekcji jakąś dodatkową dozę spontaniczności. Później godzinna przerwa lub LARPy i o 17stej, na wielki finał, rozpoczął się konkurs wiedzy. Były małe zawirowania - nie dojechał mający prowadzić Falcon. I znów losy świata powierzono w ręce Tow. Miagiego, któremu nie pozostało nic innego, jak z pewnym znudzeniem uratować ludzkość po raz kolejny. Pierwsza runda z powodu liczby kandydatów przewyższających liczbę kopii arkuszy z pytaniami odbyła się parami. W finale zasiedli alfabetycznie Ante Gregu, ja, Damarcus. Khorne, T_pot, Vong. Po ostatniej serii pytań zwycięstwo rozstrzygnęła dogrywka Khorne'a z Vongiem. Wygrał ten pierwszy. Koniec pobytu w szkole nie oznaczał końca dobrej zabawy. Po pobycie w konwentowej knajpce konwentowicze, którzy ostali się pojechali lub powędrowali na Mokotów na zaproszenie Laurany do jej mieszkania by spędzać czas dalej równie miło i sympatycznie. Wczesnym rankiem ostatecznie CC w pełnym wymiarze zakończył się. Baca (albo CorusCon 1 i 1/2) Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że większość czytelników zanudzi na śmierć już drugi raport, i jedynie bardzo nieliczni wytrzymają do ostatniej relacji, którą właśnie piszę. Wychodząc z takiego założenia postaram się nie męczyć was kolejnym streszczeniem programu. Mało kto pamięta, że obok CorusConu 1 i 1/2 odbyło się 71. Warszawskie Spotkanie Fanów Star Wars. To nie przypadek, bo obie imprezy organizuje Warszawskie Stowarzyszenie Fanów Star Wars "Outlander". I małe CC od początku miało być m.in. takim większym meetingiem z lekką szczyptą programu. A jednak "zdarząją się przypadki, że córka jest starsza od matki". Paradoksalnie, moim zdaniem, młodsza siostra słynnego CorusConu 2005 miała stosunkowo ciekawszy program od poprzedniczki. W ciągu ledwie kilku godzin odbyło się kilka punktów, które można obiektywnie, z czystym sumieniem, nazwać ciekawymi. Mam tu na myśli szczególnie warsztaty niewiarygodnego Jarka "klocki" Spychały, wspaniale przedstawiony przez Mrocznego Miagiego gotycko-fremeński rodowód Gwiezdnych wojen czy też genialne wręcz "Prorodzinne SW". Wiadomo nie od dziś, że w wypadku małej, jak i dużej imprezy, podstawą są ludzie. I ci nie zawiedli. Tu też widać jaką marką stał się już CorusCon. Mini-konwent organizowany głównie dla fanów z Warszawy i okolic, pokazał jak dalekie mogą być owe okolice. Fakt, że komuś chce się jechać na spotkanie, które trwa mniej niż podróż, mówi sam za siebie! Teraz słowo o naleśnikarniach konwentowych. Tu można krytykować i krytykować. Nie wiem czy rzeczywiście niesmaczne dawali dania, bo się bałem próbować, ale na pewno za drogie. Po drugie miejsca te przestrzeni dużo nie mają. Co więcej, w pobliżu jest kilka innych punktów, lepszych. Wiem, bo widziałem. I z pewnością zgodziliby się ich właściciele na zniżki dla konwentowiczów. Jeśli nie mam racji to na następnym CC możecie mnie nakarmić rozmoczonym pierogiem. Smacznego! Tyle moich chaotycznych myśli starczy w tym wypadku. Gratulacje dla wszystkich organizatorów CC 1 i 1/2 (czyli patrząc na mój identyfikator, również dla mnie?). Może Yako nie zaparkuje nigdy swojego BMW pod drapaczem chmur z szyldem CorusCon, ale z pewnością zorganizuje jeszcze nie jeden dobry konwent. Nie będę oryginalny i powiem: czekam na CC 2006. Merridiusz* - WSFSW, czyli Warszawskie Spotkanie Fanów Star Wars ![]()
![]()
![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |